Nagłe problemy szwedzkich elektrowni atomowych

Ze względów bezpieczeństwa kolejny raz w ostatnich miesiącach masowo wyłączono reaktory w szwedzkich elektrowniach atomowych. Czy te nagłe awarie skłonią Szwedów do przejścia na energetykę gazową?

W ostatnich dniach wyłączono cztery z 10 reaktorów w szwedzkich elektrowniach atomowych. We wszystkich przypadkach zdecydowano się na ten krok z powodów bezpieczeństwa. W dwóch reaktorach stwierdzono nadmierne stwardnienie gumowej izolacji. Inny reaktor miał problemy z chłodzeniem, a w kolejnym nie można było prawidłowo odczytać danych o pracy urządzenia. Do tej pory nie wiadomo, kiedy reaktory zostaną ponownie uruchomione. To poważny problem dla Szwedów, którzy około połowy energii elektrycznej otrzymują ze swoich elektrowni atomowych. Szczególnie dotkliwe jest wyłączenie dwóch z trzech reaktorów w elektrowni Forsmak. Ten zakład, który należy do szwedzkiego koncernu Vattenfall i niemieckiego E.ON, dostarcza aż jedną szóstą energii w Szwecji, głównie dla Sztokholmu. Plaga awarii dotknęła szwedzkie elektrownie atomowe już w połowie zeszłego roku. Wtedy - głównie z powodów bezpieczeństwa - wyłączono na kilka miesięcy aż pięć z 10 reaktorów. Spowodowało to nagły wzrost cen energii w Szwecji. Ta kolejna fala awarii może doprowadzić do wznowienia w Szwecji debaty o przyszłości energetyki jądrowej. Już pod koniec zeszłej dekady władze Szwecji przewidywały, że w ciągu 30 lat wyłączą swoje elektrownie atomowe. Alternatywą miał być rozwój energetyki gazowej. Obecnie finalizowane są rozmowy o budowie gazociągu z Norwegii do południowej Szwecji. Rozważano także dostawy gazu rosyjskiego z odnogi gazociągu bałtyckiego, który chcą budować Gazprom i niemiecki koncern E.ON.