Cały zaplanowany zysk zgarną górnicy?

53 miliony złotych chce przeznaczyć na dodatkowe podwyżki dla górników Kompania Węglowa. Jest jeden warunek: dziś musi się na to zgodzić rząd.

Kompanii Węglowa, największa górnicza firma w Europie, zaproponowała, że każdy z górników dostanie dodatkowo ok. 140 zł brutto podwyżki miesięcznie. Kwoty mogą się jednak różnić w zależności od stawek zaszeregowania oraz poszczególnych kopalń. Spółka przeznaczy na dodatkowe podwyżki 53 mln zł. - To maksymalna kwota, na jaką nas stać - mówi Zbigniew Madej, rzecznik KW.

Związkowcy domagali się ponad 7-procentowego tzw. wskaźnika średniego wzrostu wynagrodzeń. Kompania chciała 3,4 proc., ale niedawno zmieniła zdanie i zaproponowała dodatkowe 1,4 proc. Teraz podwyżki dla górników musi jeszcze zaakceptować rząd, który dziś będzie o tym dyskutował.

Zgoda rządu na podwyższenie wskaźnika jest niezbędna, bo Kompania wciąż korzysta z pomocy publicznej. Gdyby zarząd Kompanii sam zdecydował się na podwyżkę, firma straciłaby państwową pomoc. - Sprawa podwyżek miała być już załatwiona dawno, bez angażowania rządu. Ale nikt nas do tej pory nie słuchał: ani zarząd Kompanii, ani wiceminister gospodarki Paweł Poncyljusz - mówi Dominik Kolorz, szef górniczej "Solidarności". - W latach 2003-06 górnictwo odprowadziło do budżetu państwa 21 mld zł, a dostało 2 mld zł.

Związkowcy zapowiadają, że jeżeli rząd nie zgodzi się na podwyżki, wznowią protesty, nie wykluczając nawet strajku. Wiadomo jednak, że górnicy bardzo chcą kompromisu. Kompania tłumaczy, że musi przeznaczyć cały tegoroczny zysku na podwyżki, bo górnicy pracujący w jej 17 kopalniach i tak zarabiają mniej niż w pozostałych spółkach węglowych. Poza tym będzie można zniwelować dysproporcje w wynagrodzeniach. Gdy w 2003 r. powstała Kompania, płace górników na tych samych stanowiskach różniły się nawet o 380 zł, dziś te różnice udało się zmniejszyć do 200 zł. - Podwyżki pozwolą zredukować dysproporcje w wynagrodzeniach do 100 zł - ocenia Zbigniew Madej.

Na nikim nie robi wrażenia to, że Kompania wciąż zmaga się z potężnym zadłużeniem odziedziczonym jeszcze po pięciu spółkach węglowych. Tylko ZUS i śląskim gminom, gdzie znajdują się kopalnie, jest winna 1,5 mld zł. Część zadłużenia ma spłacić dzięki tzw. dokapitalizowaniu, czyli 400 mln zł, które spółce obiecał rząd. Nie wiadomo jednak, kiedy i w jakiej formie (mówi się o akcjach państwowych firm) Kompania te pieniądze dostanie. - To pozwoliłoby nam zaczerpnąć oddech - przyznają w spółce.

Jest jeszcze jeden problem. Te 53 mln zł, które mają pójść na podwyżki dla górników, to na razie zyski na papierze. W tak specyficznej branży, jaką jest górnictwo, wystarczy jeden wstrząs, by wstrzymać wydobycie całej kopalni. W ubiegłym roku z powodu podziemnych tąpnięć trzeba było wyłączyć z eksploatacji dziesięć ścian, a straty sięgnęły dziesiątek milionów złotych.

Nie ma gwarancji, że taka sytuacja nie powtórzy się w tym roku. Dominik Kolorz mówi jednak, że niezależnie od sytuacji podwyżki nie pogrążą Kompanii, bo firma może zarobić więcej. - Musi być jednak lepiej zarządzana, a ostatnie osiem miesięcy pokazało, że marnowano tylko czas - mówi Kolorz.