W telewizji pokazali: Straszny film o WSI

W sobotni wieczór telewizyjna ?Trójka? pokazała film oparty na przeciekach z raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Raport ma zostać 1 lutego ujawniony przez prezydenta, ale autorzy filmu - Grzegorz Górny i Wojciech Sumliński - jak poinformował lektor - "już do niego dotarli". Prowadzący audycję Krzysztof Leski uprzedził : - O formie można dyskutować, ale autorzy mieli mało czasu. Treść jest sensacyjna. Reporterzy dotarli do wiedzy. Jest to wiedza porażająca.

W zacisznych gabinetach WSI...

Film miał dowieść, że WSI w latach 90. przez swoją agenturę opanowały polskie media. Agentów w mediach było 115.

- Pod koniec lat 90. we wszystkich centralnych telewizjach WSI dysponowały agenturą na pozycjach kluczowych. Zawsze byli to ludzie rozstrzygający o kształcie programu- zapewniał likwidator WSI Antoni Macierewicz, dzisiaj szef kontrwywiadu wojskowego. Według członka komisji weryfikacyjnej Leszka Pietrzaka wojskowym specsłużbom udało się zrealizować plan zapanowania nad mediami: - Komisja dotarła do wielu przypadków wskazujących na to, że artykuły prasowe i materiały telewizyjne były inspirowane. WSI osiągnęło zamierzony efekt - wykreowania rzeczywistości wymyślonej w zacisznych gabinetach WSI- stwierdził Pietrzak.

Obaj weryfikatorzy podkreślali, że nie widzą różnicy między służbami wojskowymi PRL a WSI. Pietrzak: - Różnica była tylko nominalna. WSI utworzono w oparciu o stare struktury i starą kadrę.

Dlaczego dopiero teraz, po 15 latach, dowiadujemy się, że polskimi mediami rządziły WSI? Bo wcześniej prawdy zabraniał ujawniać układ. Objaśnił to widzom Mirosław Piotrowski, profesor KUL i europoseł LPR: - W wyniku postanowień magdalenkowo-okragłostołowych temat wojskowych służb wyłączono z koncesjonowanego pakietu zagadnień poddanych społecznej kontroli oraz historycznej refleksji.

Z dowodami było gorzej....

Po takich zapowiedziach ze strony występujących przed kamerą weryfikatorów można było spodziewać się "porażających" dowodów. Z tym było gorzej. Najciekawszy ślad przedstawiony w filmie to fragment raportu mówiący o tym, że WSI umieściły swojego oficera o pseudonimie "Burski" w telewizji publicznej. Agent miał przejąć kontrolę nad informacjami przesyłanymi pomiędzy regionalnymi oddziałami TVP. Nie wyjaśniono jednak, do czego WSI potrzebna była taka kontrola i czy dzięki "Burskiemu" wyemitowano lub wstrzymano jakiś materiał.

Tak było nie tylko w tym przypadku. W filmie nie pokazano ani jednego przykładu materiału telewizyjnego czy artykułu prasowego, który powstał z inspiracji WSI.

Zacytowano natomiast raport z weryfikacji, według którego WSI chciały podjąć wobec Polsatu działanie podobne jak wobec TVP. Przy tej okazji zlustrowano Piotra Nurowskiego, członka zarządu Polsatu, który w aktach ma występować jako "Oficer Pod Przykryciem". Oprócz Nurowskiego (który już wiele lat temu przyznał się do współpracy z wywiadem PRL) autorzy filmu zlustrowali jeszcze dwie osoby. Gwiazdę TVP stanu wojennego Grzegorza Woźniaka oraz od dawna niepracującego w dziennikarstwie Sławomira Prządę, szefa "Teleexpressu" z lat 80. Dorzucono do nich zlustrowanego już wcześniej Milana Suboticia z TVN, którego fotografię w filmie pokazywano kilkakrotnie. Z materiału wynikało, że wymienione osoby współpracowały z wojskowymi specsłużbami jeszcze w czasach PRL. Nie podano dowodów, że kontynuowały współpracę z WSI.

Czy to samo będzie w raporcie?

W dyskusji po programie Mikołaj Lizut z "Gazety" zapytał jednego z autorów filmu, Grzegorza Górnego, dlaczego nie przedstawił racji drugiej strony, np. wypowiedzi osób, których nazwiska ujawniono jako agentów. Nie dostał odpowiedzi: - Zrobiłem ten film, żeby pokazać skalę patologii, zwłaszcza w mediach publicznych. Wiarygodności tego materiału, myślę, że jestem pewien- stwierdził Górny.

Górny i Sumliński o komentarz zwrócili się tylko do Nurowskiego, który nie mógł wystąpić, bo jest chory po wypadku. Zdjęcia, tekst lektora i wypowiedzi osób przed kamerą autorzy filmu podporządkowali jednej tezie: przez kilkanaście lat w Polsce działała pozbawiona wszelkiej kontroli przestępcza organizacja zajmująca się udziałem w aferach, szpiegowaniem dziennikarzy i totalną kontrolą mediów.

Dziennikarze TVP bezkrytycznie cytowali słowa Macierewicza twierdzącego, że w WSI nie było weryfikacji, a całe kierownictwo WSI miało za sobą szkolenia w Moskwie. I że za ochronę kontrwywiadowczą wschodniej granicy Polski odpowiadał w WSI tylko jeden oficer. Można się domyślać, że reszta inwigilowała media.

Autorzy filmu nie ustrzegli się błędów. Z filmu dowiedzieliśmy się, że istniejące od 1991 r. WSI działały już w 1984, bo wtedy "zwerbowały Milana Suboticia.

Twórcom filmu zlały się w jedno PRL i III RP, telewizyjne "Wiadomości" i "Dziennik telewizyjny" z czasów stanu wojennego, służby specjalne niepodległego państwa i komunistyczna bezpieka. I to jest porażające.