Bogatych przybywa - nadciąga boom w biżuterii

Największa w Polsce - obok Aparta - sieć salonów z biżuterią W. Kruk podwyższyła prognozę zysku w tym roku o jedną trzecią - do 10 mln zł. Firma liczy na boom w branży dzięki szybko rosnącej grupie bogatych Polaków

Przez kilka tygodni przed świętami stoję za ladą naszego salonu w Poznaniu i robię to co mój ojciec i dziadek. Sprzedaję biżuterię i doradzam klientom. Uwielbiam słuchać ich komentarzy. Kiedy mówię, że nie mogę dać większego upustu, nieraz słyszę: "Proszę się nie martwić, załatwię to u pana Wojtka" - opowiada Wojciech Kruk, prezes rady nadzorczej Grupy W. Kruk i wraz z rodziną właściciel ok. 27 proc. akcji. Wojciech Kruk, były senator, to w Poznaniu postać znana.

W środę po raz pierwszy pojawił się na konferencji prasowej poświęconej wynikom finansowym. Firma ogłosiła, że podnosi prognozę zysku netto - ma on wynieść 10 mln zł. Zyski firmy regularnie rosną od 2003 r., kiedy firma zaliczyła gorzką wpadkę. Grupa W. Kruk to nie tylko biżuteria - jedna trzecia jej przychodów przypada na ekskluzywną włoską odzież sprzedawaną pod szyldem Deni Cler (do klientek należą m.in. Henryka Bochniarz i Hanna Gronkiewicz-Walz). Firma postanowiła wówczas zdobyć portfele dwudziestolatek. Zmieniła kolekcję Deni Cler na bardziej awangardową i próbowała wylansować nową "młodzieżową" markę Mia Piu. Próba ta zakończyła się stratą prawie 6 mln zł za cały rok. - Kierownictwo firmy zapomniało, że dojrzałe kobiety mają cztery razy więcej pieniędzy niż te bardzo młode - mówi Wojciech Kruk.

Choć zyski szybko rosną, nie można tego powiedzieć o tegorocznych przychodach. W ciągu trzech kwartałów wyniosły 82,8 mln zł i nie zmieniły się w skali roku. Wojciech Kruk tłumaczy to efektem wysokiej zeszłorocznej bazy. Sukcesem była obecność firmy na Expo w Japonii, gdzie wyroby, głównie z bursztynu, rozchodziły się jak świeże bułeczki. Firma zyskała 3 mln zł dodatkowych przychodów.

W przyszłym roku firma zamierza wydać na inwestycje ok. 14 mln zł, z czego 3-4 mln na system informatyczny. Resztę na nowe salony. Obecnie ma ich 40 pod szyldem W. Kruk i 24 Deni Cler. W przyszłym roku przybędzie ich 11, zaś w 2008 r. - osiem. Ma to być koniec rozbudowy sieci.

Polacy kupują coraz więcej biżuterii. Średnia transakcja w salonach W. Kruk opiewa na 430 zł, dwie trzecie zakupów jest poniżej tej kwoty. Nabywcę znalazł też jednak pierścionek z brylantem za 350 tys. zł. Kilkanaście procent sprzedaży firmy przypada na szwajcarskie zegarki, np. Maurice Lacroix, Roleksa czy Rado. Zegarki i brylanty to najszybciej rozwijające się segmenty rynku. - Rok ma u nas 15 miesięcy. Sprzedaż w okresie przedświątecznym to równowartość trzech miesięcy - mówi Wojciech Kruk.

Liczy na to, że branża będzie się rozwijać znacznie szybciej niż gospodarka. - Na początku lat 90. rynek towarów luksusowych rozwijał się wolniej, bo klienci kupowali podstawowe rzeczy, jak samochody czy telewizory. Dopiero tworzyły się elity biznesowe - mówi Kruk. - W ciągu dziesięciu lat zarobki w Polsce mają się podwoić.

Przez rok kurs giełdowy spółki wzrósł trzykrotnie. W środę - po podaniu wyników kwartalnych - wzrósł o 4 proc., do 102 zł.

Czy Kruk sprzeda swoje akcje? - Nie wyobrażam sobie tego. Mój ojciec i dziadek przewracaliby się w grobie - mówi i zaraz dodaje, że "w dającej się przewidzieć przyszłości" nie przewiduje emisji akcji.

Chlubiący się 160-letnią tradycją W. Kruk walczy o polski rynek z dwiema innymi firmami z Poznania - Apart i Yes.

Jak szacuje prezes Grupy W. Kruk Jan Rosochowicz, mają łącznie 40-50 proc. rynku w miastach powyżej 200 tys. mieszkańców. Zaciekle walczą ze sobą o miejsca w centrach handlowych.

Ile jest wart rynek jubilerski w Polsce? Ciężko go oszacować, bo jest bardzo rozdrobniony, istnieje pokaźna szara strefa, zaś część sklepów sprzedaje i biżuterię, i np. ubrania. Według krakowskiej firmy badawczej PMR w 2003 r. - to najświeższe dane - wartość sprzedaży biżuterii wyniosła 420 mln euro.