Petrokultura Putina

Jak Rosjanie wydają na kulturę budżetowe miliony ze sprzedaży ropy i gazu? Na rozpoczynającym się dziś II Moskiewskim Biennale Sztuki Współczesnej będzie krytyka amerykańskiej polityki, współczesnego kapitalizmu i wszystkiego co związane z komercją na wielką skalę

W moskiewskim city budowanym od kilku lat nad brzegiem rzeki Moskwy większość budynków jest jeszcze w stanie surowym. Budowa dzielnicy jest oczkiem w głowie mera Jurija Łużkowa, który chce, by Moskwa dorównała pod względem prestiżu największym metropoliom świata.

Kiedy na miejscu city był tylko gigantyczny wykop, rosyjska prasa rozpisywała się o tym, czy warto je budować, dlaczego budowa jest tak droga, o przekrętach i skandalach korupcyjnych związanych z tym projektem. Na niewiele się to zdało. Budowa prowadzona w oszałamiającym tempie powoli zbliża się do końca. W wieżach ze szkła i betonu będą biura światowych korporacji, banki, hotele, centra konferencyjne. Idealny mikroświat dla globalnego biznesu - moskiewski Manhattan.

Tak jak nad Manhattanem górowały przez lata wieże World Trade Center, nad moskiewskim city góruje Wieża Federacji. I to ona ma przez miesiąc gościć rozpoczynające się dzisiaj II Moskiewskie Biennale Sztuki Współczesnej. - Wykorzystamy 18. i 21. piętro, na razie wykończone gołym betonem. To idealna przestrzeń dla artysty - zachwyca się Joseph Backstein, komisarz i dyrektor artystyczny biennale.

Ekipie wybitnych kuratorów i teoretyków sztuki z zagranicy - m.in. Daniel Birnbaum, Iara Boubnova, Nicolas Bourriaud, Gunnar Kvaran, Rosa Martinez, Hans Ulrich Obrist, Fulya Eremchi - dano wolną rękę w wyborze artystów. Dano im także prawie 2 mln dol. na organizację trwającej zaledwie miesiąc ekspozycji. Kuratorzy podzielili ją na pięć wystaw głównych, 25 projektów specjalnych oraz osiem wystaw gości specjalnych, wśród których będzie Yoko Ono i Robert Wilson.

- Formuła naszego biennale jest podobna do książki podzielonej na rozdziały. Przejrzenie jej pomoże widzom spojrzeć na te same problemy z różnych punktów widzenia - opowiada Hiszpanka Rosa Martinez, która w 2005 r. była dyrektorką słynnego biennale w Wenecji.

Sztuka i polityka

Jakie to problemy? Tytuł imprezy brzmi "Uwagi: geopolityka, rynki, amnezja". - Pokazujemy artystyczne glossy na marginesach wielkich bitew makroekonomicznych - mówi Backstein. - Zaproszeni przez nas artyści komentują język kapitału i wielkiej polityki.

Choć znane są już nazwiska wszystkich 90 artystów, to kształt wystawy pozostanie tajemnicą aż do jej otwarcia w czwartek. Hitem może być przygotowana przez Backsteina wystawa "Czy tylko uwagi? Sztuka w epoce społecznego darwinizmu". Opowiada ona o roli sztuki po zakończeniu zimnej wojny. Bułgarska krytyczka i kuratorka Iara Boubnova pokaże tu swój najnowszy projekt "Historia w czasie teraźniejszym" - o miejscu Europy Wschodniej w świecie.

Równie ciekawie zapowiada się wystawa Rosy Martinez i Fulyi Eremchi "Po wszystkim". Ta część ekspozycji ma opowiadać o pustce duchowej mieszkańców dzisiejszej Europy. Z kolei znany francuski teoretyk i krytyk sztuki Nicolas Bourriaud pokaże "Lodową fundację, czyli wodę egoistycznych rozliczeń". Katalog biennale zapowiada, że będzie to ostra krytyka gospodarki kapitalistycznej, świata marek handlowych i wszystkiego, co związane z komercją na wielką skalę.

