Niesiołowski: Giertych powinien przeczekać zimę w kreciej norze

W Zielonej Górze gościł senator PO Stefan Niesiołowski, który przyjechał poprzeć Bożennę Bukiewicz w walce o fotel prezydenta miasta. Polityk znany z ciętego języka nie zostawił suchej nitki na krajowych liderach PiS, a przeciwnikom teorii ewolucji proponował, aby schowali się do kreciej nory

Krzysztof Kołodziejczyk: - Panie senatorze, Pan uznaje teorię ewolucji?

Stefan Niesiołowski: - Ja jestem profesorem biologii, ale nawet uczeń szkoły podstawowej musi ją uznawać. To, że eurodeputowany bredzi, to jego prawo, jeśli wyborca wybrał idiotę, to ten może "idiotyzować". Ale że wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski atakuje ewolucję... Niepojęte. Jemu się wydaje, że nie ma ewolucji, bo co? Bo dziadek opowiadał mu, że kiedyś pies wyglądał tak samo, a jego dziadkowi jeszcze ktoś inny opowiadał? Bo bocian kiedyś też miał czerwony dziób? Na takiej samej zasadzie Ziemia jest płaska, bo jak na nią patrzymy, to nie widać, że jest okrągła. Zadziwiające, że ktoś taki jak wiceminister nadal pełni swoją funkcję. Maciej Giertych twierdzi, że dinozaury żyły wśród ludzi i jako dowód podaje istnienie Smoka Wawelskiego. W takim razie powinniśmy wierzyć, że kiedyś latały dywany i istnieją krasnoludki, bo wszystko to jest w bajkach. Mam propozycję: zbliża się zima, niech pan Maciej Giertych rozkopie sobie krecią norę i tam przeczeka zimę, bo w baśni Andersena Calineczka tak właśnie przezimowała. Polski rząd się cofa. To wszystko to jest ośmieszanie Polski. Niedługo będziemy musieli wierzyć, że muchy powstają z gnijącego mięsa, a żaby z błota.

Czy przypadkiem w polityce polskiej ewolucja nie jest fikcją? W ponad 300 gminach są okręgi gdzie nie będzie wyborów, bo brakuje chętnych do sprawowania władzy. Specjaliści od samorządności obwiniają za ten marazm właśnie was, polityków. Wasz styl uprawiania polityki.

- Być może jest zniechęcenie do polityki. Jestem bezradny i nie cieszę się. Ale może ludzie w tych gminach uznają, że osoby, które są przy władzy, są dobre i nie potrzeba żadnych zmian. Może dlatego nie chcą kandydować.

Były premier Kazimierz Marcinkiewicz wystosował ostatnio apel o zawieszenie broni i oczyszczenie atmosfery między PO i PiS.

- Traktuję to z uwagą i szacunkiem. To bardzo sympatyczny apel, o zupełnie innej kulturze i mentalności od tej reprezentowanej przez "Ziobrów" i "Wassermanów". To pozytywny sygnał ze strony PiS. Ale w tym samym dniu na konferencji prasowej zaatakował nas premier Jarosław Kaczyński i na innej konferencji Platformę obraził Ludwik Dorn. Dlatego odbieram to jako sygnał niejasny i wewnętrznie sprzeczny. Musimy brać pod uwagę to, co mówią liderzy, a nie politycy z drugiego planu. Lepiej byłoby, gdyby Kazimierz Marcinkiewicz najpierw wysłał list do liderów PiS i uzgodnił z nimi wersję. Wydaje mi się, że to bardziej koniunkturalna gra samorządowa i mamienie opinii publicznej.

Może wstęp do utworzenia kolejnego ugrupowania, które będzie mogło współpracować z PO?

- Bardzo bym sobie takiego scenariusza życzył. Wszystko, co osłabia PiS, jest dobre dla Polski. Ale ja w to nie wierzę. Nie sądzę, żeby za listem Marcinkiewicza szedł jakiś projekt polityczny. W tym jest więcej taktyki wyborczej. Kazimierz Marcinkiewicz zdaje sobie sprawę, że w Warszawie trudno będzie mu wygrać pod szyldem PiS-owskiego aparatczyka.

W Lipnej koło Włocławka działacze PO i PiS idą razem do wyborów, nawet listy kandydatów układali, kierując się alfabetem. Takich miejsc jest w kraju więcej. Jednak można.

- W samorządach jest mniej polityki. Może oprócz dużych miast wszędzie polityka schodzi na dalszy plan. Ważniejsze jest rozumienie problemów danej gminy i ich rozwiązywanie. Jeśli życzą sobie tego mieszkańcy, partie mogą współpracować I chwała liderom, że potrafią. Wiem, że tu, w Zielonej Górze, te współpraca też układa się dobrze. I chciałbym uspokoić polityków PiS w Zielonej Górze i wyraźnie to podkreślić, że nie przyjechałem tu, żeby z nimi walczyć ani prowadzić kampanię przeciwko tej partii. Wszystko, co mówię, dotyczy liderów partyjnych w Warszawie.