Dziatkowiak: Ja też popełniłem wiele 'morderstw'

Jedna ze sław polskiej kardiochirurgii, nauczyciel i wychowawca dr. Mirosława G., przerywa milczenie. Broni lekarza ze szpitala MSWiA aresztowanego pod zarzutem korupcji oraz zabójstwa pacjenta

Prof. Antoni J. Dziatkowiak: Milczałem, bo mogę być postrzegany jako strona w jego sprawie. Milczałem też, bo od 2002r. byłem konsultantem medycznym ds. kardiochirurgii w szpitalu MSWiA. Złożyłem rezygnację z tej funkcji. Nie chcę przesądzać o winie lub braku winy Mirosława G., to rzecz sądu. Ale postanowiłem go bronić. Uważam, że przygotowano i wywołano tę aferę, by mieć powód do zwolnienia dyrektora szpitala doc. Marka Durlika oraz skonfliktować społeczeństwo ze światem lekarskim przed planowanym na wiosnę strajkiem lekarzy.

Bogdan Wróblewski: Jak się ma do tej tezy 40 zarzutów: korupcji, mobbingowania lekarzy z kliniki i ten najpoważniejszy - zabójstwa pacjenta, które prokurator stawia dr. Mirosławowi G.?

- Po kolei. Jeżeli minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro bez wyroku sądowego zarzuca publicznie lekarzowi zabójstwo, czym skazuje go na zawodową śmierć, to jest to nadużycie stanowiska i bezprawie. Był to spektakl na zamówienie, by wykazać wątpliwy sukces CBA. Nie można wykluczyć, że min. Ziobro, skazując publicznie dr. G., zemścił się na lekarzach. Może ma uraz w związku ze śmiercią ojca, któremu z powodu zawału serca wykonano w 2006 r. w Krakowie udrożnienie zamkniętej tętnicy wieńcowej, po którym zmarł. Takie jest ryzyko powikłań zawału. Mimo to wszczęto prokuratorskie śledztwo przeciwko dwóm lekarzom z podejrzeniem spowodowania śmierci pacjenta. To może być drugie dno tej sprawy. Niejedyne. Bo przede wszystkim chodziło o znalezienie haka na dyrektora szpitala MSWiA.

Po co?

- Dr Mirosław G. w 2001 r. objął stanowisko kierownika kliniki wtym szpitalu po prof. Zbigniewie Relidze. Przed przyjęciem dr. G. dyr. Durlik pytał mnie o jego trudny charakter. "Czy p. dyrektor chce wyjść za niego za mąż? Czy też chce pan mieć znakomitego kardiochirurga? Bo ja nie znam wybitnych kardiochirurgów z łatwym charakterem. To nie jest specjalność dla mięczaków" - odpowiedziałem.

Błąd dr. G. polegał na tym, że chciał być w Warszawie świetnym chirurgiem, lepszym od innych. A już w1988r. wKrakowie złamał monopol prof. Religi na przeszczepy serca w Polsce. Prof. Religa czuł się dotknięty.

Nie jest w porządku, że w tej sprawie agencja rządowa, CBA i prokurator generalny zwrócili się do innego członka rządu, ministra zdrowia prof. Religi o opinię. Dramat kardiochirurgów polega na tym, że niektórzy popełniają grzech pychy.

Czy grą ambicji można wytłumaczyć zarzut zabójstwa?

- Zarzut zabójstwa jest absurdalny. Gdyby przyjąć te kryteria, które przyjmuje prokurator w przypadku dr. G., to ja popełniłem wiele "morderstw". Bo operowałem chorych, którzy nie mieli szans przeżycia kilku dni i niektórzy z nich zmarli. Ale większość żyje! W takich przypadkach, gdy pacjent jest w skrajnej niewydolności krążenia i nie bardzo wiadomo, czy ma obrzęk płuc, czy ma zapalenie płuc [prokuratura uzasadnia zarzut zabójstwa dopuszczeniem do operacji pacjenta z zapaleniem płuc], decyzja jest bardzo trudna. Jeżeli lekarz nie wykonałby przeszczepu, a chory by zmarł, mógłby zostać posądzony o zaniechanie. Ocena wskazań do przeszczepu jest oparta na doświadczeniu i wiedzy, a dr G. przeszczepił 332 serca. Kardiochirurgia to specjalność balansująca na granicy ryzyka śmierci operowanych chorych.

