PiS otwiera furtkę dla Giertycha

Koalicja chce, by kolejnymi projektami oświatowymi ministra edukacji Romana Giertycha zajęła się nadzwyczajna komisja ds. solidarnego państwa, a nie komisja edukacji

Dlaczego? Bo komisją edukacji kieruje Ewa Szumilas z opozycyjnej PO, a w komisji ds. koalicyjnego programu "Solidarne państwo" LPR, PiS i Samoobrona mają większość.

Posłowie koalicji potwierdzają. - W komisji edukacji panuje nieprzyjazna atmosfera wobec polityki ministra Giertycha. Nie dziwię się, że minister chce skierować swoje projekty do innej komisji - mówi Artur Górski (PiS) z komisji edukacji.

Podobnie myśli Marek Kawa (LPR): - Źle się pracuje pod przewodnictwem opozycji. Przewodnicząca prowokuje polityczne dyskusje. To przedłuża procedury. Ciągle komentuje nasze wypowiedzi, a powinna tylko puentować naszą dyskusję. Szumilas powinna zostać zmieniona.

Szumilas: - Posłowie po prostu nie lubią merytorycznych pytań. Bo decyzje podejmują i tak na gruncie koalicyjnej polityki.

O jakie projekty Giertycha chodzi? M.in. o wprowadzający rewolucyjne zmiany w szkołach program "Tani podręcznik". Szkoły mają wybrać jednakowy podręcznik do każdego przedmiotu dla całego rocznika, będą mogły go wymienić raz na cztery lata, zakupami zajmie się marszałek; ubogie dzieci dostaną książki za darmo.

Albo zmiany w składzie komisji konkursowych na stanowiska kuratorów, zgodnie z którymi administracja rządowa (wojewoda i MEN) będzie miała w tych komisjach zdecydowaną przewagę nad samorządami - tak że przegłosuje bez trudu tylko swoich kandydatów.

Chodzi również o nadanie nauczycielom statusu funkcjonariuszy publicznych, monitoring szkół, obowiązkowe blokady internetowe w szkolnych komputerach, obowiązek powołania rad rodziców i zwiększenie ich uprawnień oraz kilka innych, drobniejszych zmian edukacyjnych.

Wszystkie te projekty znalazły się w nowelizacjach do ustawy o systemie oświaty zgłoszonych przez MEN, które rząd przyjął już 7 listopada. Do Sejmu przesłał nowelizacje dopiero niedawno. Po pierwszym czytaniu 12 stycznia LPR zgłosiła wniosek o przekazanie ich do nadzwyczajnej komisji "solidarne państwo".

Powołanie tej komisji przegłosowała w grudniu koalicja. Opozycja określa ją mianem "sejmu w sejmie". Ma liczyć 46 posłów, w większości koalicyjnych, i zająć się dużym pakietem ustaw rządowych. Początkowo była mowa aż o 160 ustawach z różnych dziedzin.

Według Szumilas skierowanie projektów Giertycha do komisji nadzwyczajnej oznacza wykluczenie w ogóle komisji edukacji z prac nad nimi. - Koalicja chce przepchnąć te projekty bez merytorycznej dyskusji - mówi.

Podobnie komentuje b. minister edukacji Krystyna Łybacka (SLD), wiceprzewodnicząca komisji edukacji.

SLD ma tylko 6 miejsc w komisji ds. solidarnego państwa: - Ani my, ani inne kluby nie wystawią fachowców tylko z edukacji. A projekty oświatowe mają zbyt poważne skutki, żeby zajmowali się tym posłowie bez przygotowania - mówi Łybacka.

Problem w tym również, że komisja ds. solidarnego państwa jeszcze się nie ukonstytuowała. Bo opozycja w proteście nie wystawiła do niej kandydatów.

- Wystawimy, jeśli koalicja zawęzi obszar działania do spraw tzw. społecznych i przedstawi listę konkretnych ustaw - mówi Zbigniew Chlebowski, wiceprzewodniczący klubu PO.

Minister Przemysław Gosiewski, PiS, szef komitetu stałego Rady Ministrów: - Do końca tygodnia będzie lista ustaw. Pakiet ograniczymy do trzech obszarów: edukacja, szkolnictwo wyższe i wymiar sprawiedliwości.

Czemu aż nadzwyczajna komisja ma się zajmować regularnymi, codziennymi sprawami edukacji? - zapytałam.

- Taka jest wola rządu, chodzi o spójność systemową wprowadzanych zmian, w tym reformy edukacji - mówi Gosiewski.