"Wpuszczony w kanał" - bardzo brytyjska opowieść

A więc stało się - po raz pierwszy animatorzy ze studia Aardman zamiast swojej ukochanej plasteliny sięgnęli po animację komputerową! Głównym powodem tej decyzji było to, że bardzo dużą rolę w tym filmie odgrywa woda. A o ile z plasteliny można ulepić Wallace'a, Gromita, wściekłe gacie, uciekające kurczaki i królika-wilkołaka, o tyle jednak nie da się z niej zrobić falującej wody.

Zobacz trailer

Jak ujął to w wywiadzie animator David Bowers, "gdybyśmy to robili z plasteliny, wyszedłby nam z pewnością dużo bardziej suchy film". Tak naprawdę studio Aardman używało komputerów jeszcze w "Uciekających kurczakach", opracowało jednak metody tak doskonałego udawania plasteliny, że widz nie jest w stanie tego odróżnić (symulują nawet wirtualne odciski palców w rzekomej plastelinie!).

W jednej z pierwszych scen widzimy maskotkę przedstawiającą psa Gromita - wygląda praktycznie tak samo jak w czasach plastelinowych. Uwielbialiśmy go przecież nie za technikę, jaką jest animowany, tylko za szalony, specyficznie brytyjski humor filmów spod znaku tej wytwórni - a ten przetrwałby, nawet gdyby ten film nakręcono jakimś cudem z żywymi aktorami.

Dla przyjaciół Roddy

Głównym bohaterem jest elegancki i wypielęgnowany londyński szczur domowy Roderick St James - dla przyjaciół Roddy. Prowadzi luksusowy żywot jako ulubiona maskotka w bogatej rodzinie i nie przeszkadza mu życie w klatce, jest bowiem zadowolony z jej metrażu i dostępu do najwyższej klasy karmy.

Pewnego dnia jednak, gdy Roddy jest sam w domu, zjawia się u niego inny szczur - typowy dziki rattus norvegicus prosto z kanałów. Odtąd wydarzenia zaczynają się toczyć w błyskawicznym tempie. Roddy poznaje inne oblicze Londynu - podziemne miasto szczurów. Wplątuje się tu w intrygę godną samego agenta 007, w wyniku której spotyka piękną szczurzycę Ritę oraz szefa podziemnego podziemia, gangstera Ala Ropucha.

Szczurzy agent 007

Skojarzenie z agentem 007 nie jest przypadkowe. W oryginalnej wersji Roddy mówi głosem Hugh Jackmana, jednego z aktorów branych pod uwagę w poszukiwaniu następcy Pierce'a Brosnana. Nawet struktura opowieści przypomina wzorzec, z którego komponowane są bondowskie filmy - mamy dżentelmena w smokingu wśród opryszków, mamy "dziewczynę Bonda" (czyli w tym wypadku "samicę Roddy'ego"), mamy zwariowane pościgi oraz szalonego gangstera próbującego zagarnąć władzę nad światem.

Mieliśmy ostatnio trochę już irytującą falę trójwymiarowych filmów dla dzieci robionych jako ewidentna próba podrobienia formuły Shreka - w których masywny i małomówny bohater spotykał kogoś bardzo gadatliwego, a obu otaczają postacie z bajek opowiedzianych tym razem w "prawdziwej" wersji.

Bardzo brytyjski film

"Wpuszczeni w kanał" na szczęście zrywają z tym schematem. Rozgrywają przede wszystkim brytyjskość historii i jej twórców. Mamy tu kolekcję wszystkich najzabawniejszych popkulturowych pomysłów, jakie nam się kojarzą z Londynem i okolicami - a więc mamy obsesję na punkcie szufladek pochodzenia społecznego ("niższa wyższa klasa średnia"), futbolowych chuliganów, Bonda, rock and roll, animozje do Francuzów, zamiłowanie do żeglarskich przygód i oczywiście tajemnicze podziemia Londynu, tak ładnie wykorzystane wcześniej np. w "Nigdziebądź" Neila Gaimana czy w grze komputerowej "Tomb Raider III".

Bardzo brytyjski jest tu humor. Żarty w filmach animowanych często są przewidywalne, zwłaszcza w filmach z serii "shrekopodobnej": od razu się domyślamy, że siwa staruszka okaże się mistrzynią snowboardu, a groźny olbrzym - dobrodusznym tchórzem.

Na miarę skeczów Monty Pythona

Gagi we "Wpuszczonych w kanał" są tymczasem nieprzewidywalne niczym puenty w skeczach Monty Pythona. Nie chcąc tutaj spalić żadnego dowcipu, powiem tylko, że okazuje się, że wiele efektów dźwiękowych i muzycznych w tym filmie produkują dziwne zmutowane śpiewające ślimaki mieszkające w kanałach - ilekroć rozlega się muzyka, rozglądajcie się na ekranie w poszukiwaniu śpiewającego ślimaka, często ukrytego w jakimś najbardziej nieprawdopodobnym miejscu.

Daleko od toaletowego humoru

Na koniec jedna uwaga dla wrażliwych rodziców: chociaż akcja filmu rozgrywa się w kanałach, nie ma tutaj żartów o tematyce wulgarno-kanalizacyjnej. Ostatnio dowcipy na temat wydalania umieszcza się praktycznie w każdym filmie dla dzieci, no bo wiadomo, że nie ma lepszego sposobu na rozśmieszenie przedszkolaków od pokazania misia robiącego kupkę.

Twórcy tego filmu najwyraźniej świadomie i celowo starali się trzymać z daleka od tego typu skojarzeń. Kanały wypełnia tutaj krystalicznie czysta woda. Najwyraźniej do różnych brytyjskich stereotypów dodali tutaj jeszcze jeden - że dżentelmen o pewnych sprawach nie rozmawia. Nareszcie!