Przeciwko dr. G. zeznają lekarze z jego kliniki. Min. Ziobro mówił, że to oni zawiadomili CBA.

- Mirek, gdy objął po Relidze klinikę, zastał tam stan lenistwa i nieróbstwa. A wywodzi się z mojej szkoły, gdzie dyscyplina jest jak na okręcie wojennym - nie jest to lubiane, ale jest skuteczne, a chorzy czują się bezpieczniej. Na początku nie miał z kim pracować. Nie było żadnego lekarza ze specjalizacją z kardiochirurgii, musiał sam operować, a w nocy nadzorować zabiegi pooperacyjne.

Zespół nie był przygotowany do wykonywania operacji codziennie, a zmuszanie do systematycznej, często w nocy, pracy nie podobało się niektórym sfrustrowanym asystentom. Wiem, że kiedy po raz kolejny zastał w dyżurce asystentów oglądających serial TV, przeciął nożyczkami przewód elektryczny, tak że poraził go prąd. Konflikty były, bo musiały być, jeśli się kogoś zmuszało do pracy. Ale wiem też, że ci lekarze, którzy na niego donosili, nie spodziewali się, że zostanie oskarżony o zabójstwo. Takiego obrotu sprawy nie przewidzieli.

Osią zarzutów wobec G. jest lista łapówek według prokuratury przyjętych za przyspieszanie zabiegów lub "należytą opiekę lekarską".

- Nie przysięgnę, czy Mirek po zabiegu czegoś nie wziął. Ale jeżeli pan znajdzie w Polsce lekarza zabiegowca, który przysięgnie, że nigdy po operacji nie wziął nic w dowód wdzięczności, to trudno mi będzie w to uwierzyć. Ja mogę się przyznać, że po operacji chirurgicznej dałem lekarzowi w prezencie obraz. Czy to jest przestępstwo? To kwestia obyczajowości, która się nie zgadza z obecną definicją korupcji. Według prof. Juliusza Makarewicza, twórcy przedwojennego kodeksu, korupcją jest "domaganie się nienależnego świadczenia za wykonanie czynności w ramach pełnionego obowiązku albo stanowiska". Korupcją jest więc uzależnienie leczenia od pieniędzy albo domaganie się ich w trakcie leczenia. W tej chwili szuka się haka na Mirka w każdy możliwy sposób. Mam informację z Krakowa, że CBA dociera do rodzin osób, którym przeszczepił serce, i prosi: "Niech się państwo zastanowią, czy czegoś nie daliście lekarzowi?". Jeżeli tych ludzi wezwie sąd, to się wszystko rozsypie.

Wraca Pan ze zjazdu Klubu Kardiochirurgów Polskich. Jaka jest ocena zarzutów wobec dr. G.?

- Klub złoży do władz prośbę o zwolnienie z aresztu dr. G. Jesteśmy oburzeni czarnym PR wobec lekarzy. Skutki już są. Lekarze boją się operować chorych z wysokim ryzykiem i w stanach ekstremalnych, a chorzy i ich rodziny podejrzewają lekarzy o najgorsze. W lutym i marcu liczba przeszczepów serca spadła. Boją się podejmować decyzje lekarze kwalifikujący chorych do transplantacji serca, boją się specjaliści orzekający śmierć mózgową dawców narządów, koordynatorzy i lekarze z ośrodków transplantacyjnych. W wyniku nagonki na lekarzy niepotrzebnie umierają chorzy.