Afganistan: Polacy trafią w region krwawych walk

Polskie siły specjalne wysłane na operację w Afganistanie mogą wziąć udział w krwawych walkach na południu tego kraju.

Do tej pory MON twierdził, że nasi żołnierze mają brać udział w operacjach na wschodzie Afganistanu, czyli w rejonie bezpieczniejszym. Jednak - jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie - sił specjalnych wchodzących w skład kontyngentu afgańskiego dowództwo będzie mogło użyć na terenie całego kraju - również na południu, gdzie toczą się krwawe walki między wojskami NATO a talibami.

Wszystko wskazuje na to, że polskie jednostki wejdą w skład lotnych grup amerykańskich i brytyjskich walczących z talibami. NATO i Amerykanom szczególnie zależy na wzmocnieniu południowego frontu. Na skierowanie swoich żołnierzy na południe nie zgodziły się ostatnio Niemcy.

W polskim kontyngencie, który będzie liczył około 1080 osób, znajdzie się aż stu żołnierzy sił specjalnych, głównie z jednostki GROM. - NATO szczególnie na tym zależało, w Afganistanie brakuje tego typu wojsk, takich jednostek nie mają Niemcy - powiedział nam jeden z oficerów. - Wiadomo, że takie jednostki będą obowiązują specjalne zasady. Trudno, aby w przypadku nagłych działań ustalać cokolwiek na szczeblu dyplomatycznym - dodał.

Wiadomo już, że trzonem sił będą żołnierze 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego. Do ich dyspozycji zostanie oddanych około 60 samochodów opancerzonych Hummer. Wspierać ich będzie 17. Brygada Zmechanizowana (ok. 30 transporterów opancerzonych Rosomak), do tego dojdą logistycy z Bydgoszczy.

W skład kontyngentu wejdą sanitarki Ryś zbudowane na podwoziu Skota, ale nie czołgi - choć zwolennikiem użycia tej broni jest dowódca wojsk lądowych czołgista gen. Władysław Skrzypczak. Zdaniem dowódców operacji NATO czołgi w Afganistanie nie są potrzebne, a niebywale kosztowne byłoby ich utrzymanie. Natomiast wysłane zostaną sprzężone działka przeciwlotnicze ZSU na podwoziu pancernym, które strzelając na wprost, mają zapewnić osłonę naszym wojskom. Podobne działka były wykorzystywane przez polskich żołnierzy w Iraku - ich ogień miał powstrzymywać samochody z ewentualnym zamachowcami. Całość będzie uzupełniana przez kilkaset ciężarówek i innych pojazdów. Z powietrza nasze jednostki będą wspierać amerykańskie śmigłowce.

W piątek w Sztabie Generalnym z planami operacji afgańskiej zapoznali się członkowie sejmowej komisji obrony narodowej. - Od strony wojskowej przygotowaniom nie można nic zarzucić - powiedział nam Janusz Zemke (SLD). - Jednostki są wytypowane, dobrze wyposażone, przygotowują się do działań w górach. Budzi wątpliwość, czy operacja jest dobrze zabezpieczona kontrwywiadowczo.

Do Afganistanu jako dowódca całego kontyngentu wyjedzie gen. Tadeusz Buk - który ma już za sobą misję w Iraku. Jednak polskie oddziały będą podlegały różnym dowódcom operacyjnym, np. 82. Dywizji Spadochronowej z USA.

Polska otrzymała także stanowisko zastępcy szefa operacji ISAF: będzie nim generał Zdzisław Goral - zastępca dowódcy korpusu armijnego NATO w Turcji.

Do Polski 9 listopada wróciła misja rekonesansowa, która przedstawiła wstępny raport w sprawie warunków działania polskich żołnierzy. Uznała je za bardzo trudne. Misja wskazała także uwagę na zaostrzanie się sytuacji w Afganistanie.

Według MON nasi żołnierze rozpoczną służbę w lutym, ale pierwsze oddziały będą przerzucane do Afganistanu już w grudniu. Przerzut zdecydowali się sfinansować Amerykanie, żołnierze polecą samolotami, natomiast sprzęt znajdzie się na pokładzie kontenerowca, który dostarczy go do Pakistanu - stamtąd koleją ma dojechać do granicy afgańskiej.