Co w Abu Ghraib robili lekarze

Gdy zobaczyłem te straszne zdjęcia z Abu Ghraib, pomyślałem: a gdzie byli więzienni lekarze? Potem zrozumiałem, że lekarze biorą czynny udział w wojnie z terroryzmem. Ale nie po stronie pacjentów - mówi dr Steven Miles, autor książki "Zdradzona przysięga"

Marcin Gadziński: Czy z medycznego punktu widzenia są jakieś różnice między torturami bardziej tradycyjnymi - zadawaniem silnego bólu fizycznego, biciem, rażeniem prądem - a stosowanymi przez Amerykanów w obozie w Guantanamo i Iraku tzw. alternatywnymi technikami przesłuchań, wykorzystywaniem fobii więźniów, trzymaniem ich w zimnie, zagłuszaniem przez wiele godzin agresywną muzyką?

Dr Steven Miles: Z badań nad ofiarami tortur w wielu krajach wynika, że główne schorzenie, które im dolega - zespół stresu pourazowego - występuje zarówno po torturach fizycznych, jak i psychicznych. Długotrwałe konsekwencje obu rodzajów tortur są więc takie same.

Zresztą z listy tych bardziej tradycyjnych tortur, z tego co wiadomo dziś, w przesłuchaniach Amerykanie nie posunęli się tylko do celowego okaleczania więźniów. Bicie, bolesne skuwanie kajdankami, głodzenie były dość często spotykane w Guantanamo, a szczególnie Iraku.

Kiedy Pan się zorientował, że rola lekarzy wojskowych w wojnie z terroryzmem jest inna niż w poprzednich wojnach?

- Oczy otworzyły mi się, pewnie tak jak wielu ludziom, po obejrzeniu zdjęć z Abu Ghraib. Gdy zobaczyłem te sceny natychmiast pomyślałem: a gdzie byli w tym czasie lekarze więzienni? Pielęgniarze? Cały personel medyczny, który przecież w tak dużym więzieniu jak Abu Ghraib składa się z kilkudziesięciu osób.

Po Abu Ghraib przeprowadzono wiele dochodzeń, przesłuchań w Kongresie, rząd musiał ujawnić mnóstwo dokumentów na temat traktowania więźniów.

Gdy dowiedziałem się, że Czerwony Krzyż nie ma dostępu do wielu więźniów trzymanych przez amerykańskie służby, zrozumiałem, że mamy do czynienia z szerszym problemem niż tylko grupa zwyrodnialców w Abu Ghraib. Że lekarze biorą czynny udział w wojnie z terroryzmem. Ale nie po stronie pacjentów.

Przez ponad rok studiowałem 35 tys. stron dokumentów ujawnionych decyzją sądu przez Pentagon i Departament Sprawiedliwości. Jest wśród nich mnóstwo materiałów z Guantanamo, Iraku, Afganistanu. Są protokoły przesłuchań, listy technik przesłuchań, z jakich korzystano, wewnętrzne debaty na temat stosowania tzw. zaostrzonych technik przesłuchań, które ja uważam za tortury. Widać, że nie wszyscy godzili się na te środki, ale właściwie nikt nie protestował głośno. Najbardziej wstydziłem się, że raporty protestacyjne do zwierzchników pisali masowo nie lekarze, lecz agenci FBI, którzy odwiedzali Guantanamo. To z tych listów znamy najbardziej wstrząsające opisy przesłuchań.

Nie jest Pan ani prawnikiem, ani historykiem, specjalistą od spraw terroryzmu. W jaki sposób analizował więc Pan te dokumenty?

- Zajmuję się od lat etyką w medycynie. Byłem w dziesiątkach obozów dla uchodźców w Afryce i Azji, miałem do czynienia z ludźmi, którzy byli torturowani przez władze swego kraju. Jako lekarz szczególną uwagę zwróciłem na dokumenty medyczne, których było mnóstwo w badanych przeze mnie aktach. Gdy historyk widzi akt zgonu więźnia, a na nim puste miejsce na podpis albo datę, przechodzi nad tym do porządku dziennego. A ja jako lekarz doskonale wiem, że za takim brakiem podpisu czy daty mogą się kryć dramatyczne okoliczności.

I znalazł Pan takie manipulowane akty zgonu?

- Znalazłem kilkanaście dokumentów - z Guantanamo, Iraku i Afganistanu - które budzą wiele wątpliwości. Akty zgonu i raporty z autopsji, w których daty się kompletnie nie zgadzają albo są pominięte. Zgodnie z prawem autopsja powinna być przeprowadzona w ciągu sześciu dni od zgonu. Są dokumenty, na których widać podpis z datą dzień po zgonie, ale już podpis zatwierdzający raport z autopsji jest datowany sześć miesięcy później.

Co to może oznaczać?

- Że więźniowie mogli umrzeć z przyczyn inne niż naturalne, a przyczyny ich zgonu w ten sposób próbowano jakoś zamaskować. Gdyby te akty zgonu więźniów zgodnie z konwencją genewską upubliczniano sześć dni po tym, jak nastąpiła śmierć, może wcześniej odkrylibyśmy, co się dzieje w tych więzieniach. I może wcześniej niektórych praktyk by zaprzestano.

Co jeszcze robią niezgodnie z prawem lekarze w Guantanamo i innych więzieniach?

