Co nam da wolny rynek energii?

Już za trzy miesiące będziemy mogli sami wybrać od kogo kupimy energię elektryczną. Jednak po uwolnieniu rynku na mniejsze rachunki za prąd raczej nie mamy co liczyć.

Przysłowiowy Jan Kowalski nie ma dziś wyboru. Albo podpisze umowę z tzw. lokalnym dystrybutorem energii (np. Energa, ENEA, Vatnefall), którego sieć dochodzi do jego domu albo nie będzie miał prądu wcale. Od 1 lipca to się zmieni. Unijne prawo pozwoli 14 mln odbiorców samemu wybrańcom, od kogo kupią energię.

Klient nie będzie się musiał martwić, jak do niego dotrze prąd od innych sprzedawców. Nowe przepisy dają im możliwość korzystania z sieci lokalnego dystrybutora energii bez obowiązku kupowania od niego energii elektrycznej. Będzie więc trochę jak z usługami telekomunikacyjnymi - już od kilku lat nie jesteśmy skazani na TP SA, lecz możemy wybrać innego operatora telefonicznego bez konieczności montowania w ścianie nowego gniazdka.

Firmy już oszczędzają

Od lipca dostawami prądu zajmą się tzw. operatorzy systemów dystrybucyjnych, a sprzedażą energii - przedsiębiorstwa obrotu. Na operatora sieci będziemy skazani, natomiast pojawi się możliwość wyboru sprzedawcy energii.

Takie prawo uzyskali w Polsce jako pierwsi w 1998 r. tzw. odbiorcy przemysłowi, którzy zużywają najwięcej energii. Z upływem lat przybywało podmiotów, które mogły korzystać z przywileju wyboru dostawcy. Jednak jak szacuje Centrum Informacji o Rynku Energii - w sumie nie ma ich zbyt wielu. Na prawie 2 mln klientów mających do tego prawo dostawcę energii zmieniło tylko kilkudziesięciu jej nabywców. Jak się okazało, sprzedawcy nie zaproponowali odbiorcom specjalnie konkurencyjnych ofert i w efekcie nie spadły też znacząco ceny energii. - Jeśli jakieś przedsiębiorstwo oszczędziło na zmianie 3 proc. wydatków, to mogło mówić o wielkim święcie - mówi Witold Szwagrun z Agencji Rynku Energii, jednocześnie dyrektor portalu Centrum Informacji o Rynku Energii.

Jednym z przedsiębiorstw, które zdecydowały się na zmianę dostawcy, jest PCC Rokita SA, duża firma chemiczna z Brzegu Dolnego na Dolnym Śląsku. Z zasady TPA korzysta od listopada 2000 r. - W międzyczasie mieliśmy wielu dostawców, którzy zmieniali się niekiedy co kwartał. Głównym kryterium zmian była cena - energia stanowi bowiem ok. 16 proc. kosztów naszej firmy, a ok. 60 proc. kosztów jednej z naszych jednostek biznesowych - kompleksu chlorowego - mówi Anna Michalska, rzecznik firmy. - W okresie minionych siedmiu lat warunki zakupów na tym rynku stawały się jednak coraz trudniejsze i przynoszą coraz mniej korzyści finansowych. Znacznie istotniejsze są warunki elastyczności dostaw zapisane w umowie z dostawcą - dodaje.

Rząd ogranicza konkurencję?

Znacznie lepiej rozdział obrotu energią od dystrybucji wypadł np. w Wielkiej Brytanii, gdzie aż 50 proc. zarówno dużych odbiorców, jak i gospodarstw domowych zmieniło sprzedawcę. Mechanizmy rynkowe zadziałały tam lepiej, bo i struktura samego rynku jest korzystniejsza - większa konkurencja, lepsza infrastruktura sieciowa. Do tego procedura zmiany dostawcy jest bardzo prosta - klient może to zrobić za pośrednictwem internetu.

