Jak premier Ukrainy prawie nie pojechał do USA

Prozachodni prezydent Wiktor Juszczenko próbował zablokować wizytę w USA prorosyjskiego premiera Janukowycza.

Nie ma dnia, by na Ukrainie nie doszło do ambicjonalnych przepychanek na szczytach władzy. Tym razem zwycięsko z próby sił wyszedł prezydent Juszczenko.

Zgodnie z konstytucją to on czuwa nad polityką zagraniczną. Ale po wrześniowym wystąpieniu Janukowycza w Brukseli, gdy bez konsultacji z prezydentem zamroził on proces integracji Kijowa z NATO, Juszczenko premierowi nie ufa.

Przed zaplanowaną na przyszły tydzień oficjalną wizytą Janukowycza w Waszyngtonie Juszczenko zażądał więc, by premier przedstawił do akceptacji głowie państwa cele tej wizyty. Mimo że termin wyjazdu się zbliżał, odpowiedź z kancelarii premiera nie nadchodziła. W końcu trzy dni temu ukraiński MSZ kierowany przez sprzymierzonego z prezydentem Borysa Tarasiuka wysłał Amerykanom notę z prośbą o przeniesienie wizyty premiera na inny termin.

Po ogłoszeniu tej decyzji w Kijowie wybuchła dzika awantura. Premier publicznie oskarżył szefa MSZ o intrygi i nielojalność oraz stwierdził, że nie wyobraża sobie z nim dalszej współpracy. Tarasiuk tłumaczył, że wykonywał polecenie prezydenta, którego uważa za swego zwierzchnika.

Janukowyczowi z powodów prestiżowych bardzo zależy na wyjeździe do USA. Dlatego w ciągu jednego dnia premier opisał wreszcie cele swojej wizyty. Nie ma w nich nic nadzwyczajnego - premier potwierdza, iż będzie kontynuował kurs polityki zagranicznej prowadzony przez prezydenta Juszczenkę.

W dokumencie jest mowa o chęci wstąpienia Kijowa do UE, o kontynuowaniu integracji z NATO, choć zaznacza się, że ostateczną decyzję w tej sprawie naród podejmie w referendum.

W tezach jest także kilka ogólników - że demokratyczny wybór dokonany podczas pomarańczowej rewolucji jest trwały, że kraj chce umacniać swobody obywatelskie, walczyć z korupcją, gwarantować wolność słowa oraz że oczekuje w tych kwestiach pomocy od Amerykanów. Po kilkunastu godzinach od otrzymania dokumentu Juszczenko cele wizyty zatwierdził. Premier pojedzie do USA bez żadnych zmian.

"Prezydent pokazał muskuły" - komentują ukraińskie gazety. Było to pierwsze zwycięstwo Juszczenki po całej serii porażek, odkąd zgodził się w sierpniu, by Janukowycz - jego wielki rywal z czasów pomarańczowej rewolucji - stanął na czele rządu.

Od tego czasu Janukowycz bez skrupułów zdobywa coraz więcej władzy w sprawach gospodarczych i administracyjnych. Próbował nawet zlekceważyć konstytucyjne kompetencje Juszczenki w polityce zagranicznej i obronnej, ale teraz dostał prztyczka w nos.

- Wizerunek Ukrainy na świecie na pewno po ostatnim skandalu się nie wzmocni. Ale z drugiej strony rząd zrobił wielki błąd, organizując tak ważną wizytę jak w USA na własną rękę - mówi Jurij Szczerbak, b. ambasador Ukrainy w Waszyngtonie.

Nie wiadomo, czy po tak wielkiej awanturze stanowisko zachowa szef MSZ Borys Tarasiuk. Premier napisał już list do parlamentu z prośbą o ocenę jego pracy. Ale ostateczna decyzja w tej sprawie należy do prezydenta.

- Juszczenko będzie bronił Tarasiuka, dopóki nie będzie to dla niego zbyt kosztowne - mówi "Gazecie" ukraiński dyplomata. Prasa spekuluje, że nowym kandydatem prezydenta na szefa dyplomacji może być pracujący dziś w kancelarii głowy państwa Ołeksandr Czałyj, odpowiadający niegdyś w MSZ za integrację europejską.