Skazani na atom?

Nawet jeśli nie chcemy mieć nic wspólnego z energetyką jądrową, to nic z tego. Jesteśmy otoczeni przez kraje nuklearne. A świat właśnie przeprasza się z atomem

rozmowa z

dr. Mirosławem Dudą*

Piotr Cieśliński: Czy w Polsce trzeba budować elektrownie nuklearne?

Dr Mirosław Duda: Bez nich nie zaspokoimy zapotrzebowania na energię elektryczną. Na razie wzrasta ono powoli, bo korzystamy z rezerw okresu transformacji. Zmieniliśmy gospodarkę na rynkową - zaczęliśmy efektywniej zużywać energię, stosować energooszczędne technologie, przestawiliśmy się na mniej energochłonne usługi i przemysł lekki. Jeśli jednak chcemy się rozwijać w podobnym tempie jak teraz, tj. ok. 5 proc. rocznie, to zużycie prądu znacznie wzrośnie. W krajach zachodniej Europy jest ono średnio dwa razy większe na osobę niż w Polsce. Z naszych prognoz wynika, że moc obecnych elektrowni przestanie wystarczać ok. 2015 r.

Polska węglem stoi.

- Tylko pozornie. Węgla kamiennego z obecnie eksploatowanych złóż starczy nam na 30-35 lat. Jeśli sięgniemy po inne złoża, to musimy się liczyć ze znacznym wzrostem kosztów wydobycia. Węgiel brunatny skończy się nawet wcześniej - w połowie lat 20.

Będziemy musieli zamknąć elektrownie węglowe?

- Z elektrowniami spalającymi węgiel brunatny będzie rzeczywiście problem. Co zrobić z całą infrastrukturą po wyczerpaniu złóż - np. z największym tego typu europejskim obiektem w Bełchatowie? Moim zdaniem najlepiej byłoby postawić tam elektrownię atomową.

Natomiast kiedy skończą się zapasy węgla kamiennego, można go będzie importować. Przy obecnym wydobyciu na świecie starczy go na ponad 200 lat.

Może więc dalej stawiać na węgiel?

- Kłopot w tym, że jego spalanie powoduje emisję dwutlenku węgla, który jest głównym sprawcą globalnego ocieplenia. Cały świat, a przede wszystkim Unia Europejska, dąży do tego, by ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. To będzie wkrótce słono kosztować.

A energia odnawialna, np. z wiatru czy wody?

- Dzięki niej możemy maksymalnie uzyskać tylko 12 proc. energii zużywanej na świecie. Unia postawiła sobie ambitne zadanie, by do 2020 r. aż jedna piąta energii elektrycznej pochodziła ze źródeł odnawialnych. Polska zobowiązała się w ten sposób produkować 7,5 proc. energii elektrycznej już w 2010 r. Według mnie to nieosiągalne.

Dlaczego?

- Z elektrowni wodnych, wiatrowych oraz biomasy (z upraw czy odpadów leśnych lub rolnych) możemy razem wytworzyć maksymalnie ok. 20 terawatogodzin energii rocznie. Choć cała produkcja energii w ubiegłym roku to ok. 155 terawatogodzin to jej zużycie będzie wzrastać.

Czyli jesteśmy skazani na atom?

- Trzeba korzystać ze wszystkich źródeł: atomu, wiatru, wody, biomasy, czystych elektrowni węglowych, a także gazu. Prąd z pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce może popłynąć najwcześniej w 2020-21 r. Budowa trwa ok. ośmiu lat, a prawie drugie tyle - przygotowania prawne, organizacyjne.

Po rezygnacji z Żarnowca w 1990 r. trzeba wszystko zacząć od nowa?

- Na pewno nie ma mowy o tej samej lokalizacji - tam wszystko jest już zalane wodą. Ale elektrownia mogłaby powstać obok, wykorzystując do chłodzenia Jezioro Żarnowieckie. Północ kraju wciąż jest preferowana, bo tam nie ma wielu elektrowni.

Jakie inne miejsca wchodzą w grę?

