MSWiA każe zwalniać SMS-em

SMS jest dowodem w procesie, który Wojciech Szrajber, były dyrektor szpitala MSWiA w Łodzi, wytoczył pracodawcy

Szrajber stał się słynny po tym, jak nie zwolnił w maju strajkujących lekarzy mimo polecenia z MSWiA (jego szpital podlega ministerstwu wicepremiera Dorna). Został zwolniony z pracy i teraz chce przywrócenia na stanowisko. Wczoraj zaczął się proces w łódzkim sądzie pracy

Urzędnicy z MSWiA zarzucili dyrektorowi, że dopuścił w maju do nielegalnego strajku, który narażał życie i zdrowie pacjentów, i zawarł ze strajkującymi porozumienie, które pogorszy sytuację szpitala.

Szrajber tłumaczył wczoraj, że na rozpoczęcie strajku nie miał wpływu, bo był on częścią ogólnopolskiego protestu. Mówił też, że miał wątpliwości co do legalności protestu i próbował je wyjaśnić - między innymi z MSWiA. Stanęło na tym, że sprawę może rozstrzygnąć tylko sąd. Zdaniem Szrajbera żaden pacjent przez strajk nie ucierpiał. Natomiast do katastrofy i bankructwa szpitala doprowadziłoby wykonanie polecenia resortu, żeby zwolnić strajkujących lekarzy.

Szrajber pokazał wczoraj sądowi SMS-a, który dostał z MSWiA (pisownia oryginalna): "Pani dyrektor oczekuje doniesienia do prokuratury (do 13) po stwierdzeniu nielegalnosci strajku (od Szrajbera). Po skonsultowaniu z Rudnickim oczekuje pilnie stanowiska dyr. Szrajbera co do mozliwosci rozwiazania umow bez wypowiedzenia ze strajkujacymi i projektu wniosku o opinie do zw za".

SMS-a przesłała Szrajberowi dyrektor Halina Rajska, jego bezpośrednia przełożona w MSWiA. Ale SMS pochodzi od wiceministra spraw wewnętrznych Jarosława Brysiewicza. Rajska przekazała go Szrajberowi, kiedy poprosił o wyjaśnienie, jak przełożeni wyobrażają sobie "przywrócenie ładu w szpitalu w ciągu trzech dni". Bo takie polecenie dostał

- Zadzwoniłem do dyrektor Rajskiej i spytałem, jak mam to zrobić. Usłyszałem, że mam zwolnić cały komitet strajkowy - mówił w sądzie Szrajber. - To mogło doprowadzić do eskalacji konfliktu, więc poprosiłem o decyzję na piśmie. Spytałam też ministra Brysiewicza, czy dobrze zrozumiałem panią Rajską. Minister powiedział, że nie chodziło mu o komitet strajkowy, tylko całą załogę. Później w komórce znalazłem tego SMS-a.

- Zwolnienie z pracy było retorsją za to, że nie wykonałem tego polecenia - podsumował swoje zeznania były dyrektor.

Na kolejną rozprawę będą wezwani członkowie komitetu strajkowego i minister Brysiewicz.