GW ujawnia: Samoobrona - poparcie dla kandydata bez kandydata

Zwolennicy partii Leppera popierali kandydatów do Senatu in blanco. Państwowa Komisja Wyborcza: - To może oznaczać, że podpisy poparcia zbierano podstępem.

Popieranie nieistniejących kandydatów w wyborach parlamentarnych w 2005 r. wynika z instrukcji wiceszefa partii Janusza Maksymiuka. Wysłał ją do rad wojewódzkich Samoobrony dwa miesiące przed ówczesnymi wyborami. List widzieliśmy. Maksymiuk informuje w nim, że należy zbierać podpisy poparcia dla kandydatów do Sejmu i Senatu. I uprzedza, że kandydaci do Senatu nie są jeszcze znani, co oznaczało, że podpisy były zbierane in blanco.

- Nawet tłumaczyłem wtedy wkurzonym ludziom, że trzeba popierać nieistniejących kandydatów, bo centrala nie dała ich nazwisk - mówi Tadeusz Dębicki, b. szef wielkopolskiej Samoobrony

- Centrala Samoobrony mogła dostawać listy z podpisami poparcia, a potem dopisywać do nich nazwiska - twierdzi b. poseł Samoobrony Alfred Budner. Jego zdaniem władze Samoobrony mogły użyć takich list dla tzw. spadochroniarzy: - To ludzie, którzy nagle weszli do parlamentu, choć nigdy nie byli związani z partią.

Budner zamierzał wczoraj powiadomić o sprawie prokuraturę: - Bo to jest oszukiwanie wyborców.

Według Państwowej Komisji Wyborczej pismo Maksymiuka powinna zbadać prokuratura. Miłosz Wilkanowicz z Krajowego Biura Wyborczego PKW: - Sąd powinien rozstrzygnąć, czy nie doszło tu do zbierania podpisów podstępem.

Co na to działacze Samoobrony?

Renata Beger: - Niech pan Budner zajmie się lepiej swoim zdrowiem, a nie sprawami naszej partii!

Zapewnia też, że w jej regionie (okręg pilski) nie zbierano podpisów pod nieznanych kandydatów. I ma rację. Bo była jedynym kandydatem do Sejmu w swoim okręgu z list Samoobrony, a do Senatu nie kandydował nikt.

Sama Beger została skazana za pomoc w fałszowaniu podpisów na swoich listach poparcia.

Instrukcję dostał Arkadiusz Jońca, pracownik biura partii w Warszawie, który koordynował zbieranie podpisów poparcia. Jońca: - To już było dwa lata temu i nie pamiętam, czy na listach poparcia były nazwiska kandydatów do Senatu.

Wiceszef Samoobrony Krzysztof Filipek skomentował: - Ja mogę odpowiadać tylko za mój okręg. I zapewniam, że na Mazowszu takiego procederu nie było. I odgryza się Budnerowi: - U niego na pewno wszyscy znali kandydata do Senatu, bo była nim jego córka.

Mateusz Piskorski, rzecznik Samoobrony:- Skoro Dębicki się z tym nie zgadzał, to mógł tego nie robić. A ja takiego pisma wtedy nie widziałem.