Dorn: proces Lesiaka nie wstrząsnął

Wicepremier zeznawał wczoraj w procesie b. oficera UOP. Po nim sąd przesłuchał Jerzego Dziewulskiego, b. posła SLD. - Fałszywą lojalkę Jarosława Kaczyńskiego przygotował wydział techniki operacyjnej UOP w 1992 r. - mówił.

Dziewulski powołał się na anonimowego informatora, który miał zgłosić się do niego w 1996 r. i przekazać mu trzy informacje związane ze sprawą tzw. inwigilacji prawicy, w której to sprawie Dziewulski zeznawał wczoraj przed sądem jako świadek.

Oficer UOP (Dziewulski upewnił się, że jest nim rzeczywiście) opowiedział też o kulisach przekazania fałszywej lojalki tygodnikowi "Nie". "Nie" ją opublikowało i przegrało proces z Kaczyńskim, przyznając, że padło ofiarą prowokacji.

Śledztwo w sprawie inwigilacji prawicy nie wyjaśniło, czy z powstaniem lojalki miał coś wspólnego Zespół Informacyjno-Operacyjny kierowany przez oskarżonego o bezprawne działania wobec partii politycznych Jana Lesiaka. Po ujawnieniu przez premiera Jarosława Kaczyńskiego latem tego roku swojej teczki z IPN toczy się w tej sprawie odrębne postępowanie.

- W tej rozmowie nie padło nazwisko Lesiaka - przyznał wczoraj Dziewulski. Dalej - powołując się na swoje źródło - opowiadał o działalności wydziału VIII w zarządzie kontrwywiadu UOP. Gdy podał nazwisko jego szefa, sąd ze względu na ochronę tajemnicy państwowej utajnił rozprawę.

Wcześniej Dziewulski wspomniał także, że "inwigilacja dotyczyła także lewicy", i o "zainteresowaniu UOP sztabem wyborczym Aleksandra Kwaśniewskiego", w którym pracował podczas kampanii prezydenckiej 1995 r.

Dorn: proces Lesiaka nie stał się wstrząsem

Dzień zaczął się od przesłuchania wicepremiera Ludwika Dorna (PiS). Były wiceprezes Porozumienia Centrum przyznał, że na temat inwigilacji ma tylko wiedzę z rozmów polityczno-towarzyskich i z prasy. - Nigdy nie dysponowałem wiedzą źródłową - dodał. Dorn przywołał też znany z debaty sejmowej fakt, że były członek zespołu Lesiaka Andrzej D. pomagał sztabowi wyborczemu AWS w 1997 r., a następnie został doradcą wiceszefa MSWiA Wojciecha Brochwicza.

W kuluarach wicepremier mówił dziennikarzom, iż sprawa Lesiaka dowodzi, że "ingerencja służb specjalnych dokonywała się dość głęboko w otoczeniu kierownictwa partii politycznych, choć nie ma dowodów, by ktoś był agentem wpływu w kierownictwach tych partii".

Przyznał, że ujawnione dokumenty i odtajniony w części proces "nie stał się żadnym wstrząsem czy elementem oczyszczenia". Dlaczego? - zapytaliśmy. - Prawda niekoniecznie wyzwala, nie mówię o ewangelicznej - odparł Ludwik Dorn.

Bliski koniec procesu?

Wczoraj pojawiły się pierwsze symptomy, że proces Lesiaka zbliża się do końca. Sąd zaczął tzw. zaliczanie dokumentów do materiału dowodowego.

Prokurator Renata Zielińska oceniła, że możliwe jest zakończenie procesu jeszcze w styczniu. W marcu sprawa ulega przedawnieniu.

Tymczasem adwokat Jana Lesiaka Przemysław Iwan powiedział "Gazecie", że zechce powołać nowych świadków, np. Lecha Wałęsę, Mieczysława Wachowskiego, Jerzego Urbana, bo "ich nazwiska bardzo często padają w tym procesie".