Upolitycznienie moskiewskiego biennale jest widoczne gołym okiem. Promuje ono artystów kontestujących liberalizm gospodarczy pozbawiony mechanizmów regulujących. Przesłaniem wydaje się poszukiwanie alternatywy dla makdonaldyzacji nie tylko rzeczywistości artystycznej, ale także politycznej i gospodarczej. To przesłanie rymuje się z sygnałami wysyłanymi ostatnio przez prezydenta Putina i rosyjski świat polityczny, protestujący przeciwko rosnącej dominacji USA, wzywający do utworzenia koalicji krajów rozwijających się i takich rosnących w siłę potęg jak: Indie, Chiny czy Brazylia.

W ten polityczny kontekst wpisze się wystawa "USA: Amerykańska sztuka wideo u zarania III tysiąclecia". Recenzentka dziennika "Wiedomosti" Olga Kabanowa pisze, że w jeszcze niewykończonym budynku Moskiewskiego Domu Towarowego pokazane zostaną "rezultaty badania przez artystów mechanizmów politycznych i gospodarczych znienawidzonych przez połowę społeczeństwa amerykańskiego". Nietrudno się domyślić, że to aluzja do wojny w Iraku i ideologizacji państwa za rządów konserwatywnej ekipy Busha.

Ogniowe salwy z odbytów

Hitem biennale może być przegląd młodej sztuki z dawnego ZSRR oraz Chin, co było także mocną stroną biennale sprzed dwóch lat. - Promujemy rosyjską młodzież - mówi Aleksander Borowski, szef działu sztuki najnowszej w Państwowym Muzeum Rosyjskim.

Na kolejne wydarzenie zapowiada się wystawa artystów związanych z galerią Marata Gelmana, na co dzień blisko związanego z Kremlem politologa i do niedawna wicedyrektora I programu telewizji rosyjskiej. Jego wystawa nosi nazwę "Dziennik artysty". "Jeszcze XIX-wieczni pozytywiści próbowali udowodnić, że myśl jest wydzielana przez mózg tak samo jak żółć wydzielana jest przez wątrobę - piszą Gelmanowscy artyści we wstępie do swojej ekspozycji. - Uwierzcie, że każda manifestacja artystyczna jest organicznym tworem życiowej działalności artysty".

Na potwierdzenie tej tezy w salach porozrzucano pocztówki Jurija Alberta z brązowymi napisami: "Tę pracę artysta wykonał własną krwią". Kilka wystawionych płócien Albert namalował popiołem z papierosów i własnymi odchodami. Inny artysta z kręgu Gelmana Wiaczesław Mizin namalował rozpylaczem podłączonym do swoich żył autoportret. Znany także w Polsce duet Niebieskie Nosy pokazuje nagranie swojego performance'u sprzed lat, podczas którego artyści oddają ogniowe salwy z odbytów. Na wystawie można obejrzeć ich osmalone spodnie oraz fotograficzną dokumentację oparzeń.

II Moskiewskie Biennale Sztuki Współczesnej chce być najgłośniejszym wydarzeniem artystycznym sezonu w tej części Europy. - Stworzyliśmy imprezę wpisującą się w główny nurt debaty o sztuce współczesnej w dzisiejszym świecie - cieszy się Michaił Szwydkoj, szef rządowej Agencji Kultury i Kinematografii. W kraju, który dzięki rekordowym cenom ropy i gazu ma ogromną nadwyżkę budżetową, wydatek 2 mln dolarów na jedną imprezę kulturalną nikogo nie dziwi. Artyści cieszą się, że po chudych latach po upadku ZSRR przychodzą dla nich tłuste, gdy państwo znów karmi ich hojną ręką, a przy tym nie cenzuruje w tak drastyczny sposób jak kiedyś. Tylko czym moskiewskie biennale spróbuje zaskoczyć za dwa lata?