- Zetknąłem się z przypadkami krańcowymi. Jednemu z więźniów przykutemu do krzesła podano dożylnie trzy litry płynów i przez wiele godzin nie pozwalano iść do toalety. Chodziło o to, by go złamać przez poniżenie, jakie odczuwał, gdy zalewał się własnym moczem. To jest opisane w jednym z raportów FBI z Guantanamo. Oczywiście te dożylne płyny musiał podać lekarz lub pielęgniarz

Znane są też przypadki, gdy jeden z więźniów Guantanamo został tak celowo wychłodzony w klimatyzowanej celi, że nastąpiło zatrzymanie pracy serca. Przewieziono go do szpitala, gdzie jego organizm wrócił do równowagi. Po czym kilka godzin później więzień został znów poddany tej samej torturze - i znów wylądował w szpitalu. Nawet po takim incydencie żaden z lekarzy nie zgłosił protestu.

Lekarze, psychiatrzy i psychologowie udostępniają też wywiadowi wojskowemu i CIA karty medyczne pacjentów, co jest niezgodne z etyką lekarską, i nadzorują przesłuchania.

Jak w przesłuchaniach pomagają psychologowie i psychiatrzy?

To kilkustopniowy proces, który w Guantanamo doprowadzono niemal do perfekcji. Najpierw specjaliści z wywiadu wojskowego ustalają, czego chcą się od więźnia dowiedzieć. Te pytania trafiają do tzw. behawioralnego zespołu konsultacyjnego. W jego składzie jest zwykle arabista, analityk wywiadu, ekspert od przesłuchań i psycholog lub psychiatra. Opracowują oni "plan ataku" na więźnia. Na początku jest on poddawany standardowej procedurze łamania przygotowanej pod ogólny profil "mężczyzny muzułmanina". Chodzi o to, by go zaszokować, poniżyć, załamać. Wykorzystuje się akcenty seksualne, kpiny z religii, różne lęki i fobie kulturowe - np. strach przed psami, wstręt do płynów ustrojowych. Badane są reakcje na wspomnienie bliskiej rodziny więźnia - matki, żony, dziecka czy siostry.

Następny etap to analiza, jak więzień reagował na różne zabiegi. I wtedy psycholog lub psychiatra przygotowuje już spersonalizowany profil przesłuchania z wykorzystaniem środków, które uważa za najskuteczniejsze dla danego więźnia. Jeśli np. reagował on szczególnie silnie na wspomnienie matki, zdobywane są jej zdjęcia, i przesłuchujący mówi, że wiedzą, gdzie ona mieszka, że mogą na nią kogoś nasłać, że tylko wyznając prawdę, więzień może jej pomóc

Dlaczego pomoc lekarzy, psychologów i psychiatrów przy przesłuchaniach jest niedopuszczalna?

Naszym naczelnym obowiązkiem jest dobro pacjenta. To fundament tego zawodu i naszej etyki. Lekarze i personel medyczny w czasie wojny stanowią pierwszą linię w wykrywaniu naruszeń praw człowieka. Bo są do tego szkoleni. Jeśli nawet nie widzą samego aktu tortur, to zauważają przecież ich ślady. Gdy jednak więzień widzi, że lekarz pomaga w torturach, że stoi po stronie przesłuchującego, a nie cierpiącego pacjenta, burzy to cały fundament, na którym opiera się opieka medyczna. Jak taki chory ma szukać pomocy u lekarza? Jak ma mieć do niego zaufanie?

Kim są lekarze w Guantanamo i innych więzieniach?

To wojskowi lekarze albo cywilni pracownicy Pentagonu. Przed wysłaniem do Guantanamo są pytani, czy zgodzą się na przymusowe karmienie więźnia, który prowadzi strajk głodowy. Jeśli mówią, że nie, są wysyłani gdzie indziej. To taka forma selekcji, test ich medycznego sumienia.

Czy wiadomo coś o lekarzach, którzy odmawiają pomocy przy przesłuchaniach?

Nie słyszałem o nikim takim w Guantanamo. Kilku psychologów, którzy nie chcieli brać udziału w przesłuchaniach w Iraku, zostało po cichu przeniesionych z powrotem do kraju.

Ciekawie też zachowują się stowarzyszenia medyczne. Tu doszło do starcia między Amerykańskim Stowarzyszeniem Psychiatrycznym i Amerykańskim Stowarzyszeniem Psychologicznym. Organizacja psychiatrów jasno stwierdziła, że jej członkowie nie mogą wykorzystywać swej wiedzy do przesłuchiwania więźniów, gdyż ich podstawową misją jest dobro pacjenta, a nie działanie na jego szkodę. Tymczasem władze stowarzyszenia psychologów uznały, że oprócz dobra pacjenta jego członkowie powinni też brać pod uwagę "wymogi bezpieczeństwa narodowego USA".

Najważniejsza organizacja lekarska w USA - Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarzy - wielokrotnie wypowiadała się przeciw udziałowi personelu medycznego w torturach w innych krajach, broniła lekarzy, którzy protestowali przeciw torturom. Ale ignoruje sytuację we własnym kraju. Co prawda w ubiegłym roku wpisała do swojego kodeksu etycznego zakaz uczestniczenia w torturowaniu więźniów, ale absolutnie nic się nie robi, by wyciągnąć konsekwencje wobec lekarzy, którzy brali udział w tych procederach.

Dr Steven Miles wykłada etykę medyczną na University of Minnesota, ma też praktykę lekarską. Pracował w obozach dla uchodźców w Kambodży, Sudanie, Indonezji, konsultant amerykańskiego Centrum Pomocy Ofiarom Tortur. Autor książki "Zdradzona przysięga" o roli amerykańskich lekarzy w wojnie z terroryzmem.