Zamiana corhydronu wskutek walki konkurencji?

Bolesław Piecha nie wyklucza, że wprowadzenie na rynek corhydronu o złym składzie może być elementem walki konkurencji.

Wiceminister zdrowia wyjaśnił, że wstępny raport wskazuje, iż do błędu doszło nie w trakcie produkcji, lecz przy metkowaniu fiolek z lekiem.

Gość Programu Trzeciego Polskiego Radia tłumaczył, że przed wypuszczeniem na rynek specyfik ma okres kwarantanny w magazynie. Wówczas to sprawdza się, czy z jest z nim wszystko w porządku. Jeśli wyniki kontroli są pozytywne, na fiolki czy ampułki nalepia się etykietki z nazwą producenta, serią leku i datą produkcji. Bolesław Piecha wskazał, że być może to w tej sytuacji doszło do podmiany nalepek.

Wiceminister zdrowia powiedział, że na rynek trafiło kilka serii corhydronu, z których zostały przebadane dwie. Dodał, że już w styczniu nastąpiło pierwsze zawieszenie produkcji leku ze względu na to, że wywołał działania niepożądane i konieczna była jego kontrola. Ponieważ niczego nie wykazała, preparat powrócił na rynek. Trafił przede wszystkim do lecznictwa zamkniętego, czyli przychodni i gabinetów lekarskich.

Gość Programu Trzeciego Polskiego Radia wskazał, że 31 października Główny Inspektor Farmaceutyczny otrzymał informację o złym składzie leku i to wówczas powinien był podnieść alarm. Procedura w prawie farmaceutycznym przewiduje bowiem, że to Główny Inspektor Farmaceutyczny podejmuje działania, bo jest organem wydającym decyzje. Zaznaczył, że błędem Zbigniewa Niewójta było to, iż zbagatelizował sytuację, uznając za wystarczające standardowe procedury.

Wiceminister zdrowia dodał, że przepisy przewidują, iż to producent leku jest absolutnie zobowiązany podjąć wszelkie możliwe działania w razie wykrycia takiej sytuacji jak ta z corhydronem.

Podkreślił, że za zaniechania Jelfa poniesie konsekwencje. Zapewnił, że ze strony Ministerstwa Zdrowia podjęto działania polegające na wysłaniu listów do wszystkich lekarzy i pielęgniarek z informacją o szkodliwym składzie corhydronu.