Wyrzucą z policji byłych funkcjonariuszy ZOMO?

Kadrowcy śląskiej policji otrzymali rozkaz stworzenia listy funkcjonariuszy służących przed laty w oddziałach ZOMO. - To przygotowania do kolejnej czystki personalnej - obawiają się stróże prawa.

Rozkaz o zebraniu archiwalnych materiałów dotyczących działalności ZOMO wydał gen. Marek Bieńkowski, komendant główny. Mają zawierać m.in. nazwiska służących tam funkcjonariuszy oraz przeprowadzonych przez nich akcji. Rozkaz dotyczy wszystkich komend wojewódzkich.

- Zbieramy te materiały na prośbę IPN-U - mówi podinspektor Zbigniew Matwiej, rzecznik prasowy komendanta głównego.

Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN-u: - Nie będziemy tego komentowali, bo nie znamy tego rozkazu.

Oficerowie śląskiej policji przypuszczają, że tak naprawdę są to przygotowania do kolejnej czystki personalnej w resorcie. Rok temu z policji zwalniano ludzi z przeszłością w SB, a teraz w ramach głoszonej przez PiS dekomunizacji przyszedł czas na zomowców.

- Przecież nie wszyscy strzelali do górników i pałowali studentów - podkreśla jeden z wysokich rangą oficerów.

Swojego zaniepokojenia nie ukrywa też Roman Wierzbicki, przewodniczący zarządu regionalnego NSZZ Policjantów w Katowicach. Jego zdaniem IPN, mając informacje o jakimś przestępstwie, powinien zwrócić się do policji o ujawnienie uczestników konkretnych, interesujących śledczych wydarzeń. - Tworzenie listy wszystkich członków ZOMO rodzi obawy co do prawdziwych intencji takich działań. Tym bardziej że wielu z tych ludzi jest dawno w cywilu - mówi Wierzbicki.

Czarny scenariusz, którego najbardziej obawiają się śląscy policjanci, zakłada, że z pracą pożegnają się wszyscy, którzy mają zomowską przeszłość. I to bez względu na zasługi w walce z przestępcami. Jeżeli się to potwierdzi, ze służby odejdą najbardziej doświadczeni funkcjonariusze w regionie.

Co na to komenda główna? - Policjanci, którzy podczas służby w oddziałach ZOMO nie popełnili przestępstw kryminalnych, nie mają się czego obawiać - uspokaja Matwiej.

Wiadomo, że listę śląskich zomowców otwierał będzie nadkomisarz Andrzej Kukuła, obecny zastępca komendanta wojewódzkiego w Katowicach. Mając 20 lat, odrabiał w ZOMO wojsko. W grudniu 1981 r. jego kompania otrzymała rozkaz pacyfikacji kopalni Wujek. Kilka miesięcy temu Kukuła zapewniał, że stał wtedy za murem i słyszał tylko wystrzały. O tym, że na Wujku zginęło dziewięciu górników, miał się dowiedzieć dopiero po akcji.

- Komendant główny ciągle czeka na ustalenia IPN-u w tej sprawie - mówi Matwiej.

ZOMO - nazwa pochodzi od skrótu Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej

Powołano je w 1956 r. do udzielania pomocy w czasie klęsk żywiołowych i ochrony imprez masowych. Funkcjonariusze ZOMO pomagali także przy budowie domów dziecka, szpitali, przy poszukiwaniu zaginionych osób. Zomowców nazywano jednak także bijącym sercem partii, bo wykorzystywano ich do tłumienia demonstracji opozycji. Mieli do dyspozycji transportery opancerzone i armatki wodne. W czasie stanu wojennego oddziały ZOMO zasłynęły krwawym pacyfikowaniem strajkujących zakładów. Zlikwidowano je w 1989 r.

Byli funkcjonariusze ZOMO powinni stracić pracę w policji?