Nowy Jork zakazał używania słowa ''nigger''

Choć decyzja rady miejskiej miasta Nowy Jork ma znaczenie symboliczne i nie niesie ze sobą żadnych implikacji prawnych, to jest pierwszym poważnym krokiem w kierunku zakazania słowa "czarnuch" w USA.

Debata na temat kontrowersyjnego słowa wybuchła w listopadzie zeszłego roku, po tym jak biały komik zaczął krzyczeć na czarnych widzów, wyzywając ich od "czarnuchów". Kiedy nagranie z programu Michaela Richardsa w kalifornijskim klubie Laugh Factory pokazano w większości stacji telewizyjnych Ameryka zareagowała bardzo mocno.

Różne znaczenia, różne emocje

Choć słowo "nigger" jest używane bardzo powszechnie w USA, szczególnie wśród ludzi młodych. Ze sceny Laugh Factory pada kilkanaście razy każdego wieczoru. Ale wypowiadają je czarni mieszkańcy Ameryki. Kiedy wypowie je biały, nabiera zupełnie odmiennego znaczenia.

- Gdy biały używa tego słowa w stosunku do czarnego, to znaczy, że chce go obrazić albo poniżyć, przypomnieć mu, że jego przodkowie byli kiedyś czyjąś własnością - tłumaczy Christopher Hitchens z magazynu "Slate". - Czarni stosują je jako zwykłe przekleństwo albo gdy chcą podkreślić emocjonalną moc tego, co mówią.

Według nowojorskiej radnej Leroy Comrie słowo "nigger", czy raczej "n-word" ("słowo zaczynające się na n"), by uniknąć jego wypowiadania, wywodzi się tylko i wyłącznie z nienawiści i agresji. Według Comrie takie jest jego podstawowe znaczenie i nie da się go zmienić.

Administracyjne decyzje wydrą słowo rasistom?

Podobnie jak radna Nowego Jorku sądzi wielu czarnych działaczy, którzy mają za sobą wielu prawników. Można się więc spodziewać, że decyzja radnych nie będzie osamotniona. Kolejne mogą nieść skutki prawne. Klub Laugh Factory, od którego zaczęła się cała debata wprowadził po występie Michaela Richardsa kary finansowe za używanie słowa "nigger". Czarni komicy zareagowali na to rzucaniem pieniędzy ze sceny po każdym jego wykrzyczeniu.

Wielu czarnych intelektualistów i aktywistów, którzy sprzeciwiają się administracyjnej nagonce na słowo "nigger". I to nie tylko dlatego, że wśród afroamerykańskiej społeczności to słowo ma specyficzne, nie zawsze negatywne, znaczenie.

Niedawno czarnoskóry pisarz John Ridley w głośnym eseju w magazynie "Esquire" pt. "Manifest współczesnego amerykańskiego czarnucha" podzielił murzyńską mniejszość w USA na "czarnych" (blacks) i "czarnuchów" (niggers). "Czarni" Amerykanie próbują dzięki nauce, pracy i ambicji piąć się w górę społecznej drabiny. "Niggers" wolą stać na ulicach, handlując narkotykami albo czekając nie wiadomo na co. Choć Ridley wyraźnie oddzielił oba słowa, to równie mocno sprzeciwił się nagonce organizacji Afroamerykanów. - Wyluzujcie się. To tylko dwie sylaby, sześć liter. Nie słowo powinniśmy wykluczyć, ale ten zakodowany w nas lęk, który ono wywołuje - wezwał.

Podobnie twierdzi Randall Kennedy, profesor Harvardu, wybitny intelektualista czarnej Ameryki, który napisał: "O wiele korzystniejsze może być wydarcie słowa "nigger " rasistom, złagodzenie jego obrzydliwej wymowy i wręcz konwersja wymowy słowa na "n " z negatywnej w pozytywną".

Więcej o amerykańskiej debacie w tekście Marcina Gadzińskiego: Ameryka spiera się, czy całkowicie zakazać słowa "nigger"