Motocrossowcy rozjeżdżają góry i ludzi

Motocrossowcy sieją popłoch na szlakach turystycznych wokół Krakowa. Są agresywni i niebezpieczni, mają już na swoim koncie ofiarę śmiertelną: niedaleko Myślenic pod kołami motocykla zginął turysta.

Tragedia rozegrała się na początku października na drodze do schroniska PTTK. 25-letni motocyklista wjechał swoim suzuki w 76-letniego krakowianina zbierającego grzyby. Mimo operacji w klinice przy Kopernika turysta zmarł. Sprawca nie miał nawet prawa jazdy.

To niejedyny przypadek. Kilkanaście miesięcy temu dwaj motocykliści przejechali w okolicach Trzebuni młodą dziewczynę. - To, co dzieje się ostatnio na szlakach w tym rejonie, można określić krótko: horror. Bez przerwy dochodzą do nas sygnały o ludziach spychanych przez rozpędzone motocykle, ochlapanych błotem. Ale zdarzenie pod Kudłaczami przerosło wszystko - mówi Antonina Sebesta z Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego.

Zarząd Główny PTT właśnie wydał w tej sprawie ostry apel. "Zbulwersowani śmiertelnym potrąceniem przez "motocrossowca" w okolicach schroniska na Kudłaczach, zwracamy się do wszystkich turystów i mieszkańców o poparcie inicjatywy zapewniającej bezpieczeństwo i spokój na szlakach turystycznych. Entuzjaści motocrossu pozostawieni sami sobie zagrażają ludziom i środowisku" - napisali członkowie PTT. Petycję przekazali burmistrzowi Myślenic i lokalnej policji. Niedawno z prośbą o podjęcie działań w sprawie plagi dzikich motocrossowców do szefostwa małopolskiej policji napisała Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Krakowie.

Zagrażają ludziom, płoszą zwierzynę

Okolice Kudłacza to niejedyne miejsce, gdzie można się natknąć na rozpędzonego motocyklistę czy czterokołowego quada. Pełno ich też w rejonie Lubonia, pasma Łysicy czy Tokarni. - Zagrażają nie tylko ludziom. Płoszą zwierzynę, niszczą uprawy - mówią pracownicy nadleśnictw.

- To często hobby dzieci lokalnych prominentów różnej maści, ale sporo osób przyjeżdża też z Krakowa lub Śląska. Na lawetach przywożą kilka maszyn. Potem motocykliści odjeżdżają pełnym gazem w góry, a laweta jedzie np. w okolice Rabki i tam na nich czeka. I szukaj wiatru w polu - opowiada jeden z myślenickich leśników.

- Nie można wrzucać do jednego worka wszystkich osób uprawiające ten sport - uważa jednak proszący o anonimowość przedstawiciel krakowskiego środowiska motocrossowego - Na początku rzeczywiście większość ludzi jeździła do lasu, ale teraz prawdziwi fani spotykają się na oficjalnych zawodach urządzanych na legalnych torach z pełnym zabezpieczeniem. W teren ruszają albo młodzi chłopcy na zdezelowanym sprzęcie, albo faceci między 40. a 60. rokiem życia z wypchanymi portfelami. Kupują maszyny o dużej mocy, szukając w ten sposób dodatkowej adrenaliny. My z nimi nie mamy nic wspólnego.

Bezradne służby

- Tak naprawdę sprawę załatwiłyby dwa-trzy solidne mandaty i przykład podziałaby na innych. Dziwię się, że nikt sobie z tym nie może poradzić - uważa Krzysztof Knofliczek, gospodarz schroniska na Kudłaczach. Za wjazd do lasu grozi grzywna nawet do 5 tys. zł. Szymon Sala, oficer prasowy myślenickiej komendy, zapewnia, że tereny najczęściej odwiedzane przez miłośników jednośladów już na wiosnę objęto kontrolami prowadzonymi przez policjantów z Myślenic, Dobczyc lub Sułkowic wraz z pracownikami Nadleśnictwa Lasów Państwowych. Przyznaje jednak, że na razie nie udało się ukrócić niebezpiecznego procederu.

Leśnicy mówią wprost, ze ściganie dzikich motocrossowców przypomina walkę z wiatrakami. - Zaledwie w kilku przypadkach udało się złapać sprawców na gorącym uczynku. Większość salwuje się ucieczką, a my nie mamy sprzętu, by ich doścignąć. Nie wolno nam też stosować kolczatek czy zapór, by ich zatrzymać - twierdzi Mariusz Bartosiewicz, zastępca nadleśniczego w Myślenicach.

- W niektórych przypadkach udało nam się zdobyć zdjęcia sprawców. Ale co z tego, skoro motocykle te nie są zarejestrowane, a dosiadający ich ludzie ubrani w kombinezony i szczelnie okrywające kaski, uniemożliwiające identyfikacje. To niestety potęguje bezkarność - dodaje Stanisław Ziemba z RDLP.

Ostatnio do leśników z Lasów Państwowych dotarła informacja, że motocrossowcy grasowali w rezerwacie przyrody koło Tyńca. Bezkarnie.