Uczeń pobił kolegę i żądał połowy odszkodowania

Pobić kolegę i jeszcze na tym zarobić? Na taki pomysł wpadł uczeń jednej z rzeszowskich szkół. Koledze z klasy złamał rękę i zażądał, aby ten zgłosił to jako wypadek w szkole, a pół odszkodowania oddał jemu.

Zespół Szkół nr 1 to jedna z większych rzeszowskich szkół. Jej znakiem rozpoznawczym jest oblegane przez młodzież VI LO. Licealiści stanowią przeważającą część uczniów tej placówki, ale jest tu także zawodówka, już wygasająca. - Mamy dwie ostatnie klasy, i to z ich uczniami jest najwięcej kłopotów - przyznaje Tadeusz Bajda, dyrektor ZS nr 1.

W ubiegłym roku nauczyciele zauważyli, że w pierwszej klasie zawodówki budowlanej dzieje się coś złego - Były agresja w stosunku do słabszych, próby wymuszeń pieniędzy. Nauczyciele praktycznej nauki zawodu skarżyli się, że uczniowie nie wykonują ich poleceń - opowiada dyrektor. Mimo rozmów nauczycieli, pedagogów szkolnych, dyrektora z uczniami, spotkań z rodzicami problemu nie udało się rozwikłać. - Zastraszeni uczniowie nie chcieli się otworzyć, nie umieli skorzystać z pomocy pedagogów - wyjaśnia dyrektor.

Dlatego dyrekcja szkoły zaniepokojona sytuacją w klasie postanowiła zwrócić się o pomoc do policjantów. - Bardzo profesjonalnie podeszli do sprawy - ocenia dyrektor. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W tym tygodniu trzech chłopców zostało zatrzymanych. Jak ustalili policjanci, prym w klasie wiódł 20-letni Karol. Okazało się, że już wcześniej znany był policji. - To sprytny chłopak, wiedział, jak się zachować. Gdy wzywałem go na rozmowy, zawsze przepraszał. Rozmawialiśmy też z jego ojcem, chciał współpracować ze szkołą, ale sam nie umiał sobie poradzić z synem, nie wiedział jak - opowiada Tadeusz Bajda.

Karolowi, starszemu od reszty klasy, sekundowali młodsi koledzy - Bartosz i Michał. Wszyscy trzej pochodzą z Rzeszowa. To oni decydowali o zachowaniu się reszty klasy. Swoich ofiar szukali wśród chłopców ze wsi, których wyzywali i poniżali. Ale długą listę zarzutów, jakie przedstawili policjanci przywódcy grupy, otwiera zarzut wymuszania pieniędzy od kolegów za pomocą gróźb i pobić. Sumy, które udało mu się w ten sposób zdobyć, były różne: od dwóch do nawet stu złotych.

Herszt grupy pomysłów na wyciąganie pieniędzy miał wiele. - Jak zeznał jeden z uczniów, Karol najpierw uderzył go deską w rękę, a kiedy ten przestraszony powiedział: "Patrz, co mi zrobiłeś!", dołożył jeszcze rurką. Zażądał, aby chłopak zgłosił to zdarzenie jako wypadek podczas zajęć szkolnych i połowę uzyskanej kwoty z odszkodowania oddał jemu - relcjonuje Zbigniew Kocój, oficer prasowy KMP w Rzeszowie.

Okradł też Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. W dwóch kolejnych zbiórkach nie rozliczył się z zebranych przez siebie pieniędzy. Jak ustalili policjanci, z zaplombowanej puszki wyjmował banknoty, nie naruszając plomby. W sumie w ten sposób ukradł 1,5 tys. zł. Karol będzie miał prawdopodobnie także zarzut związany z rozprowadzaniem narkotyków wśród niepełnoletnich uczniów.

Podobne przewinienia - związane z narkotykami lub kradzieżą pieniędzy WOŚP - mają też na swoim koncie jego dwaj młodsi koledzy. Bartosz i Michał nie tylko wykonywali polecenia Karola, zdaniem policji sami na terenie szkoły też popełnili wiele przestępstw.

Karol S. został tymczasowo aresztowany, a Bartosz i Michał otrzymali dozór policyjny. Wszyscy zatrzymani przyznali się do zarzucanych im czynów. Policjanci nie wykluczają, że ta grupka ma na swoim koncie więcej przestępstw. Za to, co już im udowodniono, grożą kary od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.

Szkoła na razie nie wyciągnęła jeszcze konsekwencji wobec uczniów. - To dlatego że nie otrzymałem oficjalnej informacji z policji, co im zarzuca. Ale zgodnie ze statutem szkoły w szczególnie rażących przypadkach, m.in. związanych z zagrożeniem zdrowia, dyrektor może skreślić ucznia nieobjętego obowiązkiem szkolnym [powyżej 18. roku życia - red.] z listy uczniów, i to pod rygorem natychmiastowej wykonalności - usłyszeliśmy w szkole.