Szekspir na Dzikim Zachodzie

Udany europejski debiut Jana Klaty

Klata znany z radykalnie współczesnego odczytywania klasyki. Ale pomysł, który zrealizował w Schauspielhaus w austriackim Grazu, nawet jak na jego teatr jest zaskoczeniem. To ni mniej, ni więcej tylko "Ryszard III" w poetyce spaghetti westernu.

Szekspirowska tragedia wygląda tak, jakby wyreżyserował ją twórca tego gatunku Włoch Sergio Leone. Wszystko przywodzi na myśl jego filmy z "dolarowej trylogii" nakręcone w latach 60. w plenerach Hiszpanii: od ceglastej ziemi, która pokrywa scenę, przez palące światło południowego słońca aż po szczegóły realistycznych kostiumów. Tytułowy bohater w kowbojskim kapeluszu nasuniętym na oczy, z koltem przy pasie i niedopałkiem przyklejonym do ust przypomina Clinta Eastwooda, Lady Anna w długich sukniach i koronkowych gorsetach - Claudię Cardinale. W tle brzmi niezapomniana muzyka Ennio Morricone z filmów "Za garść dolarów", "Dobry, zły, brzydki" i "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie". Brakuje tylko koni.

Co to wszystko ma wspólnego z Szekspirem? Ma, i to wiele.

Klata po raz kolejny posługuje się kulturą popularną, aby przerzucić most między klasyczną dramaturgią a współczesną publicznością, wychowaną na kinie i telewizji. Pomaga mu w tym nowoczesny przekład Thomasa Brascha noszący podtytuł "Dirty Richie", czyli "Brudny Rysiek".

Świat Szekspira i świat westernów spotykają się tu w zaskakujący sposób. Miasteczko z amerykańskiego Zachodu rządzi się tymi samymi prawami, a raczej tym samym bezprawiem, co XV-wieczny angielski dwór, na którym rozgrywa się akcja "Ryszarda III". Tutaj również trwa bezwzględna walka o władzę, której symbolem zamiast korony jest gwiazda szeryfa. Trup ściele się równie gęsto, tyle że skazańców nie ścina się toporem, ale wiesza na szubienicy albo zabija strzałem z rewolweru.

Nawiązanie do filmów Sergia Leone okazało się strzałem w dziesiątkę. Włoski reżyser zrewolucjonizował konwencję westernu, słodkie moralizatorstwo zastąpił brutalnym realizmem i kultem przemocy, zatarł granicę między dobrem a złem i zrezygnował z podziału na czarne i białe charaktery.

I taki jest świat w spektaklu Klaty: wybity z moralnych kolein, pełen cynizmu i okrucieństwa. Kontekst westernu sprawia, że walka o władzę nabiera absurdalnego wymiaru. Seria morderstw, którymi Ryszard toruje sobie drogę do tronu, w realiach małego miasteczka staje się katastrofą: w miarę upływu czasu przybywa grobów na lokalnym cmentarzu, ubywa natomiast mieszkańców i w końcu główny bohater nie ma kim rządzić. Buckingham, wspólnik Ryszarda, jest tu przedstawiony jako grabarz, który skrupulatnie mierzy ciała zamordowanych za pomocą sznurka. Wygląda na to, że jeden morduje po to, aby drugi miał pracę.

Spektakl Klaty jest zarazem ironiczną opowieścią o wartościach, na jakich zbudowano Amerykę, i komentarzem do współczesnej polityki USA.

Mamy tu parodię wyborów: wystraszeni obywatele miasteczka wybierają na szeryfa tego, który wcześniej wywołał strach. W finałowym pojedynku Richmond zabija Ryszarda strzałem z rewolweru, a następnie pozdrawia publiczność niczym prezydent wyborców. Swe przemówienie kończy słowami wyjętymi z przemówień George'a Busha: "May God bless this country!" ("Niech Bóg błogosławi ten kraj!"). Podziurawiona, spłowiała amerykańska flaga, która rozwija się nad jego głową, jest jak groteskowy żart.

Mankamentem przedstawienia jest obsadzony w roli Ryszarda Max Mayer. Młody aktor za bardzo zapatrzył się w Clinta Eastwooda, nie dając nic od siebie. Spojrzenie spod zmrużonych oczu i gest rąk zawieszonych na klamrze nie wystarczą, aby oddać całą psychikę tego łotra. Dopiero w finale aktor pokazuje, na co go stać: jego Ryszard przeżywa napad panicznego strachu przed śmiercią i z komiksowej figury staje się żywym człowiekiem.

Schauspielhaus Graz

"Ryszard III" według Szekspira

reż. Jan Klata

scenografia Justyna Łagowska

premiera 6 października