Zuchwały napad na dom gangstera "Goryla"

Nieznani sprawcy napadli wczoraj rano na dom Zbigniewa F. ?Goryla?, siedzącego w więzieniu szefa największego szczecińskiego gangu. Łup wyjęty z sejfu wart był 300 tys. zł

Policja nie chciała oficjalnie powiedzieć, kim jest ofiara zuchwałego napadu, do którego doszło wczoraj między godz. 8 a 9 rano w szeregowcu na górnej Żelechowej.

Do popołudnia w mieszkaniu pracowali policyjni technicy. Zabezpieczyli ślady, ale dla dobra śledztwa policja odmówiła podania szczegółów skoku. Sąsiedzi nie chcą mówić, kim jest poszkodowana.

- Ja nic nie wiem - powtarzali ludzie, których spotkaliśmy koło miejsca przestępstwa.

Co ustaliliśmy? Bandyci ominęli domofon, bo przy wejściu do domu robotnicy wylewali podłogę. Drzwi do mieszkania otworzyła narzeczona "Goryla". Do środka wpadło trzech zamaskowanych mężczyzn w kominiarkach. Skrępowali kobietę taśmą. Zażądali, żeby podała im szyfr do sejfu. - Była tak przestraszona, że powiedziała gangsterom, jak go otworzyć - mówi rzecznik szczecińskiej policji Artur Marciniak. - Wyczyścili sejf i wyszli.

Złodzieje ukradli m.in. wysadzany brylantami złoty zegarek marki Chopard, zegarek Cartier, wysadzaną brylantami obrączkę i karty kredytowe. Policja ma zdjęcia zrabowanych przedmiotów, bo poszkodowana trzymała zdjęcia takich samych zegarków i obrączki w laptopie. Łup oszacowano na ok. 300 tys. zł. Sam zegarek z brylantami wart był około 42 tys. zł.

Kobieta opisała policjantom napastników. Mają po 25-30 lat. Pierwszy - wzrost około 170 cm, ogoloną głowę, krępą budowę ciała. Ubrany był w granatową kurtkę do pasa. Drugi - wzrostu około 180 cm, ogolona głowa, krępej budowy ciała, miał jasne spodnie, na głowie czerwoną czapkę z daszkiem. Trzeci - wzrost około 180 cm, krótkie włosy, twarz okrągła, ubrany był w czarną sportową bluzę, jasne spodnie i jasne buty sportowe.

- Skok był dobrze przygotowany, więc to raczej nie robota żółtodziobów - mówi policjant z komendy wojewódzkiej, który chce pozostać anonimowy. - Sprawcy wiedzieli, po co idą, wzięli tylko rzeczy z sejfu. Wiedzieli o jego istnieniu. Zakładamy, że to robota wynajętej ekipy, np. spoza miasta. Zleceniodawcą musiał być ktoś z otoczenia poszkodowanej. Nie można też wykluczyć, że to działanie odwetowe konkurencji "Goryla".

Policjanci uważają, że lepiej, aby sprawcy wpadli w ich ręce niż ludzi "Goryla".

On sam odbywa karę 14 lat więzienia, na która skazano go w czerwcu br. za kierowanie związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym - największym gangiem w północno-zachodniej Polsce, który opanował "miasto" po rozbiciu gangu Marka M. "Oczki". Gang "Goryla" żył z ochrony nocnych lokali, handlu narkotykami, stręczycielstwa i haraczy. Na wolności wciąż przebywają jego ludzie. Konkurencyjny gang Wiesława J. "Picka" kilka razy próbował "Goryla" zabić.