Gronkiewicz-Waltz bez poparcia Borowskiego

Nie będzie koalicji Platformy z Lewicą i Demokratami w Warszawie, Marek Borowski nie poprze Hanny Gronkiewicz-Waltz

To już koniec kilkudniowych podchodów politycznych. W drugiej turze wyborów na prezydenta Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO) rywalizować będzie z Kazimierzem Marcinkiewiczem (PiS) bez wsparcia Marka Borowskiego. 170 tysięcy wyborców, którzy w ostatnią niedzielę oddali głosy na szefa SdPl, nie doczeka się rekomendacji od swego kandydata.

Jej warunkiem była obietnica koalicji PO-LiD w Radzie Warszawy. Choć Platformie brakuje do większości czterech radnych, jej liderzy przez cały czas powtarzali jednak, że chcą rządzić samodzielnie - namawiając do popierania projektów PO radnych opozycyjnych z PiS i LiD - i apelowali do sumienia Borowskiego, by pomógł odsunąć PiS od władzy w stolicy. Wzmacniali swój apel licznymi komplementami pod adresem lidera centrolewicy, a nieoficjalnie dodawali, że wyborcy Borowskiego i tak zagłosują za kandydatkę PO, więc cena koalicji z "postkomunistami" jest zbyt wysoka.

Wczoraj szef Platformy Donald Tusk oświadczył: - Bardzo szanuję wyborców Marka Borowskiego, ale ich głosy potrzebne są na rzecz tej zmiany, a nie na rzecz satysfakcji politycznej czy materialnej poszczególnych działaczy. Liczę na to, że sympatycy pana Marka Borowskiego wesprą Hannę Gronkiewicz- Waltz.

Na reakcję liderów centrolewu czekał tylko kilka godzin. Po południu sprawa była już jasna.

Borowski ogłosił: - Jak komuś zależy na poparciu, powinien wystąpić z jakąś inicjatywą. Porozumienie koalicyjne w tych warunkach wydawało się naturalne. Odpowiedź Donalda Tuska była jednak negatywna. Nie widzę więc uzasadnienia, by rekomendować wyborcom kogokolwiek. Sami podejmą decyzję, na kogo zagłosować.

Lider SdPl dodał, że z obozu PO dobiegają sygnały o chęci dogadywania się w samorządach z PiS, co stawia pod znakiem zapytania wiarygodność lansowanego przez Platformę hasła "zatrzymać PiS". Szef SLD Wojciech Olejniczak deklarował, że centrolewicy jest tak samo daleko do PiS, jak i do PO, a szef PD Janusz Onyszkiewicz dziwił się, że PO ma opory przed porozumieniem z LiD, a zarazem blokowała swoje listy z PSL - czyli dawnym ZSL, oraz z KPEiR - czyli partią Mariusza Łapińskiego, byłego ministra zdrowia w rządzie Leszka Millera.