Kolacje rodzinne lekiem na na這gi m這dzie篡 w USA

Je郵i chcesz, by twoje dziecko nie pali這, nie pi這, nie u篡wa這 narkotyk闚 i mia這 lepsze stopnie w szkole, najlepiej jedz z nim rodzinne kolacje

Naukowcy słynnego Columbia University od kilku lat ankietują grupę ponad 1 tys. nastolatków (wiek 12-17 lat) i ich rodziców. Okazuje się, że wbrew wyobrażeniom o rozpadzie więzi w amerykańskiej rodzinie aż 58 proc. rodzin w USA je wspólne kolacje przynajmniej pięć razy w tygodniu. Najciekawsze wyniki dało porównanie dzieci z rodzin, w których wspólna kolacja jest rytuałem, i tych, gdzie rodzice i dzieci jedzą ją oddzielnie, o różnych porach, przed telewizorem, w barze albo samochodzie. - Gdybym miał czarodziejską różdżkę i chciał zwalczyć nadużywanie alkoholu i narkotyków wśród nastolatków, sprawiłbym, by każde dziecko codziennie jadło kolację z całą swoją rodziną - komentuje prof. Joseph Califano, szef zespołu badawczego.

Nastolatki, które nie jedzą kolacji z rodzicami, ponad dwa razy częściej przyznają, że próbowały papierosów (29 proc. do 13 proc.) lub marihuany (25 proc. do 12 proc.), półtora raza częściej, że pili alkohol (48 proc. do 32 proc.). 18 proc. amerykańskich nastolatków niejedzących kolacji z rodzicami przyznaje, że upija się przynajmniej raz w miesiącu. Wśród tych, którzy jedzą - zaledwie 7 proc.

Wspólne kolacje wpływają też na oceny w szkole. Wśród tych, którzy spędzają ten czas z rodzicami, aż 63 proc. otrzymuje w szkole prawie same piątki i czwórki. Wśród pozostałych takie oceny dostaje 49 proc.

Dlaczego tak się dzieje? Rozmowy przy stole pozwalają dorosłym uczestniczyć w życiu ich nastoletniego dziecka. Jak pokazały te same badania, rodzice, którzy rzadko lub nigdy nie jedzą kolacji z dziećmi, pięć razy częściej (od rodziców, którzy to robią) przyznają, że mają kiepski kontakt z dzieckiem, ponad dwa razy częściej - że nie znają nazwisk nauczycieli swojego dziecka, półtora raza częściej nie znają rodziców jego kolegów i koleżanek.

- Jeśli dziecko dorośnie do wieku 21 lat i nie używa papierosów, alkoholu, narkotyków, jest niemal pewne, że już nigdy nie wpadnie w nałóg. I nikt nie ma na nie większego wpływu niż rodzice - mówi prof. Joseph Califano, w przeszłości członek administracji prezydenta Cartera. - Tragedia, jaką jest uzależnienie się dziecka od alkoholu czy narkotyków, może uderzyć w każdą rodzinę. Ale czynnikiem, który pomaga temu zapobiegać lepiej niż cokolwiek innego, jest zaangażowanie się rodziców w życie i wychowanie dzieci.

W Ameryce kolacja (dinner) to często jedyny gorący posiłek w ciągu dnia (po kanapkach na lunch). Wydawało się, że taka wspólna obiadokolacja nie ma szans na przetrwanie, bo przecież kobiety o wiele częściej niż przed laty chodzą do pracy, dorośli pracują coraz dłużej, a dzieciom przybywa zajęć pozaszkolnych. Nie mówiąc już o telewizji, internecie i grach wideo.

Po opublikowaniu badań kilka amerykańskich gazet zaprosiło czytelników do podzielenia się doświadczeniami, jak organizować życie rodzinne, by wszyscy znaleźli czas codziennie na wspólną kolację i by małe dzieci usiedziały tych kilkanaście lub kilkadziesiąt minut przy stole. Rodziny radzą, by robić to jak najwcześniej, gdy dzieci są jeszcze małe - przyzwyczajenie pozostanie na całe życie. Pozwalają oni też dzieciom na wybór poszczególnych potraw (nie pytamy, co chcą zjeść, bo powiedzą, że pizzę i frytki, lecz co wolą: marchewkę czy brokuły). Potrawy powinny godzić gusty i dorosłych, i dzieci, powinny być urozmaicone, czasem zaskakujące, czasem zabawne. Każdego z członków rodziny można też obarczyć raz w tygodniu obowiązkiem wymyślenia menu. Dzieci, które pomagały w przygotowaniu posiłku lub zastawieniu stołu, chętniej przesiedzą potem przy nim przez całą kolację. Rodzice mogą podrzucać temat rozmowy (np. co nam się dziś udało zrobić w ciągu dnia).

Kolacji, w czasie której tata czyta gazetę, synek gra pod stołem na gameboyu, córka ogląda kreskówkę, a mama rozmawia przez telefon, wspólną nazwać nie można.