Wyrok rozczarowuje - komentarz Ewy Siedleckiej

Wczorajszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego rozczarowuje. Trybunał uznał, że nie naruszają wolności słowa przepisy, które pozwalają wymierzyć dziennikarzowi karę do dwóch lat więzienia za pomówienie. I że prawo cywilne to za mało do ochrony godności naruszanej przez media.

Mamy anachroniczne prawo. Wiadomo, że osoby publiczne powinny być słabiej chronione przed krytyką. Że dziennikarzy nie należy karać surowiej niż innych ludzi, a już szczególnie za stawianie prawdziwych zarzutów.

To prawo wymaga zmiany. Szkoda, że tylko trzech sędziów Trybunału to zauważyło.

Ale wypada uderzyć się w dziennikarskie piersi. Za wyciąganie osobistych spraw osobom, które bynajmniej nie sprawują władzy, nie dysponują publicznymi pieniędzmi, nie mieszają się do polityki.

We wczorajszym wyroku Trybunał przypomniał, jak dziennik "Fakt" potraktował wyrok sądu cywilnego, który nakazał gazecie przeprosić aktorkę Joannę Brodzik. Opublikował przeprosiny, ale w sposób unieważniający ich treść, wśród kilkunastu prawdziwych i wymyślonych przeprosin.

To nie koniec sprawy. W Trybunale czeka jeszcze skarga konstytucyjna na te same przepisy. Przyłączył się do niej rzecznik praw obywatelskich. Dzisiejsze uzasadnienie Trybunału jest tak lakoniczne, że daje miejsce na rozważenie w przyszłości innych argumentów. A więc i na inny wyrok.