Stan wojenny - klęska komunizmu

Stan wojenny był przegraną opozycji, ale równocześnie klęską komunistycznej władzy. Z tą opinią zgadzała się większość uczestników konferencji naukowej ?Stan wojenny - spojrzenie po 25 latach?.

W sali konferencyjnej hotelu Victoria spotkali się wczoraj najwybitniejsi działacze opozycji. Był Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Bogdan Borusewicz, Zbigniew Bujak. Byli sprzyjający "Solidarności" księża - m.in. abp Tadeusz Gocłowski i bp Alojzy Orszulik (wówczas rzecznik Episkopatu). Z zapowiedzianych w programie gości zabrakło prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który nie dojechał na konferencję z Wrocławia, oraz prezesa IPN prof. Janusza Kurtyki, choć IPN był współorganizatorem konferencji.

Były ambasador USA W Polsce Nicholas Rey, który odczytał uczestnikom konferencji uchwałę Senatu USA o ustanowieniu 13 grudnia 2006 r. dniem pamięci walki narodu polskiego z komunizmem, określił uczestników spotkania mianem "founding fathers" - ojcami założycielami polskiej demokracji - i podkreślił, że czuje się dumny, że może przebywać w takim gronie.

Przewodniczący konferencji prof. Władysław Bartoszewski otworzył obrady wspomnieniem grudniowej nocy sprzed 25 lat i stwierdził, że wówczas nawet przez myśl mu nie przeszło, że będzie w wolnej Polsce otwierał konferencję na ten temat. Bartoszewski zwrócił jednak uwagę, że mimo iż Polska jest wolna, a PRL potępiony, to ocena stanu wojennego nie jest nadal w polskim społeczeństwie jednoznaczna. - Niemała część społeczeństwa w ogóle nie wie, jak traktować stan wojenny - mówił prof. Bartoszewski, odnosząc się do sondaży, z których wynika, że niemal połowa Polaków uważa dziś wprowadzenie stanu wojennego za słuszne. Dla prof. Bronisława Geremka wyniki opinii społecznej też były "bolesną lekturą". - Wiem, że jestem w mniejszości, uważając wprowadzenie stanu wojennego za zbrodnię przeciw interesowi narodowemu. To nie było mniejsze zło, to było po prostu zło. Żaden polski interes nie uzasadniał wprowadzenia stanu wojennego - mówił. Podobną w tonie opinię wyraził Bogdan Borusewicz. - Interwencja Związku Radzieckiego była nie alternatywą stanu wojennego, ale najostrzejszym z jego planowanych przez władze wariantów. To nie jest taka sytuacja, że prawda leży pośrodku: my mieliśmy trochę racji, oni mieli trochę racji. Stan wojenny to osiem lat straconych dla Polski. Spowodował, że wchodziliśmy w 1989 r. ze społeczeństwem zmęczonym i zdezintegrowanym - mówił.

Jednak pierwszy przewodniczący "S" Lech Wałęsa doradzał ostrożność w osądzeniu gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Powiedział, że gdyby był na miejscu generała, postąpiłby inaczej i "dołączył do ludzi", ale "gen. Jaruzelski jest pokoleniem nieszczęśliwych czasów" - argumentował, wskazując, że pewna grupa ludzi nie wyobrażała sobie rzucenia wyzwania ówczesnemu światowemu komunizmowi.

Zupełnie inaczej przedstawił to zagadnienie prof. Andrzej Paczkowski, historyk z PAN. Jego zdaniem stan wojenny był nieuchronny. - Bo partia komunistyczna ani moralnie, ani ideowo nie była przygotowana do kompromisu - mówił prof. Paczkowski. - "Solidarność" nie mieściła się w ramach systemu, a partia nie myślała w ogóle o tym, żeby zmienić go tak, aby mogła istnieć legalna siła opozycyjna. Od początku brali pod uwagę tylko siłową rozprawę z "Solidarnością".

Z wypowiedzi włoskiego eurodeputowanego polskiego pochodzenia Jasia Gawrońskiego wynikało, że nieprzygotowane do nagłej zamiany było również społeczeństwo Zachodu. - Stan wojenny był postrzegany jako dobrze zorganizowany. Uznano, że tragiczne straty były minimalne - mówił Gawroński. W efekcie rządy gen. Jaruzelskiego szybko zostały zaakceptowane przez kraje zachodnie. Przyczynił się do tego - według Gawrońskiego - także papież Jan Paweł II i watykańska dyplomacja, która nie chciała izolowania Polski. Także byli korespondenci Zachodniej prasy w Polsce podkreślali, że wówczas obalenie komunizmu nikomu - ani na wschodzie, ani na zachodzie Europy - nie wydawało się możliwe.

Dlaczego jednak władza komunistyczna przegrała? Abp Tadeusz Gocłowski powiedział o roli Jana Pawła II, wskazując, że dziełem Boskiej opatrzności był wybór Karola Wojtyły na papieża. - Jeśli ktokolwiek wątpi, że Polska jest pod opieką Boga, to powinien porzucić te wątpliwości, gdy się zważy, że ten człowiek zjawił się właśnie w tym czasie - powiedział. Przypomniał słowa Jana Pawła II w pierwszych dniach stanu wojennego.

- Kościół był przez pół wieku opozycją w Polsce, choć nie polityczną, lecz ideową, a w stanie wojennym stał się zapleczem dla polskiej opozycji - mówił abp Gocłowski. Wspomniał również, że wypowiedzi prymasa Polski Józefa Glempa, które miały powstrzymać rozlew krwi, były wypaczane i nagłaśniane przez posłuszne władzy media jako wezwanie do kapitulacji.

Innym czynnikiem był opór społeczny. Prof. Andrzej Friszke tłumaczył, że bardzo trudno jest obliczyć siłę oporu, ale przypomniał, że 31 sierpnia 1982 r. na demonstracje wyszło - według oficjalnych szacunków władz - 118 tys. ludzi, a w 1986 r., najgorszym dla opozycji czasie według obliczeń władz, w działalność opozycyjną było zaangażowanych 24 tys. osób. - To mimo wszystko jest dużo - zaznaczył.

Jego zdaniem niezwykle trafnie został wybrany kierunek działań Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej - podziemnej władzy "S", która nie chciała frontalnej rozprawy, ale zdecydowała się na formułę społecznego pokojowego oporu. Uczestnicy spotkania: Bogdan Lis, Władysław Frasyniuk i Zbigniew Bujak podkreślali w dyskusji, że ten wybór nie wynikał z ich kalkulacji, ale sytuacji politycznej, którą narzucała różnica sił.

Co straciliśmy w wyniku stanu wojennego? Zbigniew Romaszewski, działacz opozycji, stwierdził, że utraciliśmy solidarność przez małe "s" - stan wojenny rozbił tkankę społeczną i zaufanie do ludzi. Zaapelował do rządu, aby uregulować sprawy emerytalne opozycjonistów, którzy dzielnie walczyli w przeszłości, a teraz często nie mają za co żyć.