Wizyta przedstawicielki Dalajlamy

Sympatia zachodnich rządów jest po stronie Tybetańczyków. Pora, by powiedziały o tym władzom Chin - mówiła wczoraj Kesang Y. Takala, oficjalna przedstawicielka przywódcy Tybetańczyków XIV Dalajlamy

Przyjechała do Polski na zaproszenie Polsko-Tybetańskiego Zespołu Parlamentarnego. W Sejmie spotkała się z marszałkiem Markiem Jurkiem (PiS). - Poruszyło mnie współczucie i zrozumienie, jakie pan marszałek wyraził dla sprawy pokojowej walki Tybetańczyków o prawo do własnej kultury, religii i przestrzegania praw człowieka - powiedziała dziennikarzom. Podkreśliła, że Dalajlama, laureat pokojowej Nagrody Nobla, który od czasu zajęcia przez Chiny Tybetu w 1959 r. żyje na emigracji w Indiach, nie żąda dla Tybetu niepodległości, lecz tego, by chińskie władze przestrzegały umowy, którą narzuciły Tybetańczykom. Zagwarantowały w niej Tybetowi autonomię. - Rządy demokratycznych państw mają moralny obowiązek wesprzeć pokojową walkę Tybetańczyków, by pokazać, że jest alternatywa wobec terroryzmu i przemocy.

Chińska okupacja Tybetu pochłonęła 1 mln 300 tys. ofiar. Tybetańczycy są więzieni i torturowani m.in. za posiadanie zdjęcia Dalajlamy - najwyższego hierarchy duchownego buddyzmu tybetańskiego - i za inne objawy religijności. Kilka dni temu aresztowano człowieka, który wykupił z rzeźni kilkadziesiąt owiec i kóz. Wykupywanie zwierząt od śmierci w jakiejś szlachetnej intencji to stary buddyjski zwyczaj praktykowany w Tybecie. Władze uznały, że ów Tybetańczyk wykupił zwierzęta w intencji długiego życia Dalajlamy.

Pani Kesang Y. Takala otworzyła w Sejmie wystawę fotografii z Tybetu. Wystawa nie spodobała się ambasadzie Chin: - Miałam telefon od pani sekretarz, że niewłaściwe są podpisy pod zdjęciami. Szczególnie te, gdzie mowa jest o "okupacji" i o "czarnym dniu", jakim dla Tybetańczyków było wkroczenie armii chińskiej - powiedziała "Gazecie" Beata Bublewicz (PO), przewodnicząca Polsko-Tybetańskiego Zespołu Parlamentarnego.