- Wybór lokalizacji jest niezwykle trudny. Musi być woda do chłodzenia reaktora, korzystne warunki sejsmiczne, infrastruktura...

Wspomniał Pan o Bełchatowie.

- Nie chcę teraz wskazywać konkretnych miejsc, żeby nie prowokować protestów. Nadal istnieje syndrom Czarnobyla - odczuwamy skutki tej awarii sprzed ponad 20 lat, głównie w sferze psychologicznej. Ludzie mają wiele obaw, choć fakty im przeczą: elektrownie atomowe są dziś bardziej bezpieczne i ekologiczne od innych.

Ale jak ktoś się boi, to zawsze znajdzie argumenty, które potwierdzą jego strach - odpady radioaktywne, wypalone paliwo, terroryzm. Cóż, nie ma żadnej technologii, która jest obojętna dla środowiska czy ludzi. Trzeba tylko właściwie ważyć ryzyko i skutki ewentualnych awarii.

Nie tylko Polacy się boją.

- Po Czarnobylu tylko kraje azjatyckie - Indie, Chiny, Japonia, Korea Południowa - dalej budowały elektrownie jądrowe. Teraz jednak powraca się do energetyki jądrowej. Europejskim potentatem jest Francja - czerpie ponad 80 proc. energii z elektrowni jądrowych i już buduje nowe. W Finlandii powstaje właśnie kolejny blok jądrowy obok dwu istniejących. W Wielkiej Brytanii premier Blair ogłosił, że państwo popiera rozwój energetyki jądrowej.

W innych krajach zachodniej Europy nie ma tak wyraźnych deklaracji "za", ale następuje zmiana negatywnego stosunku do tej technologii. Nawet w Niemczech i Szwecji, które zdecydowały, że nigdy więcej nie będą używały energii z atomu.

Dania i Austria są nadal przeciw.

Za to kraje naszego regionu - Bułgaria, Rumunia, Czechy, Słowacja - mają bloki jądrowe i będą budować nowe. W Ignalinie na Litwie mamy wspólnie z tym krajem, a także z Łotwą i Estonią, budować elektrownię, która zastąpi przewidziany do wycofania reaktor typu czarnobylskiego. Rosja ogłosiła nowy program energetyczny, który zakłada duży przyrost mocy w elektrowniach jądrowych.

Nawet jeśli nie chcemy mieć nic wspólnego z atomem, to nic z tego. Jesteśmy otoczeni przez kraje atomowe.

Ale to już nie są takie elektrownie jak w Czarnobylu?

- Nikt już nie buduje w tamtej, niebezpiecznej technologii.

Ile kosztuje dzisiejsza siłownia atomowa?

- Taka typowa o mocy 1,5 tys. megawatów - około 3 mld dol. Dużo, choć potem ich eksploatacja jest tania. Najdroższa będzie pierwsza, bo trzeba od podstaw stworzyć całą infrastrukturę. Dlatego raczej nie stać nas na więcej niż trzy-cztery bloki jądrowe. Z prognoz wynika, że do roku 2030 potrzebujemy ich znacznie więcej, więc konieczne będą też nowe elektrownie węglowe.

Kto będzie budować?

- Duże koncerny energetyczne. Budować będą doświadczone firmy, w tym również polskie, których specjaliści już są wykorzystywani np. w Finlandii. Ale część ryzyka inwestycyjnego musi na siebie wziąć państwo, podobnie jak przy budowie autostrad. Na razie rząd tylko zadeklarował, że chce rozwijać energetykę jądrową. A już powinniśmy szukać lokalizacji, przekonywać lokalne społeczności, rozwiewać obawy, przygotowywać prawo. No i kadry. Ci nieliczni w Polsce, którzy znają się na atomie, to już emeryci. Nie kształcimy dziś nikogo, kto mógłby ich zastąpić.

* DR MIROSŁAW DUDA

inżynier fizyk, ekspert ds. energii, doradca w Agencji Rynku Energii, prywatnym konsorcjum, które specjalizuje się w statystyce i prognozach energetycznych.