Natarcie przyjaciół konstytucji

Madryt tworzy koalicję przyjaciół eurokonstytucji. - Czas, żeby wysłuchano osiemnastu państw, które ją ratyfikowały - przekonuje rząd hiszpański. - Proszę nas nie poganiać - odpowiada Warszawa.

Na zaproszenie premiera José Zapatero i szefa MSZ Miguela Moratinosa, w czwartek do hiszpańskiej stolicy zjechali przedstawiciele rządów państw Unii, które już ratyfikowały traktat konstytucyjny dla UE. Delegatów wysłały także rządy Danii, Portugalii i Irlandii, które ratyfikacji nie dokończyły, ale eurokonstytucję popierają.

Traktat przyjęty przez rządy UE w 2004 r. ma wprowadzić zasadnicze reformy UE, m.in.: prostszy podział głosów i częstsze głosowanie wiekszościowe. Ma też dać Unii prezydenta i ministra spraw zagranicznych.

Wczorajsze spotkanie w Madrycie miało wywrzeć presję na te kraje, które zablokowały wejście w życie eurokonstytucji. Chodzi o Francję i Holandię, które traktat odrzuciły w referendach w 2005 r., oraz na Wielką Brytanię, Polskę, Czechy, Francję, Holandię i Szwecję, które zamroziły ratyfikację. Hiszpanie mieli nadzieję, że poparcie 18 państw pomoże niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, która ratowanie eurokonstytucji uznała za priorytet sześciomiesięcznej prezydencji Niemiec w UE.

Jednak Niemcom ta hiszpańska "pomoc" była chyba nie na rękę. Kanclerz Merkel woli poufne negocjacje zamiast demonstracji siły. Dlatego ostentacyjnie posłała do Madrytu tylko swojego ambasadora, a nie - ministra lub wiceministra.

Działania Hiszpanów podobają się natomiast Brukseli. - Komisji Europejskiej zależy na tym, by przyjęto rozwiązanie, które jest do zaakceptowania dla wszystkich krajów. I każda inicjatywa, która prowadzi do takiego kompromisu, jest pozytywna - powiedział "Gazecie" Mikołaj Dowgielewicz, rzecznik komisarz UE Margot Wallström odpowiedzialnej za prace nad traktatem.

Rząd socjaldemokratycznego premiera Zapatero ujawnił wczoraj swój pomysł, jak przekonać np. Holendrów lub Francuzów do eurokonstytucji. Do obecnego tekstu trzeba dodać dodatkowe zapisy o polityce imigracyjnej, wzmocnieniu polityki społecznej i ochrony środowiska.

- Samo zreformowanie instytucji nie wystarczy - tłumaczył minister Moratinos. Podkreślał jednak, że podstawą do dalszych prac musi być obecny dokument. - Do tej pory nikt nic lepszego nie zaproponował.

Co powie rząd...

Taka alternatywa mogłaby paść z Polski. Lecz ani rząd, ani prezydent nie spieszą się z jej przedstawieniem, i lekceważą apele Hiszpanów, by pozostać przy obecnym projekcie. - Polska nie jest przeciwnikiem traktatu konstytucyjnego. Jesteśmy przeciwnikiem tekstu tego traktatu - powiedziała "Gazecie" szefowa MSZ Anna Fotyga. Polska ma ogłosić swoje pomysły po 20 lutego.

- Mieścimy się w przyspieszonym, mającym charakter presji, kalendarzu prezydencji niemieckiej. I proszę na nas nie naciskać, żebyśmy jeszcze szybciej ujawnili nasze stanowisko - powiedziała nam Fotyga. Zarzuciła Hiszpanom, że w tekście eurokonstytucji chcą zmienić "tylko przecinki".

Nie wiadomo więc, co może zaproponować Warszawa. Nieoficjalne przecieki mówią o dwóch pomysłach wprowadzenia nowego podziału głosów w Unii, który wzmacniałby pozycję Polski: tzw. koncepcji pierwiastka kwadratowego - każde państwo miałoby tyle głosów, ile wynosi pierwiastek jego ludności; tzw. potrójnej większości. Liczyłaby się nie tylko liczba państw i reprezentowanej przez nich ludności, ale też ich położenie, tak, by zachowana została równowaga Północ - Południe i Wschód - Zachód.

...a co inni

Wobec milczenia rządu ton debacie o eurokonstytucji próbuje narzucić opozycja. PO chce wprowadzić do eurokonstytucji klauzulę solidarności energetycznej, która zakładałaby wzajemną pomoc państw UE w razie kryzysu. Lewica i Demokraci chcą z kolei ogólnoeuropejskiego referendum, które określiłoby priorytety Unii.

Swoją propozycję wyjścia z eurokonstytucyjnego kryzysu przygotował ośrodek badawczy demosEuropa założony przez byłego dyrektora departamentu europejskiego w MSZ Pawła Świebodę. Propozycja zakłada m.in. usunięcie kontrowersyjnej preambuły konstytucji oraz usunięcie z tekstu całej części II, czyli Karty praw podstawowych, która najbardziej przeszkadza m.in. Brytyjczykom.