Sondaż: Dzieci w szkole są samotne

Co trzeci uczeń i co trzeci nauczyciel przyznają, że przemoc w ich szkole jest poważnym problemem. Ale o konfliktach w klasie dzieci nie mówią rodzicom, bo nie wierzą, że to coś da

Takie są wyniki badań CBOS-u przeprowadzonych w ramach kampanii "Szkoła bez przemocy"*. CBOS przepytał prawie 4 tys. uczniów ze 150 podstawówek, gimnazjów i liceów, 900 nauczycieli i ponad 500 rodziców. Okazało się, że polskie dzieci czują się w szkole samotne, a dorośli nie wiedzą, co z tym zrobić.

- Dzisiejsza szkoła jest jak przestrzeń niczyja, do której nikt się nie chce przyznać - komentuje dr Anna Giza-Poleszczuk, socjolog z UW. - Rodzice twierdzą, że to, co się tam dzieje, to sprawa nauczycieli. Nauczyciele odżegnują się od funkcji wychowawczych. Jedynie uczniowie mówią, że chcą wziąć odpowiedzialność za to, co się w szkole dzieje, tylko nie mają partnerów do dyskusji.

Z badań CBOS wynika, że polscy uczniowie im dłużej się uczą, tym mniej lubią szkołę. O ile w podstawówce jeszcze co drugi ze szkołą sympatyzuje, to już w liceum tylko co czwarty. Podobnie z odpowiedziami na pytanie: Czy masz w szkole prawdziwych przyjaciół? Tylko 43 proc. licealistów jest o tym przekonana. Jeszcze w szkole podstawowej do posiadania przyjaciół przyznaje się 65 proc. dzieciaków. Uczniowie polskich szkół nie czują się też doceniani. Tylko co dziesiąty licealista odpowiedział: "Tak, czuję się doceniany w szkole" (w podstawówkach twierdząco odpowiedziało 21 proc. pytanych, w gimnazjach - 15 proc.). Większość uczniów też nie czuje, że się w szkole rozwija. Przyznają się również do tego, że lekcje ich w ogóle nie interesują (w liceum o zainteresowaniu lekcjami mówi co piąty uczeń, co drugi przyznaje, że na lekcji się nudzi).

Uczniowie najczęściej uważają, że nie ma się komu na sytuację w szkole pożalić - co piąty nigdy nie mówi rodzicom o konfliktach z rówieśnikami, a co trzeci robi to tylko czasami.

- Dzieciaki nie wierzą po prostu, że rodzice są w stanie im pomóc - mówi Giza-Poleszczuk. - Bo większość rodziców zamiast wykazać postawę aktywną, reaguje zgodnie z przekonaniem: lepiej "zakopać pod dywan", niż zaogniać. Masz konflikt z nauczycielem? Przeczekaj, może znajdzie sobie inną ofiarę. Kolega od ciebie wymusza pieniądze? Daj mu czasem trochę grosza, to może się odczepi.

Według Gizy-Poleszczuk dzieci uczą się tych zachowań od rodziców. A pozostawione bez wsparcia w sytuacjach konfliktowych - reagują agresją. Efekt? Co trzeci uczeń i co trzeci nauczyciel przyznają, że przemoc w ich szkole jest poważnym problemem.

Co na to minister edukacji? Roman Giertych ogłosił, że przyspieszy prace na zorganizowaniem specjalnych szkół dla tzw. trudnej młodzieży. Powołanie tzw. Ośrodków Wsparcia Wychowawczego zapowiadał dotąd na 2008 r., ale wczoraj - po samobójczej śmierci 14-letniej Ani z Gdańska - zapowiedział, że już w następnym roku szkolnym zostanie otwarty pierwszy taki ośrodek. Z budżetu chce na to przeznaczyć 15 mln zł. Ośrodki maja być dwuletnimi szkołami z przymusowym internatem, w których konfliktowych uczniów będą resocjalizowali psycholodzy.

- Skoro nie ma kar cielesnych, trzeba stworzyć realny instrument, który będzie znaczył więcej niż uwaga w dzienniczku ucznia - tłumaczy Giertych.

Wczoraj premier Jarosław Kaczyński oficjalnie poparł jego pomysł. Odnosząc się do wydarzeń w Gdańsku, uznał, że trzeba zwiększyć bezpieczeństwo w polskich szkołach: - Najbardziej agresywne jednostki muszą być ze szkół eliminowane - powiedział.

- Tylko odsuwamy problem - mówi o projekcie ministra Giertycha psycholog społeczny Janusz Czapiński. - To będzie szkoła przestępców, zaraz możemy zacząć budować więzienia dla nich. Lepiej by było zatrzymać chuliganów w normalnym środowisku i spróbować odtworzyć wspólnoty szkolne.

*Organizatorami kampanii społecznej "Szkoła bez przemocy" są Grupy Wydawnicze Polskapresse oraz Orkla Press Polska, a współorganizatorem jest Fundacja Grupy TP