Segregacja dzieci w warszawskich przedszkolach

Gdy Jaś gra na keyboardzie, Adaś sam siedzi w sali obok. Bo tata Jasia może zapłacić za dodatkowe zajęcia, a mama Adasia nie. Już przedszkola dzielą dzieci na lepsze i gorsze

- Co będzie robiło moje dziecko, jeśli nie zapiszę go na płatną rytmikę? - pytam w przedszkolu przy ul. Skalbmierskiej, przedstawiając się jako mama czterolatka.

- Będzie samo siedziało w sali, a inni będą ćwiczyć - słyszę.

- To niedobrze. Co mi pani radzi?

- Zapisać. W przedszkolu są różne uroczystość. Do nich przygotowuje się na rytmice.

- Nauczyciele na zajęciach tego nie robią?

- Nie.

Z pytaniem o płatne zajęcia dzwonię do innej placówki przy ul. Rozłogi. Znów pytam, co będzie robiło dziecko, gdy inne będą na zajęciach z tańca. - Zaopiekuje się nim nauczycielka w sali obok. Zwykle zbiera się grupa dzieci, które nie chodzą na taniec - pada odpowiedź.

Karate na życzenie

Na 336 przedszkoli w Warszawie niemal każde prowadzi dodatkowo płatne zajęcia. Najpopularniejsze to rytmika i angielski. Jest też nauka gry na keybordzie, origami, taniec towarzyski, karate. W niektórych placówka płaci się nawet za warsztaty plastyczne czy teatrzyk. Cena od 10 do 40 zł miesięcznie (do tego rodzice płacą czesne ok. 90 zł i za wyżywienie 5-7 zł dziennie).

- Dochodzi do obłędu. Przedszkola wprowadzają różne cuda, byle tylko na tle innych nie wypaść jako te, w których nic się nie dzieje - ocenia Monika Mokrzyszczak, dyrektorka przedszkola przy Lenartowicza. Krystyna Smolińska, która kieruje przedszkolem przy Chrzanowskiego twierdzi, że na rodzicach największe wrażenie robią "specjaliści", którzy prowadzą zajęcia. Musi tłumaczyć, że takie same warsztaty plastyczne jest w stanie bezpłatnie zrobić nauczycielka w ramach zajęć.

Przedszkola prześcigają się więc w pomysłach, bo walczą o każdego z 36 tys. małych klientów (tyle jest dzieci w wieku przedszkolnym w Warszawie). Nie zważają, że nie wszystkich rodziców na to stać.

Segregacja od godz. 13

Miasto nie może zakazać dodatkowych zajęć. Ewa Krawczyk, zastępca dyrektora biura edukacji, tłumaczy, że to zgodne z prawem. Zezwala na nie statut przedszkola zatwierdzony przez resort edukacji. Jednak ratusz przykazał dyrektorom, by płatne zajęcia odbywały się po godz. 13 - wcześniej ma być realizowany podstawowy program. Ale nie wszystkie tego przestrzegają. Np. na Skalbmierskiej rytmika jest rano. Poza tym mało kto odbiera dziecko o 13, więc gdy Jaś gra na keyboardzie, Adaś nudzi się w sali obok. - To sprzyja jawnej dyskryminacji. Od pewnej godziny dzieci zaczyna się dzielić na lepsze i gorsze - uważa Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent miasta odpowiedzialny za oświatę. I zapowiada, że skończy z segregacją przedszkolaków.

Przykład może przyjść z Kielc, które już się z tym rozprawiły. Od września tego roku za rytmikę i angielski płaci gmina. - Zasady prowadzenia zajęć nie były przejrzyste. Poza tym dyskryminacja stała się mocno zauważalna. Jedne dzieci szły na zajęcia, drugie zostawały. Postanowiliśmy dać pieniądze na najbardziej popularne - wyjaśnia Andrzej Sygut, wiceprezydent Kielc.

Pieniądze na zajęcia gmina znalazła, likwidując zespół ds. oświaty, który był pośrednikiem między miastem a szkołami.