Białoruś - naftowa kapitulacja przed Rosją

Mińsk uległ żądaniom Moskwy i będzie wpłacać do budżetu Rosji większość dochodów z eksportu paliw z Białorusi. W zamian Białoruś wytargowała obniżkę ceł na rosyjską ropę.

W piątek wieczorem w Moskwie rządy Rosji i Białorusi podpisały umowę o dostawach ropy naftowej dla białoruskich rafineriach i tranzycie rosyjskiego surowca do Europy. Porozumienie kończy spór, który w zeszłym tygodniu doprowadził do wstrzymania przez Rosję na trzy dni dostaw ropy przez Białoruś do Polski, Niemiec Wschodnich, Czech, Słowacji i Węgier. Moskwa zakręciła kurek, kiedy Mińsk wprowadził opłatę 45 dolarów za tranzyt tony ropy. Był to odwet za nałożone przez Moskwę cło 181 dolarów na tonę surowca dla białoruskich rafinerii. W środę po telefonicznej rozmowie prezydentów Białorusi Alaksandra Łukaszenki i Rosji Władimira Putina, Mińsk wycofał się z opłat tranzytowych, a Moskwa puściła "Przyjaźnią" ropę do Europy.

Także w piątek ostateczną wersję umowy podczas długiej rozmowy telefonicznej Łukaszenka uzgodnił z Putinem.

Rosja zgodziła się obniżyć cło na ropę dla Białorusi do 53 dolarów za tonę. Dzięki temu już w tym roku do budżetu Rosji wpłynie ponad 1 mld dolarów. W przyszłości zyski Moskwy wzrosną. Minister finansów Rosji Aleksiej Kudrin sprecyzował, że w tym roku Białoruś będzie płacić 0,293 rosyjskiej stawki cła na eksport ropy (kwota cła jest weryfikowana co dwa miesiące). W 2008 r. Białoruś będzie płacić 0,335 stawki rosyjskiego cła, a w 2009 r. - 0,356.

Dodatkowo budżet Rosji zasili większość zysków z eksportu paliw z białoruskich rafinerii. Moskwa domagała się od Białorusi 85 proc. ceł z eksportu paliw. Mińsk proponował połowę. Ostatecznie Rosjanie dopięli swego, tyle że stosując taktykę salami - stopniowego dochodzenia do celu. W tym roku budżet Rosji dostanie 70 proc. białoruskich ceł z eksportu paliw, w przyszłym roku - 80 proc., a w 85 proc. - w 2009 r.

Nie jest jasne, czy tak jak do tej pory Białoruś będzie płacić za rosyjską ropę drożej niż rosyjskie rafinerie. Ta różnica cen zapewniała dodatkowe zyski rosyjskim koncernom, a pośrednio - z podatków dochodowych - także budżetowi Rosji.

Mińsk robi dobrą minę do złej gry i twierdzi, że przyjęto białoruską wersję porozumienia. Natomiast premier Rosji Michaił Fradkow stwierdził, że wypracowano "zrównoważone" porozumienie, odpowiadające interesom obu państw.