A jak będzie w Polsce? - Wszystko będzie zależało od tego, czy dostawcy będą chcieli walczyć o klienta, ale rewelacji bym się nie spodziewał - uważa Szwagrun.

Podobnie mówi prof. Marian Miłek, wiceprzewodniczący parlamentarnego zespołu ds. energetyki: - Tak jak nie było rewolucji po uwolnieniu rynku dla odbiorców przemysłowych, tak nie będzie z indywidualnymi.

Prof. Miłek przypomina też o ciągle nie rozwiązanej kwestii kontraktów długoterminowych (KDT) zawartych z elektrowniami w latach 90. Dzięki temu, że określono w nich z góry na długie lata wielkość i ceny sprzedaży energii, elektrownie mogły zaciągnąć kredyty na swoje inwestycje. Sęk w tym, że wbrew zasadom liberalizacji rynku kontrakty zablokowały handel dużą częścią energii. - Jesteśmy dziś w dość nieokreślonej sytuacji. Poza tym energetyka w Polsce wymaga dużych inwestycji. I grupą, która będzie musiała je pokryć, będą właśnie odbiorcy końcowi. Także nie łudźmy się, że będzie taniej. Zyskamy prawo wyboru dostawcy, ale może się okazać, że dostawcy nie będzie się opłacało doprowadzić prądu taniej do naszego domu - mówi prof. Miłek.

Zdaniem ekspertów więcej przemawia dziś za tym, że ceny energii elektrycznej w Polsce będą raczej rosnąć, niż maleć. Rachunku konsumenta za prąd nie pomniejszą raczej trwające już przekształcenia państwowych firm energetycznych. Program dla elektroenergetyki zakłada powstanie czterech silnych grup, w których będą wytwórcy energii, dystrybutorzy i sprzedawcy. Jednym z celów przemian jest co prawda ograniczenie - jak się wydaje nieuniknionego - wzrostu cen energii, ale z drugiej strony ujemnym efektem takiej konsolidacji będzie ograniczenie konkurencji na polskim rynku.

Taniej może za rok

Może więc, na razie, szans na niższe rachunki za prąd należy upatrywać w zmianie taryf? Ceny zawarte w taryfach obejmują łącznie koszty zużycia i koszty przesyłu. Zatwierdza je poszczególnym dystrybutorom na cały rok z góry Urząd Regulacji Energetyki. Czy po 1 lipca w nowej sytuacji rynkowej taryfy nie powinny się zmienić? Wiceprezes URE Wiesław Wójcik: - Gdy z jednego dystrybutora wydzielone zostaną dwa byty prawne - firmy obrotu i dystrybucji, będziemy musieli rozdzielić dla nich taryfy, natomiast sumarycznie dla odbiorców w gospodarstwach domowych rachunki powinny być takie same, a już na pewno nie wzrosną. A czy i kiedy zmaleją? Większych ruchów spodziewałbym się po 1 stycznia 2008 r., gdy nowe spółki obrotu będą już występowały o taryfy na nowy rok.

Na co więc może liczyć Jan Kowalski w lipcu? Beata Ostrowska, rzecznik grupy Energa, największego dystrybutora energii w kraju: - Uwolnienie rynku mobilizuje nas przede wszystkim do podnoszenia jakości usług, np. dodatkowych ułatwień w płaceniu rachunków. Mamy już prawie gotową strategię, która, mamy nadzieję, pozwoli zatrzymać dotychczasowych klientów i pozyskać nowych.

- Będziemy bardzo aktywnie starać się pozyskać nowych klientów, zwłaszcza w biznesowym obszarze naszej działalności - zapewnia z kolei Arkadiusz Dobień, rzecznik spółki Enea, jednego z głównych dostawców energii w Polsce zachodniej. - O konkretnych planach marketingowych nie chciałbym mówić, aby nie podsuwać pomysłów konkurencji - dodaje.