Wiceambasador USA: Giertych powinien odejść

- Giertych musi odejść - tym razem to nie cytat ze stron internetowych poświęconych walce z liderem LPR. Takie słowa, choć nie wprost, padają z ust amerykańskiego dyplomaty.

Więcej o sprawie czytaj też jutro w "Gazecie Wyborczej"

Graczyk: To zadziwiające wypowiedzi: zobacz wideo

Na spotkaniu jednego z sekretarzy stanu w kancelarii premiera Leszka Jesienia z wiceambasadorem Stanów Zjednoczonych Kenethem Hillasem padły słowa, które mogą świadczyć o tym, że USA naciskają na Polskę w sprawie członków naszego rządu. Reporterowi radia TOK FM udało się dotrzeć do poufnej notatki z tego spotkania.

Z notatki wynika, że jednym z tematów rozmowy była kwestia debaty o skutkach wojny w Iraku dla ludności cywilnej, której domaga się wicepremier Roman Giertych. W odniesieniu do słów Giertycha "Chcemy wiedzieć, ile niewinnych ofiar zginęło w Iraku w ostatnich trzech latach" amerykański dyplomata miał powiedzieć: - Gdyby wicepremier rządu na przykład w Niemczech, Danii czy Francji wypowiedział takie słowa, zostałby odwołany. Hillas dodał, że ambasador USA w Polsce chce się w tej sprawie spotkać z premierem Jarosławem Kaczyńskim.

Węglarczyk: To nie do zaakceptowania: zobacz wideo

- To, co powiedział amerykański dyplomata, jest nie do zaakceptowania - tak notatkę komentuje wieloletni korespondent "Gazety Wyborczej" w Stanach Zjednoczonych Bartosz Weglarczyk. Zaskoczenia takimi słowami wiceambasadora nie kryje również profesor Zbigniew Lewicki, amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego. - Jestem tym zbulwersowany. Uważam, że jeśli tego typu ingerencja nastąpiłaby w innych krajach zachodnich, to departament stanu bardzo poważnie zastanowiłby się nad dalszą karierą takiego dyplomaty - powiedział.

- Takich rzeczy nie mówi się przypadkiem. To jest przemyślana sprawa i on (Hillas - red.) nie mógł tego powiedzieć bez zgody swoich przełożonych w Waszyngtonie. Nie ukrywajmy, że jest to forma nacisku i jako taka powinna być traktowana - powinna być traktowana nagannie - dodaje Bartosz Węglarczyk.

Notatka trafiła w ręce kilku ministrów, w tym wicepremiera Romana Giertycha. Napisał on w tej sprawie list do minister spraw zagranicznych Anny Fotygi domagając się wyjaśnień. W liście Giertych napisał m.in. "Z poniższej notatki wynika niedopuszczalna w moim przekonaniu ingerencja Stanów Zjednoczonych w wewnętrzne sprawy Rzeczpospolitej Polskiej oraz naruszenie ogólnych zasad wolności debaty publicznej w naszym kraju". Kopie tego listu znalazły się również na biurkach premiera i prezydenta.

Więcej o sprawie czytaj też jutro w "Gazecie Wyborczej"