Zbieranie materiału do reportażu to pomówienie?

Reporter Radia Zachód przez kilka tygodni sprawdzał sygnały o nieprawidłowościach w zakładzie terapii uzależnień w Gubinie. Choć reportaż jeszcze się nie ukazał, kierownik zakładu już podał dziennikarza do sądu

Pod koniec ub. roku Andrzej Winiszewski, korespondent Radia Zachód, otrzymał informacje o podejrzeniach poważnych nieprawidłowości w ośrodku terapii uzależnień i współuzależnień w Gubinie kierowanym przez Romana Romanowskiego. - Sygnał pochodził od pacjentów, a zarzuty były poważne - mówi Winiszewski. - Twierdzili, że kierownik źle ich traktuje, poniża i zastrasza - dodaje. Reporter rozpoczął śledztwo, docierał do kolejnych pacjentów i terapeutów. Wszystko nagrywał. Kontrolę w ośrodku przeprowadził NFZ. Urzędnicy funduszu pracują teraz nad protokołem.

W końcu przyszedł czas na samego Romanowskiego. - Zadzwoniłem i poprosiłem o spotkanie. Kiedy powiedziałem, w jakiej sprawie, zaczął być agresywny. Uznał, że zbieram na niego materiały i rozpętałem przeciwko niemu kampanię medialną - opowiada dziennikarz. Do spotkania doszło następnego dnia, ale wcześniej Winiszewski dostał jeszcze telefon od burmistrza Gubina, który powiedział, że w Urzędzie Miasta czeka kilka osób, które są zaniepokojone głosami, że ośrodek będzie zamykany. Romanowski sam później przyznaje, że to on powiadomił niektórych pacjentów o rozmowie z radiowcem.

Winiszewski przez dwie godziny rozmawiał ze wszystkimi osobami. - Pytałem, czy wiedzą o jakichś nieprawidłowościach, czy spotykały ich jakieś złe doświadczenia, czy wiedzą o skargach na działania kierownika. Nie byli zorientowani w sprawie, bo w większości były to rodziny pacjentów - mówi reporter. Według niego, kiedy po rozmowie poszedł na spotkanie z Romanowskim, ten znał przebieg całej rozmowy. - Nie chciał, żebym nagrywać naszą rozmowę, poprosił o listę pacjentów, którzy informowali mnie o nieprawidłowościach - mówi Winiszewski. Umówili się na kolejne spotkanie, ale Romanowoski już się nie pojawił.

Zamiast tego dziennikarz został oskarżony o pomówienie. Jako dowód mają posłużyć właśnie zeznania osób, które rozmawiały z nim w Urzędzie Miasta. W prywatnym akcie oskarżenia adwokat pisze, że postępowanie dziennikarza poniża kierownika w opinii publicznej oraz naraża na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu. Zarzuca reporterowi, że posługiwał się nieprawdziwymi informacje na jego temat (miał np. twierdzić, że Romanowski został wyrzucony z czterech placówek ochrony zdrowia, twierdził, "że nie ma kwalifikacji, dyskredytował jako terapeutę i poniżał godność osobistą").

- Ta cała sprawa to jakiś absurd. Jestem dziennikarzem, zadawałem pewne pytania, żeby zweryfikować to, co usłyszałem od innych pacjentów - broni się reporter. Jako dowód przedstawia nagrania, z których wynika, że wcale nie pomawiał terapeuty - Nie mówiłem np. o wyrzuceniu z czterech placówek, tylko że kilka placówek, które miały kontakty z ośrodkiem, zrezygnowały z nich. To była zamknięte rozmowa, zgodzili się na spotkanie, sami chcieli rozmawiać, nie było żadnych osób trzecich - mówi. Według dziennikarza cel działania jest jasny - Chce mi zamknąć usta. Materiał, który udało mi się zebrać, jest bardzo obciążający, Romanowski się boi - uważa dziennikarz.

Sam terapeuta zaprzecza, że zależy mu na wstrzymaniu reportażu - To nie jest to moim celem. Jeślibym tego chciał, nie robiłbym tego w sądzie, tylko spotkał się z władzami radia. To po prostu zupełnie niesłuszny atak na moją osobę, a reporter wypowiedział kilka rzeczy, które są niezgodne z prawdą - mówi Romanowski. Nie odpowiedział na pytanie, czego oczekuje od dziennikarza. - Z racji mojego zawodu wolałbym, żeby ta sprawa nie nabierała rozgłosu - mówi

Bardziej rozmowny jest jego adwokat Krzysztof Szymański: - Jeżeli ktoś w trakcie zbierania materiału dziennikarskiego mówi o swoim bohaterze, że jest taki i owaki, to nie ma znaczenia, czy jest dziennikarzem, popełnia przestępstwo pomówienia. I nieważne, czy reportaż został wyemitowany czy nie. Sam materiał może być w porządku i nie trafi do sądu - tłumaczy Szymański.

Wczoraj w Sądzie Rejonowym w Krośnie Odrzańskim odbyła się rozprawa pojednawcza. Do ugody nie doszło. Szymański chciał, żeby radiowiec przyznał się do zarzutów. - To nieprawda, wykonywałem swoją pracę, nadal będę się upierał, że wykonywałem tylko standardowe działania dziennikarskie - mówi Winiszewski.

Krystyna Mokrosińska, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich: - To nie byłaby pierwsza próba zamknięcia ust dziennikarzowi, ale na razie za wcześnie mówić, trzeba poczekać do wyroku sądu. Radziłabym jednak zwrócić się do nas, a postaramy się, żeby na kolejnej rozprawie zjawił się ktoś z Centrum Monitoringu Wolności Prasy.