Janukowycz wyrzuci prozachodnich ministrów?

Premier Ukrainy Wiktor Janukowycz chce usunąć z rządu dwóch prozachodnich ministrów - szefa MSZ Borysa Tarasiuka i kierującego resortem obrony Anatolija Hrycenkę.

Ministerstwo obrony i MSZ to zgodnie z konstytucją Ukrainy "resorty prezydenckie" - ich szefów wyznacza prezydent. Wiktor Juszczenko szefem MSZ jeszcze w rządzie Julii Tymoszenko uczynił Tarasiuka, polityka - jak mówią w Kijowie - "symbolizującego euroatlantycki kurs Ukrainy", zwolennika integracji kraju z NATO i UE. Tarasiuk stanowczo występuje przeciw powrotowi Ukrainy do strefy wpływów rosyjskich, za co Kreml odpowiada mu nieskrywaną wrogością.

Taki minister spraw zagranicznych to dla flirtującego ze wschodnim sąsiadem premiera Janukowycza kukułcze jajo. - Na tym stanowisku siedzi człowiek tak pozbawiony sumienia, tak nieodpowiedzialny jak Tarasiuk. On myśli, że robi na złość Janukowyczowi, a źle robi krajowi - oburzał się szef ukraińskiego rządu w niedzielnym wywiadzie dla telewizji "Inter".

- Ostro i jednoznacznie postawię przed prezydentem, przed parlamentem kwestię obsady stanowiska ministra spraw zagranicznych - zapowiedział Janukowycz.

Czarne chmury zbierają się też nad Hrycenką, który robi, co może, by zreformować ukraińskie siły zbrojne i dostosować je do standardów NATO. Z ministrem obrony, jak twierdzi Janukowycz "sprawa ma się inaczej" niż z Tarasiukiem.

- Widziałem raport sporządzony przez wydział kontrolno-rewizyjny... Tam wskazano na szereg poważnych wykroczeń, jeśli nie nadużyć. Nie chcę o tym mówić, dopóki na ten temat nie wypowiedzą się organy ochrony prawa, a może nawet i sądy - mówił w wywiadzie dla "Interu" Janukowycz.

Prezydent Juszczenko najwyraźniej nie chce oddać swoich ministrów bez walki. Jego służby prasowe w opublikowanym wczoraj oświadczeniu napisały, że "prezydent w pełni popiera działalność Tarasiuka na stanowisku ministra spraw zagranicznych" i przestrzegły, że próby jego odwołania "zepsują współpracę" między prezydentem a rządem.