Rosjanie wydają setki miliardów dol. na łapówki

Rosjanie dają łapówek tak dużo, że wystarczyłoby na cały budżet państwa - przyznały wczoraj władze Rosji.

Rosyjscy politycy od lat oskarżali organizacje pozarządowe o zawyżanie szacunków dotyczących rosyjskiej korupcji. Wczoraj zastępca prokuratora generalnego Aleksandr Buksman zgodził się, że na łapówki Rosjanie wydają co roku co najmniej 240 mld dol, a może nawet - przyznał prokurator - równowartość budżetu Rosji, czyli 290 mld dol.

Łapówki dawane przez zwykłych Rosjan to tylko jedna dziesiąta tej sumy - mówi Kirył Kabanow z rosyjskiego oddziału Transparency International. - Resztę płacą firmy. Zdaniem ekspertów każdy biznesmen w Rosji musi pogodzić się z utratą średnio 7 proc. obrotów, które idą na łapówki za rozmaite licencje, przetargi lub powstrzymanie kontroli skarbowych.

Rosyjscy urzędnicy wyjątkowo agresywnie zabiegają o łapówki. - Nasyłają na firmy milicję, prokuraturę lub kierują pozwy do sądu, by wymóc na biznesmenach daninę - tłumaczy Kabanow. - Najwięcej płaci się w budownictwie, przy wynajmie państwowych lokali oraz przed otwarciem dużych sklepów.

Rosyjską specyfiką jest olbrzymia i wciąż rosnąca akceptacja dla łapówkarstwa. Zgodnie z sondażami ośrodka Indem "całkowicie nie toleruje i nie rozumie" łapówkarstwa zaledwie co 20. Rosjan. Pięć lat temu takich ludzi było w Rosji cztery razy więcej.

Rosjanie cenią łapówkarski system, bo pozwala im obejść tysiące skomplikowanych i nieżyciowych przepisów, które można szybko uchylić niewielką kwotą. Napychanie kieszeni dzięki urzędniczej posadzie jest tu często postrzegane jako wyraz zaradności życiowej i sprytu, a ulokowanie dziecka na dobrym stanowisku w państwowym urzędzie to marzenie wielu rodziców.

W najnowszym rankingu Transparency International Rosja zajęła dalekie 127. miejsce (Polska - 61.) na liście 163 krajów. Prezydent Władimir Putin uczynił walkę z korupcją jednym z głównych tematów swych przemówień do narodu, ale - zdaniem obserwatorów - wielu kremlowskich urzędników także, jak się mówi w Rosji, "bierze procenty" od kontraktów gazowych i naftowych. Prezydent nie wypowie antykorupcyjnej wojny rzeszom urzędników, bo ich bunt byłoby dla Kremla większym zagrożeniem niż uliczne protesty nielicznych demokratów.