Szpital wyleczył Mazocha, ale złamał prawo?

Lekarze ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie stawiali szybkie i poprawne diagnozy czeskiemu skoczkowi Janowi Mazochowi, bo rok temu kupili nowoczesną aparaturę. Oby tylko teraz nie okazało się, że pieniądze na nią wydali niezgodnie z prawem i muszą je zwrócić ministrowi zdrowia.

Do połowy lutego ostatecznie rozstrzygnie się sprawa zwrotu 1,6 mln zł, które Szpital Uniwersytecki w Krakowie wydał na zakup angiografu i tomografu komputerowego. To dzięki tym urządzeniom leczenie Jana Mazoch, czeskiego skoczka, który miał wypadek podczas Pucharu Świata w Zakopanem, zakończyło się sukcesem krakowskich lekarzy. Choć sam wypadek wyglądał dramatycznie, to klinikę Mazoch opuścił niemalże o własnych siłach.

- Bez tego sprzętu postawienie skoczka na nogi byłoby dużo trudniejsze i obarczone znacznym ryzykiem. Mógłby nigdy nie odzyskać sprawności - uważa docent Marek Moskała, ordynator kliniki neurotraumatologii Szpitala Uniwersyteckiego. - Nowoczesne urządzenia pozwoliły nam dowiedzieć się, czy w trakcie śpiączki pod wpływem leków zmniejsza się obrzęk mózgu. W związku z tym mogliśmy go wybudzić w odpowiednim momencie. Dzięki temu Mazoch ma szanse całkowicie powrócić do zdrowia.

Tymczasem ten sam sprzęt, który tak pomógł Mazochowi, jest przyczyną problemów szpitala. Pod koniec ubiegłego roku kontrola ministra zdrowia wykazała bowiem, że resortowa dotacja na angiograf i tomograf wydana została niezgodnie z prawem. Minister dał pieniądze tylko na sprzęt, tymczasem szpital kupił za nią sprzęt i wyremontował pomieszczenia, w których tenże stanął. To zaś - zdaniem kontrolerów - było już naruszeniem dyscypliny finansów publicznych. Kara za takie postępowanie jest sroga. - Musieliśmy interweniować, bo szpital złamał prawo. Ustawa o dyscyplinie finansów publicznych wyraźnie mówi, że ministerialną dotację można wydać tylko na zakup sprzętu, a nie na inne cele. Oprócz zwrotu dotacji i zablokowania wypłat na najbliższe trzy lata wobec osób, które doprowadziły do złamania przepisów, mogą zostać wyciągnięte konsekwencje służbowe - informuje Paweł Trzciński, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

Szpital ma jednak argumenty na swoją obronę: - Plan wykorzystania dotacji urzędnicy zaakceptowali, rozliczyli też wszystkie nasze faktury - mówi Andrzej Kulig, dyrektor SU. - Zdaniem naszych prawników w tych rozliczeniach obowiązuje przepis, że "wydatki poniesione na adaptację pomieszczenia wlicza się w cenę środka trwałego". A to oznacza, że o żadnym przekroczeniu dyscypliny i karach nie ma mowy.

Jeszcze w ubiegłym roku decyzja ministerialnych kontrolerów została zaskarżona przez prawników krakowskiej placówki. Dlatego ministerstwo na połowę lutego odłożyło podjęcie ostatecznej decyzji co do kar. Ale już widać zmianę tonu. - Sprawdzamy, czy są jeszcze jakieś okoliczności łagodzące w tej sprawie - przyznaje rzecznik Trzciński.

Tą "okolicznością łagodzącą" jest niewątpliwie sukces w leczeniu Mazocha. Każdy w Polsce mógł porównać dwa obrazki: Mazocha uderzającego głową w stok z uśmiechniętym skoczkiem wsiadającym do samolotu do Pragi. Czy trzeba lepszego dowodu na słuszność dokonanego zakupu? Inna sprawa, że "chodzący dowód na słuszność zakupu" z punku widzenia szpitala nie mógł się zjawić w lepszym momencie sporu o kasę. - Jeśli ministerstwo zażąda od nas zwrotu całej sumy wraz z odsetkami, to dalsza działalność neurologów i neurochirurgów stanie pod znakiem zapytania - mówi Anna Niedźwiedzka, rzecznik prasowy szpitala.

Gdyby argumenty szpitalnych prawników nie przekonały ministra, Kulig zapowiada oddanie sprawy do sądu.