Gimnazjaliści organizowali nielegalne walki

Dwóch uczniów biło się wbrew własnej woli, kilkudziesięciu innych przychodziło oglądać walki. Żadnemu z nastolatków nie przyszło do głowy, że jest w tym coś złego.

Sprawa wyszła na jaw na początku października. W czwartek opisał ją "Dziennik Zachodni". Do dyrektorki skoczowskiego Gimnazjum nr 2 doszła informacja, że pobiło się dwóch uczniów. Stało się to już po lekcjach, gdy chłopcy wracali do domów. Na początku wydawało się, że to zwykła bójka spowodowana jakimś nieporozumieniem.

- Zapytałam ich, czy nie potrafią w inny sposób rozwiązywać problemów. Gdy okazało się, jaki był prawdziwy powód tej bójki, od razu wezwałam policję - mówi Agata Staszczyszyn, dyrektorka szkoły.

Następnego dnia ściągnęła do szkoły rodziców, by policjanci mogli w ich obecności przesłuchać uczniów. Sprawa przeraziła nawet najbardziej doświadczonych pedagogów. Okazało się, że po lekcjach gimnazjaliści organizują regularne bójki. Kilkunastoosobową grupą rządziło trzech 15-16-letnich chłopców. Ich stałymi ofiarami byli dwaj drugoklasiści. Gang wynajdywał im przeciwników i kazał się z nimi bić. Najpierw pod groźbą zrobienia krzywdy. - Potem dodatkowo szantażowali ich, że upublicznią nagrane za pomocą telefonu komórkowego filmy z poprzednich walk - mówi Ireneusz Korzonek, oficer prasowy cieszyńskiej policji.

Bójki były planowane m.in. podczas dużej przerwy. Zmuszani do walk uczniowie wracali do domu z coraz większą liczbą siniaków i zadrapań, jednak zbyt bali się prześladowców, by komuś o tym opowiedzieć. Wreszcie jeden z nich nie wytrzymał i poskarżył się rodzicom. Ustawiane bójki odbywały się niemal w centrum miasta - w parku koło szkoły, obok dworca autobusowego. Przychodzili je oglądać inni uczniowie gimnazjum. Dla nich była to świetna zabawa.

- To bardzo niepokojące. Żadnemu z nich nie przyszło do głowy, że może być w tym coś złego, że należy zareagować. Bójki musieli widzieć też dorośli, przecież do tych zdarzeń dochodziło za dnia. Nikt nie zareagował, nie powiadomił policji - mówi dyrektorka.

Z obserwatorami walk rozmawiali wychowawcy i szkolny pedagog. Tłumaczyli: "Kiedyś wy możecie zostać pobici, każdemu może się to zdarzyć. Co będzie, jeśli nikt wam wtedy nie pomoże?".

- Wiedziałam o walkach. Dlaczego nie zareagowałam, nie powiedziałam komuś dorosłemu? Nie wiem. Teraz zdałam sobie sprawę, że to było złe - przyznaje jedna z uczennic.

- Myśleliśmy, że to zabawa - dodaje inny uczeń.

Główni organizatorzy walk pochodzą z dobrych rodzin, jednak były już z nimi problemy wychowawcze. Mieli obniżone oceny z zachowania, m.in. za wagary. Gdy zaczęło się policyjne dochodzenie, próbowali zastraszyć uczniów, by nie zeznawali przeciwko nim. Rodzice nie wierzyli, że są winni, do końca ich bronili. Policjantom udało się jednak zebrać dowody przeciwko organizatorom walk, mają m.in. nagrany przez gimnazjalistów film. Oprócz trzech głównych organizatorów zarzuty przedstawiono jeszcze 12 uczniom. Sprawa została już przekazana do sądu dla nieletnich.

- To zasługa szybkiej reakcji szkoły - mówi Korzonek.

W gimnazjum nie zapadła jeszcze decyzja co do dalszego losu uczniów podejrzanych o organizowanie bójek - nauczyciele i dyrektorka czekają na decyzję sądu. Mieszkańcy Skoczowa są wstrząśnięci.

- Dotąd o takich rzeczach czytaliśmy tylko w gazetach - nie dowierza Jan Pilch mieszkający niedaleko szkoły.

Także nauczyciele nie mogą się z tym pogodzić.

- W Skoczowie młodzież naprawdę ma co robić. Są u nas prężnie działające kluby sportowe, jest dom kultury. Tylko że współczesną młodzież coraz trudniej czymś normalnym zainteresować. Szybko się nudzi, szuka coraz to nowych wrażeń - martwi się Lucjan Zwardoń, nauczyciel wf.