PiS: Nasz wojewoda przypilnuje ''wasze'' sejmiki

- To pomysł rodem z PRL, wbrew konstytucji - alarmuje prof. Michał Kulesza

Spór idzie o ustawę o zasadach prowadzenia polityki rozwoju na szczeblu rządu i samorządu. Dziś ma o niej debatować Sejm. Z inicjatywy posła Krzysztofa Jurgiela z PiS wpisano do niej, że wojewoda będzie miał prawo wetować każdą inwestycję sejmików z unijnych dotacji, jeżeli uzna, że były "nieprawidłowości przy wyborze projektów". I będzie mógł nakazać powtórzenie konkursu.

Samorządowcy uznali, że to oznacza koniec ich niezależności. Przekonali do swoich racji Senat - w którym PiS ma większość - i ten odrzucił przepis. Jednak posłowie PiS chcą go przywrócić.

- Nie wiem, dlaczego senatorowie podjęli taką decyzję - powiedział wczoraj "Gazecie" szef klubu PiS Marek Kuchciński. - Zdanie klubu PiS jest niezmienne. Uważamy, że zasadne i konieczne jest wzmocnienie kontroli ze strony wojewody nad polityką rozwoju, decyzjami i projektami zgłaszanymi przez sejmiki wojewódzkie, by przy podziale unijnych pieniędzy nie było nieprawidłowości.

I dalej tłumaczy: - Jeżeli samorządy będą dbały tylko o wybrane miejscowości, z których np. pochodzi marszałek czy członek zarządu, to musimy przyjąć taką konstrukcję, która daje wojewodzie specjalne uprawnienia.

Wtóruje mu autor spornej poprawki poseł Jurgiel: - PiS kładzie największy nacisk na naprawę państwa, walkę z korupcją i wszelkimi patologiami. Te patologie zdarzały się także przy rozdziale środków unijnych przez marszałków. Odpowiedzialny za prawidłowe wykorzystanie środków unijnych jest rząd, który musi mieć możliwość ingerencji, jeżeli są nieprawidłowości. Ta poprawka pozwala na to.

Opozycja jest oburzona. - To zamach na samorządność. Samorządy same wiedzą najlepiej, jaka inwestycja jest potrzebna w regionie. Zapowiadanie, że wojewoda może zawetować regionalną inwestycję, to nieporozumienie. Co gorsza, taka poprawka łamie unijne zasady i może spowodować konflikt z UE - mówi Danuta Jazłowiecka, posłanka PO zajmująca się ustawą.

Wojciech Olejniczak, lider SLD: - PiS nie ma większości w sejmikach, więc nie pozostało mu nic innego, jak walczyć o to, by wojewoda kontrolował pieniądze unijne. Na to zgody być nie może - mówi.

Samorządy będą miały w latach 2007-13 ponad 16 mld euro z unijnych funduszy na rozwój. Takie pieniądze polskie regiony mają do wydania po raz pierwszy. Mogą je przeznaczyć na drogi, ekologię, walkę z bezrobociem - o tym właśnie decyduje samorząd wojewódzki. Za to, jak będą dzielone, ma odpowiadać marszałek, a tego wybiera sejmik.

Żeby odrzucić decyzję Senatu i umożliwić kontrolę rządu nad samorządami, potrzeba większości kwalifikowanej. PiS ma ją wspólnie z LPR i Samoobroną. Wczoraj nie udało się nam ustalić, jakie stanowisko zajmą partie koalicyjne.

Debata o ustawie już dziś. Głosowanie prawdopodobnie w nocy.

Dla Gazety

prof. Michał Kulesza

specjalista z dziedziny samorządów

Ten przepis godzi w ustrojową samodzielność samorządu przy realizacji zadań własnych. To byłoby sprzeczne z konstytucją. Może doprowadzić do sytuacji, gdy wojewodzie nie podoba się projekt A, stwierdzi, że lepiej realizować projekt B, i wybór projektu A nazwie nieprawidłowością. To zaprzeczenie idei samorządu, w prostej linii myślenie z okresu, gdy rady narodowe w PRL realizowały jednolitą linię polityki rządu. To koniec samorządności. Może to powodować destrukcję mechanizmu państwowego. Wytwarza konkurencję pomiędzy marszałkiem a wojewodą. To pozwala stosować naciski i buduje wokół wojewody "dwór" tych, którzy przegrali wybory na poziomie regionalnym.