Stoki pod specjalnym nadzorem

MSWiA pracuje nad rozporządzeniem, które zaprowadzi porządek na narciarskich stokach. Ale np. górskie pogotowia nie chcą badać narciarzy alkomatami

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji pracuje nad tym dokumentem drugi rok, od kiedy Ludwik Dorn został ministrem.

Przed rokiem Dorn wprowadził narciarskie patrole policyjne. - Sprawdziły się. Funkcjonariusze reagują na nietrzeźwych narciarzy. Obserwują punkty gastronomiczne w pobliżu stoków, gdzie podaje się alkohol. Zwracają uwagę na dzieci pozostawione bez opieki i pilnują rzeczy pozostawionych przez turystów - wylicza aspirant Monika Kraśnicka-Broś z zakopiańskiej policji. - Na terenie Podtatrza działają obecnie trzy dwuosobowe patrole. Przydałoby się więcej.

Narciarze przyznają, że na polskich stokach bywa niebezpiecznie.

- Po wypiciu jednego piwa w karczmie pod stokiem nie chciałbym być traktowany jak przestępca. Z drugiej strony ci, którzy nadużyją alkoholu, nie powinni szusować, bo zagrażają innym - mówi Łukasz Grabowski z Warszawy, który właśnie spędza ferie na Podhalu.

Dlatego MSWiA pracuje nad nowym rozporządzeniem. Ma być bezpieczniej i mniej tłoczno.

- Dokument miał być gotowy przed obecnym sezonem zimowym. Prace utknęły, bo pojawiły się w nim dyskusyjne rozwiązania - mówi Jan Krzysztof, naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Według jednego z pomysłów członkowie GOPR i TOPR mieliby w ramach swoich obowiązków sprawdzać alkomatami trzeźwość narciarzy, a będących pod wpływem alkoholu oddawać w ręce policji.

- Ratownicy nie zgadzają się, by wykonywać takie czynności sprawdzające. Ministerstwo obiecało, że to uwzględni - zapewnia Jan Krzysztof. - Nasze stowarzyszenia zostały powołane do niesienia pomocy potrzebującym w górach. I tym się chcemy dalej zajmować. Pijanych ze stoków już można usuwać, nie trzeba tworzyć kolejnych zapisów. Przecież policja w ramach swoich uprawnień może interweniować wszędzie, ośrodek narciarski nie jest tu żadnym wyjątkiem.

Inny zapis mówi o ograniczaniu liczby narciarzy na zatłoczonych stokach. To nie podoba się jednak właścicielom wyciągów.

- To jest jakiś absurd! Co, przyjdzie mi policjant pod wyciąg i będzie lizakiem ludzi przeganiał!? - denerwuje się Józef Dziubasik, właściciel stacji narciarskiej w Białce Tatrzańskiej. - Idąc tym tokiem rozumowania, należałoby nie wpuszczać samochodów na polskie drogi, bo też są zatłoczone. Trzeba zbudować więcej stoków, a nie ograniczać liczbę narciarzy.

Co na to MSWiA?

- Wysłanie policjantów na stoki przyniosło efekty - mówił min. Dorn na specjalnej konferencji. - Wprowadzenie regulacji prawnych dotyczących bezpieczeństwa w górach niesłychanie się ślimaczy, bo różne organizacje typu TOPR i GOPR wnoszą różne wnioski. Zastrzeżenia ma też potężny przemysł turystyczny, który zarabia na narciarstwie. Mimo to poleciłem ostatnio, by przyspieszyć prace nad rozporządzeniem. Może nie będzie doskonałe, ale w końcu zacznie obowiązywać.