Lufthansa wkracza na rynek LOT-u

Niemiecka linia, która oficjalnie promuje ?partnerstwo z LOT-em?, wkracza na najbardziej dochodowy rynek polskich przelotów - do USA

Kto do wczoraj skorzystał z najnowszej promocji Lufthansy, może już dziś wylecieć z Warszawy do Nowego Jorku z przesiadką we Frankfurcie i wrócić po tygodniu, płacąc za bilet w obie strony 1682 zł. O 200 zł mniej niż w Locie.

Lufthansa już promuje kolejną okazję. - Od 25 marca codziennie będą latać cztery samoloty z Krakowa do Monachium. Skróci się podróż Lufthansą z Krakowa do Nowego Jorku o dwie godziny - zachwala niemiecka linia, odciągając w ten sposób pasażerów od latania LOT-em przez Warszawę.

Lufthansa przyciąga do siebie też pasażerów z Poznania, Wrocławia, Gdańska i Katowic oferując aż 140 lotów z polskich miast. Proponuje im atrakcyjne bilety m.in. do Barcelony, Genewy, Amsterdamu przez Niemcy, a nie przez LOT-wski port na Okęciu.

Okazuje się, że pasażerów do niemieckich miast dostarcza często sam LOT. To wspólne rejsy Lufthansy i LOT-u, jednym i tym samym samolotem, bardzo często LOT-u. Jeśli latają maszyny niemieckie, w każdym można usłyszeć, że jest to "przelot wspólny z PLL LOT, partnerem z sojuszu Star Alliance", bo obie linie należą do tego samego, największego na świecie porozumienia lotniczego. LOT widział w tym sojuszu korzyści - dzięki Lufthansie Polacy mogli docierać do miejsc (m.in. na Daleki Wschód), do których sam LOT nie lata.

Czy Lufthansa promując własne bilety na liniach obsługiwanych przez LOT nie odbiera mu pasażerów? - Takie rozumienie współpracy w ramach Star Alliance jest nieprawidłowe. Rozkłady Lufthansy i LOT-u na trasach wspólnie obsługiwanych są skonstruowane w taki sposób, aby obie linie mogły generować zyski. Zwiększając częstotliwość połączeń staramy się, by rozkład uzupełniał ofertę LOT-u, a nie wchodził z nią w konflikt - zapewnia Maria Kowalewska, dyrektor generalny Lufthansa Polska. - Jednym z najistotniejszych czynników naszego działania jest chęć wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom pasażerów oraz wygoda ich podróżowania.

Zagrożenia dla interesów LOT-u nie dostrzega Ministerstwo Skarbu, które jest jego właścicielem. - Współpraca PLL LOT SA i Lufthansy jest przykładem na sprawne i skuteczne kooperowanie firm z dwóch różnych krajów - podaje biuro prasowe. - Przewozy LOT-u na połączeniach niemieckich rosną w tempie ok. 20 proc. rocznie i przewyższają średni wzrost na innych kierunkach. Warto zaznaczyć, że LOT jest jedynym operatorem na niektórych połączeniach z polskich portów regionalnych do Niemiec - uważa ministerstwo.

Inaczej widzi to Marcin Kryska, redaktor naczelny portalu lotniczego www.mojeprzeloty.pl. - Takiej współpracy nie można nazwać partnerską, bo LOT pozbywa się w ten sposób pasażerów. Na trasach transatlantyckich tradycyjne linie odkuwają się finansowo za słabsze wyniki w Europie, gdzie konkurują z tanimi liniami. W dalszej perspektywie oddanie pasażerów Lufthansie będzie miało negatywny wpływ na finanse LOT-u, bo Lufthansa chce wozić też Polaków do Chicago - tłumaczy Kryska.

Nie zgadza się z tym Leszek Chorzewski, rzecznik LOT-u. - Na połączeniach transatlantyckich zarabiamy dużo pieniędzy, bo przyciągamy polskiego pasażera, który jest wierny naszej marce. Osiągamy tu jeden z najwyższych wyników finansowych i przewozowych w Europie. Obecność Lufthansy na naszym rynku to gwarancja, że nie wkroczą tu najwięksi konkurenci z British Airways czy Air France. To rodzaj ochrony dla naszych interesów - tłumaczy. - To, że ceny Lufthansy są dziś niskie, nie oznacza, że tak będzie w przyszłości. To promocja.