Rząd cieszy się ze złóż. Ekspertów martwi cena

PGNiG ma wreszcie złoża gazu i ropy naftowej w Norwegii. Ale za złoża z gazem, który mógłby zaspokoić jedną trzecią rocznego zapotrzebowania Polski, trzeba zapłacić co najmniej 1 mld dolarów i nie wiadomo, czy w ogóle ten surowiec dotrze do nas.

PGNiG wywołało wczoraj sensację. Polski monopolista gazowy ogłosił rano, że kupuje od amerykańskiego koncernu ExxonMobile 15 proc. udziałów w spółce, która ma prawo do eksploatacji złóż gazu i ropy naftowej Skarv i Snadd na dalekiej północy Norwegii. Złoża zawierają prawie 36 mld m sześc. gazu i 15 mln ton ropy. Ich eksploatacja ma się zacząć w 2011 r.

Czy to duże złoża? - Na pewno za małe, aby rozwiązać problemy z zaopatrzeniem Polski w gaz, ale to kroczek w dobrym kierunku - ocenia Andrzej Lipko, szef PGNiG za rządów Jerzego Buzka.

Polska kupuje 15 proc. udziałów, co daje w sumie prawa do około 5-6 mld m sześc. gazu z norweskiego złoża. To niewiele. Mniej więcej tyle samo gazu PGNiG ma od przyszłego roku wydobywać ze swoich złóż w kraju. Ale co rok. Ile gazu rocznie PGNiG dostanie z norweskich złóż? Tego firma nie ujawnia.

Premier Jarosław Kaczyński uważa transakcję za ogromny sukces. - Będziemy mieli udział w złożach na własność i wydaje się, że jest to przełamanie sprawy dywersyfikacji dostaw gazu - mówił na specjalnie zwołanej konferencji prasowej.

Minister gospodarki Piotr Woźniak zapewniał, że transakcja zapewnia Polsce 100-procentowe bezpieczeństwo dostaw. I to "bez nieoczekiwanych spadków ciśnień" - jak dodał Woźniak, czyniąc aluzję do ograniczeń dostaw gazu do Polski ze Wschodu w ostatnich latach.

Ale czy gaz ze złóż w Norwegii w ogóle dotrze do Polski? Woźniak stwierdził, że transport to osobna kwestia. Wiceminister gospodarki Piotr Naimski przypominał, że jesteśmy zainteresowani gazociągiem, którym mógłby do Polski dopływać surowiec z Norwegii. Rzeczywiście, Norwegowie chcą budować gazociąg, ale do Szwecji. I nie wiadomo, czy będzie można tę rurę przedłużyć do Polski.

Szef gazowego koncernu Krzysztof Głogowski nie wyklucza, że gaz z norweskich złóż PGNiG trafi do innych państw Europy Zachodniej. A Polska dostanie w zamian surowiec od innego dostawcy, który ma dostęp do polskich rur.

Ile nas będą kosztować norweskie złoża? W sumie - co najmniej miliard dolarów. Amerykański ExxonMobile zainkasuje jeszcze w tym roku od PGNiG 360 mln dolarów. Potem polska spółka musi wyłożyć jeszcze co najmniej 600 mln dolarów na eksploatację złóż. Do tego dojdą podatki.

Czy to dobry interes? - Takie ceny obowiązują w tym rejonie świata - twierdzi minister Woźniak. I dodaje, że cena odpowiada średniej wartości takich transakcji.

Eksperci mają wątpliwości. - PGNiG zasłania się tajemnicą handlową i nie podaje wielu konkretów. Ale jeśli porównać tę transakcję z innymi, to jest to raczej drogi zakup - powiedział nam Tomasz Krukowski, analityk CAiB. Dlaczego? Wartość złóż - zarówno ropy, jak i gazu - określa się, podając, ile nabywca płaci za tzw. tzw. ekwiwalent baryłki ropy. Krukowski: - W norweskich złożach PGNiG będzie płacić za ekwiwalent baryłki ropy około 6 dolarów plus 10 dolarów wydatków kapitałowych. To w sumie daje wysoką cenę ok. 17 dolarów. Trzeba jeszcze pamiętać, że rząd Norwegii jest bardzo restrykcyjny, jeśli chodzi o podatki i chce mieć duże zyski od eksploatacji złóż. Ale z punktu widzenia interesów Polski jest to oczywiście krok w kierunku dywersyfikacji.

Wątpliwości ma też Bogdan Pilch, szef polskiego przedstawicielstwa koncernu Gaz de France: - Te złoża znajdują się na północnym krańcu Norwegii. To przekłada się na wyższe koszty transportu, bo opłaty w Norwegii są wysokie. Jestem w ogóle zaskoczony, że z tych złóż zrezygnował ExxonMobile. Tacy potentaci w branży paliwowej nie rezygnują z dobrych interesów. Same złoża są zaś małe, by opłacało się budować gazociąg do Polski.

- Priorytetem tej transakcji było zapewnienie dywersyfikacji dostaw gazu wobec źródeł w Rosji. Moim zdaniem to uczciwa zapłata, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Trzeba jednak pamiętać, że koszty wydobycia mogą się bardzo różnić w zależności od złoża, a takich szczegółów nie znam - powiedział nam Tobias Winter, analityk Raiffeisen CentroBank w Wiedniu.

Na zakup złóż od Amerykanów PGNiG wyda w tym roku ok. 1,2 mld zł, a na dalsze wydatki chce zaciągać kredyt. - Cieszę się z sukcesu PGNiG, który spółka może sfinansować z pieniędzy zebranych na giełdzie - mówi Marek Kossowski, który kierował firmą jesienią 2005 r., gdy gazowy koncern wszedł na giełdę przy ostrych protestach PiS.