Policja ostrzega właścicieli kantorów z Lublina

Po zabójstwie w Myślenicach pod Krakowem lubelska policja i prokuratora apeluje do właścicieli kantorów, by przewozili pieniądze korzystając z pomocy firm ochroniarskich.

- Nie mamy sygnałów, by bandyci odpowiedzialni za napad w Myślenicach byli na Lubelszczyźnie. Ale istnieje podejrzenie, że mogli wyjechać z Małopolski. A trudno przecież założyć, że nie podejmą kolejnej próby napadu - wczorajszy apel lubelskiej policji i prokuratury tłumaczy Janusz Wójtowicz, rzecznik KWP.

Funkcjonariusze radzą właścicielom kantorów wymiany walut, by nie przewozili gotówki sami. "Każdy tego typu konwój niesie ze sobą zagrożenie nie tylko utraty pieniędzy, ale też bezpośrednie zagrożenia dla życia i zdrowia osoby lub osób przewożących walory pieniężne. Zalecamy korzystanie z firm profesjonalnie przygotowanych do tego typu konwojów. Zapewne w zdecydowanej większości firmy i osoby prywatne korzystają z usług profesjonalistów w tym zakresie, mogą zdarzyć się jednak przypadki, że zmuszeni brakiem czasu lub z innych powodów decydujemy się na inne rozwiązania. Jeśli tak jest apelujemy o zmianę zachowania i przestrzeganie podstawowych zasad bezpieczeństwa." - czytamy w apelu. Policja prosi też osoby, które mogą odnieść wrażenie, że ich placówki lub miejsce zamieszkania są przez kogoś obserwowane, o kontakt z całodobową policyjną infolinią: 801 801 997.

Właściciel kantoru w Myślenicach i jego syn zostali zamordowani w czwartek wieczorem przed własnym domem. Zginęli od strzałów w głowę i klatkę piersiową. Bandyci zabrali saszetkę z pieniędzmi. Użyli broni automatycznej bądź półautomatycznej. Funkcjonariusze analizują napady na właścicieli kantorów z ostatnich miesięcy. Nieoficjalnie mówi się, że sprawcy, płatni mordercy mogą mieć na koncie już nawet dziewięć zabójstw. Potrafią celnie strzelać. Niewykluczone, że to byli żołnierze.

- Analizowaliśmy do tej pory sprawę zabójstwa współwłaściciela kantoru w Kraśniku, ale nie dopatrzyliśmy się podobieństw - dodaje Janusz Wójtowicz.

W grudniu 2005 r. pod swoim blokiem w fabrycznej dzielnicy Kraśnika zginął 54-letni Jerzy P. Ze wspólnikiem prowadził kantor w centrum miasteczka. Zabójca lub zabójcy z bliskiej odległości oddali do niego siedem strzałów z broni krótkiej. Celny był tylko jeden. Sprawcy uciekli z pustym plecakiem należącym do przedsiębiorcy sądząc, że w środku jest gotówka.

Właściciele kantorów z Lublina niechętnie rozmawiają z dziennikarzami. - Oczywiście, że się boimy. Ale komentarz tej sytuacji pozostawię dla siebie - mówi jeden z nich.