O wizycie Powella w Chinach

Administracja George'a W. Busha oskarżała Clintona o miękkość wobec Chin. Teraz sama złagodziła ton

O wizycie Powella w Chinach

Administracja George'a W. Busha oskarżała Clintona o miękkość wobec Chin. Teraz sama złagodziła ton

Chyba każda administracja amerykańska, choćby bardzo ciągnęło ją ku polityce powstrzymywania i izolowania Pekinu, prędzej czy później robi zwrot i zmierza do dialogu. Tak dzieje się od czasów Richarda Nixona, pierwszego amerykańskiego prezydenta, który przyjechał do komunistycznych Chin i dokonał przełomu we wzajemnych stosunkach.

W czasie kampanii wyborczej zwolennicy Busha wyśmiewali Billa Clintona za jego złudzenia wobec Chin nazwanych w 1998 r. przez ówczesnego prezydenta "regionalnym partnerem USA". Coraz bardziej agresywne Chiny nijak na to miano nie zasługiwały i Republikanie mieli powody do kpin. Kiedy ludzie Busha zaczęli ostro przemawiać do Chin, piętnując nadużycia praw człowieka (Falun Gong i Tybet), Pekin nie przejął się zbytnio.

Szczytowym momentem próby sił nowej administracji USA z Pekinem był tzw. kryzys samolotowy. 1 kwietnia chiński pilot staranował amerykański samolot wywiadowczy EP-3, który odbywał rutynową misję w pobliżu południowego wybrzeża Chin. Przez 11 dni Pekin przetrzymywał załogę na wyspie Hajnan, a maszynę zwolnił dopiero po trzech miesiącach. Sprawa EP-3 i w Ameryce, i w Chinach obudziła wzajemne uprzedzenia i niechęci. W cztery miesiące później sytuacja zdaje się wracać do normy.

W latach 90. kryzysy w stosunkach chińsko-amerykańskich wybuchały cyklicznie. Uwagę analityków zwraca raczej szybki powrót do normy, choć tym razem Amerykanie dali Chinom sporo powodów do chowania urazy. EP-3 stał jeszcze na Hajnanie, gdy Bush zaoferował Tajwanowi "pakiet zbrojeniowy" wart 4 mld dol. z okrętami podwodnymi włącznie oraz oświadczył, że USA "będą bronić Tajwanu za wszelką cenę". Na dodatek do Stanów został zaproszony tajwański prezydent Chen Shui Bian i przywódca Tybetańczyków Dalajlama - osobistości, oględnie mówiąc, nie cieszące się sympatią Pekinu. Nic dziwnego, że znawcy wróżyli ochłodzenie na następny rok, dwa lata. Tymczasem Chiny złożyły protesty... i przeszły do porządku dziennego. Do żadnego rzucania kamieniami w amerykańską ambasadę (tak jak w 1999 r. po zbombardowaniu ambasady Chin w Belgradzie) nie dopuszczono.

Dlaczego wszystko rozeszło się po kościach? Najpewniej z powodów gospodarczych. W kwietniu, u szczytu kryzysu EP-3 amerykańskie linie lotnicze United Airlines i United Parcel Service uruchomiły nowe bezpośrednie loty do Chin. Ford zainwestował 49 mln dol. w Chongqinie, CNH z Wisconsin za 45 mln dol. w fabrykę traktorów w Szanghaju. Chiny nie bardzo mogą sobie pozwolić na długie dąsanie się na Stany, gdy wartość wzajemnych obrotów handlowych wynosi 116 mld dol., a chińska nadwyżka przekracza 80 mld dol.

A więc rację mają ci, którzy twierdzą, że handel jest najlepszym sposobem na rozbrojenie Chin?

David Shambaugh, czołowy amerykański komentator spraw chińskich, twierdzi, że w stosunkach ChRL - USA zaczyna się wyjątkowo skomplikowany okres, w którym politykę kształtują sprzeczne interesy. Chiny chcą np. zostać główną potęgą polityczną w Azji, zajmując miejsce Stanów. Ale z drugiej strony trzeba się dogadywać, bo obydwie gospodarki (amerykańska uciekająca przed recesją i chińska szukająca dalszych możliwości wzrostu) są sobie niezbędne.

Dlaczego Chiny wywołały kryzys hajnański? Dlaczego Wang Wei podleciał dwukrotnie niebezpiecznie blisko do EP-3, przez co stracił życie, ale zyskał miano bohatera narodowego? Większość analityków mówiła, że prezydent Jiang Zemin uległ presji generałów i nacjonalistycznym nastrojom aparatu partyjnego. Ale nie wszyscy. Specjalizujący się w sprawach Azji hongkoński tygodnik "Far Eastern Economic Review" napisał, że Jiang Zemin wywołał kryzys z rozmysłem. Zdaniem pisma (powołującego się na własne źródła w chińskim rządzie) Pekinowi chodziło o uświadomienie Stanom, że Chiny, choć znacznie słabsze militarnie, mogą "namieszać" w regionie. I o ostrzeżenie Busha, by ich nie lekceważył. Na ile ta gra zakończyła się sukcesem, okaże się zapewne przy następnym spięciu.

Maria Kruczkowska