Komornik ze stoczni Gdańsk do stoczni Gdynia

Stocznia Gdańsk wysłała komornika do bliskiej bankructwa Stoczni Gdynia. Zajął 12 mln zł, które gdyńska firma ma dostać od niemieckiego armatora. Prezes z Gdyni zarzuca szefowi Gdańska (obaj z PiS) nielojalność

- Gdynia jest nam winna prawie 60 mln zł - mówi Andrzej Jaworski, szef gdańskiej stoczni. - Nie możemy dłużej czekać, mamy własne zobowiązania. Postanowiliśmy sięgnąć po wszystkie prawne możliwości.

- Wprowadzenie do gry komornika to przesada - twierdzi Kazimierz Smoliński, prezes zatrudniającej osiem tysięcy osób Stoczni Gdynia. - Mamy wielu wierzycieli, nie możemy spłacać tylko jednego. Sytuacja sięgnęła absurdu, przecież gramy w tej samej drużynie. Odwołamy się od wyroku sądu, zainterweniuję też w resorcie skarbu.

Wojciech Jasiński, minister skarbu, umywa ręce: - To samodzielne podmioty, egzekucje komornicze to ich sprawa. Sorry, ale bez komentarza.

Do sierpnia Stocznia Gdynia była właścicielką Stoczni Gdańskiej, wtedy nastąpiło obiecywane przez PiS rozdzielenie zakładów. Teraz działają samodzielnie, choć są kontrolowane przez jeden podmiot - ministra skarbu. - To nie ma znaczenia, muszę dbać o interesy firmy i trzech tysięcy pracowników - przekonuje Jaworski.

Gdańskiego prezesa wspierają związkowcy. - Rozumiemy problemy kolegów z Gdyni, ale u nas też nie jest za wesoło - mówi Karol Guzikiewicz, wiceszef stoczniowej "Solidarności". - Ludzie non stop wyjeżdżają do pracy za granicę. By zatrzymać exodus, potrzeba podwyżek. Musimy stać się rentowną firmą, a odpuszczanie dłużnikom w tym nie pomaga. Przykro to mówić, ale w biznesie nie ma miejsca na litość.

W tym sporze gdańscy menedżerowie od początku mieli przewagę - wiedzieli, gdzie i kiedy uderzyć. We wniosku, który trafił do sądu, wskazali armatora i konkretny statek do przewozu kontenerów, za który Gdynia ma otrzymać 12 mln zł. Dlatego sąd przychylił się do żądania i wysłał do Gdyni komornika po te właśnie pieniądze, choć Niemcy jeszcze nie zapłacili i nie wiadomo, kiedy to zrobią. Komornik przejął więc wierzytelność na konto Gdańska.

Skąd precyzja ciosu? Dowiedzieliśmy się, że umożliwił to jeden z pracowników Stoczni Gdańsk, który znał detale rozliczeń z Niemcami z czasów, gdy pracował jeszcze w gdyńskim zakładzie.

- Z naszej firmy odchodzi wiele osób, także z pionu finansowego - mówi Dariusz Adamski, szef "S" w Stoczni Gdynia. - W nowych firmach wykorzystują wiedzę o naszej księgowości.

Stocznia Gdynia jest zadłużona na ponad 0,5 mld zł. Dług rośnie, bo firma nie odprowadza składek ZUS. Gdyńscy związkowcy liczą, że firma pozbędzie się zobowiązań dzięki rządowi, który doprowadzi do umorzenia zaległości wobec skarbu państwa i sprywatyzuje przedsiębiorstwo. Aby wymóc decyzję, stoczniowcy na początku tygodnia ogłosili pogotowie strajkowe.

Minister Jasiński: - Rozumiem zaniepokojenie związkowców. Przygotowujemy program restrukturyzacji polskich stoczni. Kiedy będzie gotowy? Nie mogę powiedzieć, nie zdradzę też, na czym będzie polegał.

Dla Gazety

Wojciech Szczurek

Prezydent Gdyni

Jeżeli przez upadłość rozumiemy zgaszenie w stoczni światła i zamknięcie bram, to ja sobie takiej sytuacji nie wyobrażam. To byłby dramat dla miasta, w którym ta firma jest największym pracodawcą. Musimy szybko ze skarbem państwa przygotować program restrukturyzacji zadłużenia i scenariusz prywatyzacji. Może umorzeniu długów stoczni trzeba nadać rangę ustawową, jak to zrobiono z górnictwem. Te pieniądze nie są spłacane od tak dawna, że stały się niemal wirtualne. My umorzyliśmy 16 mln zł z 40-milionowego zadłużenia Stoczni Gdynia wobec miasta. Bylibyśmy skłonni umorzyć i resztę, ale musimy widzieć symetryczne działania ze strony rządu.