Trybunał Stanu umorzył sprawę Wąsacza

Sensacja w Trybunale Stanu: posłowie nie potrafili napisać aktu oskarżenia przeciwko Emilowi Wąsaczowi, Trybunał umorzył jego sprawę

Na wczorajsze posiedzenie Trybunału przyszły tłumy dziennikarzy i minister Wąsacz z dwoma obrońcami. - Sądzona jest prywatyzacja bardziej niż ja - powiedział dziennikarzom i podkreślił, że to sprawa polityczna. - Stałem się synonimem prywatyzacji i dlatego tu jestem.

Sejmowa komisja odpowiedzialności konstytucyjnej badała sprawę Wąsacza przez trzy lata. Uznała, że w 1999 roku zawarł on niekorzystną umowę sprzedaży 30 proc. akcji PZU holenderskiej firmie Eureko, w wyniku czego inwestor zyskał nieproporcjonalny wpływ na zarządzanie spółką. Posłowie uznali też, że Wąsacz sprzedał w 1998 roku Domy Towarowe "Centrum" po zaniżonej cenie. Sprawę badała prokuratura, ale ją umorzyła. Dwa lata później były minister miał doprowadzić do niekorzystnej sprzedaży akcji TP SA, na czym skarb państwa stracił 25 mln zł.

Trybunał zaskoczył wszystkich, także Wąsacza. Sprawę umorzył ze względów formalnych. - To, co nam przesłał Sejm, jest wyjątkowym prawnym bublem - mówił nam jeden z sędziów Janusz Margasiński (adwokat, wybrany do Trybunału z rekomendacji PiS).

Przede wszystkim uchwała Sejmu o postawieniu Wąsacza przed Trybunałem nie zawiera wniosku o pociągnięcie go do odpowiedzialności, który powinien być sformułowany tak jak akt oskarżenia. - To, co nam przysłano, nie zawiera zarzutów, kwalifikacji prawnej i uzasadnienia, w którym opisuje się dowody. Uznaliśmy, że nie ma aktu oskarżenia w tej sprawie.

Ale błędy posłów zaczęły się już w komisji odpowiedzialności konstytucyjnej. - Żaden jej protokół nie został sporządzony prawidłowo. Nie podpisali go posłowie, nie podpisało go kilkudziesięciu przesłuchanych świadków. Żaden ze świadków nie został uprzedzony o odpowiedzialności karnej np. za fałszywe zeznania, a Emil Wąsacz nie został pouczony ani o swoich obowiązkach, ani o prawach. Posłowie obradowali przez trzy lata, zrobili sprawozdanie ze swojej pracy i przedstawili je Sejmowi, i tyle. Ja nie wiem, jak marszałek Sejmu, dr prawa [był nim wówczas Włodzimierz Cimoszewicz] mógł przepuścić coś takiego - opowiada Margasiński.

- Wniosek komisji miał zaledwie dziesięć stron - mówił nam przewodniczący rozprawie Jarema Trzebiński (sędzia, wybrany do TS z rekomendacji PiS).

Z zarzutami nie zgadza się Józef Zych, przewodniczący komisji odpowiedzialności konstytucyjnej w Sejmie poprzedniej kadencji: - W sprawozdaniu znajdował się wniosek o pociągnięcie Wąsacza do odpowiedzialności konstytucyjnej - mówi. - Wszystkie dokumenty zostały przygotowane zgodnie z przepisami.

Co na to Wąsacz? - Dzisiejsze postanowienie może tylko wydłużyć procedurę. Jednak postawa Trybunału wskazuje, że badał sprawę bardzo szczegółowo i wnikliwie. To jutrzenka, po której mogę spodziewać się, że gdyby sprawa miała dalszy ciąg, wyrok będzie uniewinniający.

Sejmowi oskarżyciele poseł Jan Bury (PSL) i Edward Ośko (LPR) byli zdruzgotani postanowieniem Trybunału: - Byliśmy przekonani, że służby prawne Sejmu wiedzą, jak przygotować odpowiedni wniosek - mówił na gorąco Bury. - Złożymy zażalenie, a jeśli sąd utrzyma postanowienie w mocy, naprawimy błędy: będzie nowa uchwała komisji i nowa uchwała Sejmu w sprawie Wąsacza.

Wieczorem, gdy Bury ochłonął, stwierdził: - To marszałek Sejmu zdecyduje co dalej.

Jeśli posłowie odwołają się do II instancji Trybunału, zamiast pięciu sprawę rozpatrzy siedmiu sędziów. Wybrani zostaną w losowaniu, do puli nie wejdzie żaden z tych, którzy wczoraj decydowali o umorzeniu sprawy. Według prawników wniosku nie można "naprawić", jak chcą posłowie.

Prof. Piotr Winczorek, konstytucjonalista, też tak uważa. - Ewentualne poprawki byłyby możliwe, zanim sprawa trafiła z Sejmu do Trybunału. Dziś postępowanie się toczy i wydaje mi się, że nie ma możliwości wprowadzenia poprawek, zwłaszcza jeśli nie ma aktu oskarżenia, jak słyszę, Sejm nie ma do czego wracać.

Tymczasem jeśli pojawi się nowy wniosek w sprawie Wąsacza, nie wiadomo, czy posłowie go poprą. Koalicja i SLD zapowiadają głosowanie za ewentualnym wnioskiem. PO nie jest zdecydowana: - Zarzuty Trybunału są poważne, musimy je przeanalizować - mówi poseł Platformy Zbigniew Chlebowski.