Corhydron opuści magazyny

Corhydron we wszystkich dawkach może wrócić do aptek. - Lek będzie bezpieczny - mówi Zofia Ulz, główny inspektor farmaceutyczny.

Jeleniogórska Jelfa, producent corhydronu, leku na astmę, nie mogła go sprzedawać od listopada. Wtedy okazało się, że w jednej fiolce dawki 250 mg jest scolina, substancja zwiotczająca mięśnie. Inspektorat Farmaceutyczny wycofał z użycia cały corhydron i zatrzymał jego produkcję. Po kontroli wskazał Jelfie, co ma poprawić. Ze wznowieniem produkcji fabryka czekała jednak, aż GIF powie, co zrobić z corhydronem zalegającym w magazynach.

W środę Inspektorat uchylił zakaz sprzedaży dawki 25 i 100 mg, które wcześniej zostały wycofane z rynku. - Tu nie mogło dojść do pomyłki, bo fiolki są mniejsze niż fiolki scoliny - wyjaśnia Ulz. GIF wykluczył także bałagan i zanieczyszczenie linii produkcyjnej, ale tylko w odniesieniu do mniejszych dawek. Jednak dyrektor Jelfy Marek Wójcikowski uważa, że skoro cały corhydron wytwarzany był na jednej linii, to również lek w dawce 250 mg nie mógł być zanieczyszczony. Zatem jeśli zamiany corhydronu 250 ze scoliną doszło w Jelfie, to najbardziej prawdopodobnym miejscem są pomieszczenia do kwarantanny lub etykietowania. Fiolki obu specyfików były identyczne i dopiero teraz Jelfa zaczęła oznaczyć leki różnymi kapslami. - Zrobiliśmy to, by uniknąć jakichkolwiek nieporozumień, choć leki były właściwie zabezpieczone już wcześniej. Na żadnym etapie produkcji scolina nie stykała się z corhydronem - mówi Wójcikowski.

Zofia Ulz: - Rozwiązanie zagadki zamiany leków należy do prokuratury. My sprawdzaliśmy procedury i zasady wytwarzania.

Czy inspektorzy badali wątek zatrudniania w Jelfie niewykwalifikowanych pracowników sezonowych? ("Gazeta" ustaliła, że w czasie prywatyzacji, kiedy wyprodukowano pomyloną fiolkę, miało to miejsce). - Nie mamy takiej wiedzy. Dokumentów pracowników sezonowych, jeśli tacy byli, od Jelfy nie dostaliśmy.

Corhydron już wkrótce trafi do aptek. Zofia Ulz: - Cieszę się. Minister zdrowia płacił za sprowadzanie zamienników, były kłopoty z leczeniem dzieci, którym wcześniej podawano corhydron 25. Z naszych analiz wynika, że ten lek nie miał żadnych działań niepożądanych. Problemy mieliśmy tylko z corhydronem 250.

Lubelska prokuratura apelacyjna doliczyła się 18 przypadków, w których mogło dojść do pomylenia leku. Trzy osoby nie żyją. Sprawa jest skomplikowana, bo tę najsilniejszą dawkę leku lekarz podaje ludziom bardzo chorym, często umierającym.