Komentarz do zmian ustawy kominowej

Uchwalona za czasów AWS ustawa kominowa miała zapobiegać horrendalnym pensjom, jakie wypłacali sobie szefowie firm kontrolowanych przez państwo bez względu na ich wyniki. Szybko jednak okazało się, że niektórzy menedżerowie znaleźli sposób, żeby wyjść na swoje. Powoływali np. spółki-córki i dorabiali do pensji, zasiadając w ich radach nadzorczych, albo - jak kilka lat temu prezesi LOT - oprócz oficjalnych kominowych zarobków dostawali wielokrotnie większe od mniejszościowego prywatnego akcjonariusza.

Niskie zarobki spowodowały, że spółki skarbu państwa przestały być atrakcyjne dla kompetentnych menedżerów, którzy wolą pracować za kilka razy większe pieniądze w prywatnych firmach (i to bez etykietki partyjnego prezesa). Kolejne rządy traktowały zaś spółki jak partyjne łupy i obsadzały je swoimi ludźmi. Zasadę TKM (tak krytykowaną przez Jarosława Kaczyńskiego za czasów AWS) stosuje także PiS. Stanowiska w zarządach BOŚ, PKO BP, Stoczni Gdańsk i Gdynia oraz KGHM obsadzili działacze partii Kaczyńskiego.

Jeśli tych stanowisk nie będzie się obsadzać profesjonalnymi menedżerami wyłanianymi w konkursach, uwolnienie pensji spod ustawy kominowej będzie jedynie nagrodą dla dzisiejszych politycznych zarządców. Tylko równoczesne burzenie kominów i prowadzenie konkursów ma sens.