Halliburton przenosi się z Teksasu do Dubaju

Wśród amerykańskich polityków zawrzało - Halliburton, wielki amerykański koncern branży naftowej, postanowił przenieść swoją centralę z Teksasu do Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Koncern tłumaczy, że ma to ułatwić rozwój interesów na półkuli wschodniej. W zeszłym roku ten region świata zapewnił 38 proc. z 13 mld dol. przychodów koncernu.

W Waszyngtonie zawrzało. Od 1995 do 2000 r. szefem Halliburtona był Dick Cheney, który potem został wiceprezydentem USA w republikańskiej ekipie George'a W. Busha. Nic dziwnego, że najostrzej decyzję koncernu o przenosinach nad Zatokę Perską krytykują Demokraci. - Czy to znaczy, że przestaną płacić podatki w Ameryce? - zjadliwie pytała Hillary Clinton, żona byłego prezydenta USA, a obecnie wpływowa senator Partii Demokratycznej z Nowego Jorku. Koncern zapewnia, że będzie nadal zarejestrowany w USA i tu będzie płacić podatki.

Demokratyczny senator Byron Dorgan wypominał zaś koncernowi kontrowersyjne kontrakty związane z wojną w Iraku. Należąca do Halliburtona firma KBR, która jest jednym z głównych dostawców Pentagonu, do tej pory dostała kontrakty za 20 mld dol. na zaopatrzenie amerykańskich oddziałów. Od wielu miesięcy w USA trwają jednak śledztwa w sprawie zarzutów o nieprawidłowości finansowe w tych kontraktach i już w zeszłym roku KBR postanowiło zwrócić do budżetu USA 8 mln dol. A Halliburton postanowił pozbyć się kłopotliwej spółki.

Część analityków przypuszcza, że przeniesienie przez Halliburtona centrali do Dubaju może być gestem politycznej rekompensaty wobec tego emiratu. W zeszłym roku Dubaj chciał kupić sześć wielkich portów w USA. Inwestycję zablokował jednak amerykański Kongres, tłumacząc to względami bezpieczeństwa narodowego. Przenosząc centralę do Dubaju, słynny amerykański koncern może pociągnąć za sobą inne firmy. To będzie wspierać plany Dubaju, który do 2015 r. chce uzyskać 11 proc. wzrostu gospodarczego rocznie m.in. dzięki rozwojowi sektora usług, w którym działa amerykański koncern.